Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Dominikanin, który dostał Nobla. Poświęcił życie tym, którzy cierpią na „rdzewienie duszy”

DOMINIKANIN, KTÓRY DOSTAŁ NAGRODĘ NOBLA
Udostępnij

Zakonnik z doktoratem, kapelan ruchu oporu, agent wywiadu, działacz podziemia… A w końcu prosty człowiek, który oddał życie