Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Gdy starania o dziecko się przedłużają, seks może przestać cieszyć. Co wtedy?

GDY SEKS PRZESTAJE CIESZYĆ
Shutterstock
Udostępnij

Trzeba przestać się starać. Warto skupić się na sobie nawzajem, rozbudzić namiętność - mówi seksuolog Angelika Kołomańska.

Kiedy upragnione dziecko się nie pojawia, życie intymne małżonków nieraz staje się podporządkowane jednemu celowi – ciąży. Ulatuje gdzieś radość, bliskość i przyjemność, niekiedy nawet pojawiają się dysfunkcje seksualne. Jak sobie z tym radzić? – Może to dziwnie zabrzmi, ale mówię: trzeba przestać się starać. Warto skupić się na sobie nawzajem, rozbudzić namiętność – mówi seksuolog Angelika Kołomańska.

 

Joanna Operacz: Mogłoby się wydawać, że starania o dziecko to sama przyjemność. Ale kiedy te starania się przedłużają, to czasem współżycie traci urok. Dlaczego tak się dzieje?

Angelika Kołomańska: Kiedy staramy o dziecko, może dojść do sytuacji, gdy skupiamy się wyłącznie na tym celu. Gubimy namiętność, seks traktujemy mechanicznie. Zapominamy o swoich potrzebach, o tym, jak przyjemnie może nam być razem. Małżonkowie niekiedy obwiniają się nawzajem.

Wtedy ich więź emocjonalna słabnie. Mogą się pojawić różne dysfunkcje seksualne, np. zaburzenia erekcji, dyspareunia, czyli bolesność podczas wprowadzania członka do pochwy (znacznie częściej pojawia się u kobiet, ale zdarza się również mężczyznom). A przede wszystkim para zmaga się z wielkim bólem psychicznym.

 

Co pani wtedy radzi?

Może to dziwnie zabrzmi, ale mówię: trzeba przestać się starać. Podczas zbliżeń nie myśleć o poczęciu. Skupić się bardziej na sobie nawzajem, a nie na „projekcie DZIECKO”. Rozpalić na nowo namiętność.

 

Tylko jak to zrobić, kiedy w głowie ciągle tkwi jedna myśl?

Warto pomyśleć o urozmaiceniu życia seksualnego. Można np. wykorzystać gadżety erotyczne.

 

Ale oglądania pornografii pani chyba nie poleca?

Problem z filmami erotycznymi jest taki, że nie przedstawiają one realnych sytuacji. To sceny oparte na fikcji. Lepiej zająć się sobą i partnerem. Warto skupić uwagę na tych emocjach i doznaniach, które mamy tu i teraz. Kluczowe jest też rozmawianie. Możemy zwierzać się sobie z fantazji seksualnych – żeby rozbudzić wyobraźnię i móc je potem świadomie realizować.

 

Co jeszcze można zrobić, żeby wzbogacić swoje życie seksualne?

Wszystko zależy od tego, co żona i mąż lubią. Ważne też, żeby razem robili również inne rzeczy, które ich cieszą – nie tylko te, które wiążą się ze sferą seksualną. Dzisiaj żyjemy bardzo szybko i możemy nieraz zapomnieć, jak ważne jest to, żebyśmy czuli radość z bycia razem.

Świetnym pomysłem jest umawianie się na randki, na których można rozbudzić namiętność, a tym samym zbliżyć się do siebie. Jestem pewna, że już samo słowo „randka” ucieszy każdą żonę. Dobrze jest też razem gdzieś wyjechać. Na urlopie jesteśmy zrelaksowani, szczęśliwsi. Natomiast sytuacje stresowe wpływają negatywie na sprawność seksualną, a tym bardziej utrudniają starania o dziecko.

 

W pewnej powieści z początku XX wieku wyczytałam opinię, że kiedy kobieta nie jest „namiętną”, to trudniej zachodzi w ciążę. Czy coś może w tym być? Czy orgazm ułatwia poczęcie dziecka?

Kwestia orgazmu to w ogóle bardzo ciekawy temat. Z punktu fizjologicznego kobiecie trudno osiągnąć orgazm i nie jest on dla niej tak ważny, jak satysfakcja seksualna. U mężczyzn jest odwrotnie – na pierwszy plan wysuwa się orgazm. Jeśli ktoś ma niskie libido, będzie miał również mniejszą ochotę na seks. A kiedy staramy się o dziecko, to stosunki seksualne powinny być regularne, dwa-trzy razy w tygodniu.

Należy się przyjrzeć bliżej własnej seksualności. Jak bardzo jest ona rozbudzona? Czy kobieta czuje się kobietą? Niektóre pacjentki starające się o dziecko wyrażają przekonanie, że narządy płciowe służą tylko do prokreacji, wstydzą się dotykać swoich miejsc intymnych.

To może powodować lęk. A lęk wiąże się z dużym odczuciem napięcia mięśniowego, a jeśli mamy napięte mięśnie, to stosunek seksualny nie będzie przyjemny. Osoby lękliwe (inaczej mówiąc: unikające) charakteryzują się wysokim poziomem lęku, często mają wiele obaw z relacjach seksualnych. Jeśli w czasie starań o dziecko dopadnie nas epizod depresyjny, to również znacząco obniża się libido. Dlatego radziłabym zwrócić uwagę również na problemy natury psychologicznej i w razie potrzeby poszukać pomocy u specjalisty.

 

Muszę o to zapytać. Czy są pozycje seksualne, które bardziej lub mniej sprzyjają zapłodnieniu?

Często słyszę to pytanie. Słyszałam nawet, że istnieją pozycje, które sprzyjają poczęciu dziewczynki albo chłopca. Niestety, to nieprawda.

Skoro o tym rozmawiamy, to poruszyłabym inny ważny temat. W każdej aktywności seksualnej biorą udział dwie osoby, więc jeśli jedna coś proponuje, a druga nie ma na to ochoty, to musimy zrezygnować z tego pomysłu i poszukać takiego, który odpowiada nam obojgu.

Trzeba też sobie nawzajem okazywać akceptację. To normalne, że różnimy się w oczekiwaniach i upodobaniach. Gdybyśmy wszyscy byli tacy sami, świat byłby strasznie nudny! Jeśli współmałżonek ma jakieś pragnienie, okażmy mu zrozumienie, dajmy mu przestrzeń na opowiedzenie o nim.

 

 

Czyli kluczowa jest, jak zwykle w związku, komunikacja?

Kiedy pary trafiają do seksuologów czy psychologów, to nieraz okazuje się, że ci ludzie prawie nie rozmawiają ze sobą, można rzec, że nie znają się. Jak można żyć z kimś 10 lat i się nie znać? Można! Kiedy nasze rozmowy krążą tylko wokół codziennych spraw, a nie poruszamy głębszych tematów, to nie znamy swoich pragnień i oczekiwań, i trudno nam się porozumieć.

Zdarza się, że zgłasza się do mnie para, która mówi, że stara się o dziecko, ale kiedy trochę porozmawiamy, okazuje się, że jedno z nich tak naprawdę nie chce ciąży albo rozpoczęło starania ze względu na męża albo żonę.

 

Czy dobrze mi się wydaje, że to kobiety najczęściej szukają pomocy i „zaciągają” mężów do seksuologów?

Bywa różnie. Jednak niepłodność u mężczyzny postrzegana jest często jako niemęskość. Zdarza się, że mężczyźni mówią wprost, że czują się mało męscy.

 

Co by pani radziła żonie, której mąż jest oburzony samym pomysłem wybrania się do specjalisty?

Na pewno nie można nikogo zaciągnąć siłą do gabinetu. Żeby można było komuś pomóc, to ta osoba powinna przede wszystkim chcieć pomocy. Jeśli nie czuje się gotowa, nie powinniśmy jej zmuszać. Ale żona zawsze może spojrzeć na tę sytuację indywidualnie i na początku pójść na wizytę sama. Zdarzają się sprawy, o których kobiecie trudno jest rozmawiać z mężem, bo się ich wstydzi albo ma inne blokady.

 

Kiedy umawiałyśmy się na ten wywiad, powiedziała pani, że małżonkowie starający się o dziecko często nie zdają sobie sprawy z tego, że ten czas może być nie tylko trudny, ale też piękny.

Wszystko zależy od tego, w jaki sposób para podejdzie do „projektu DZIECKO”. Jeśli mąż i żona otworzą się na swoje potrzeby (w tym potrzeby seksualne), może ich czekać wspaniała droga.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail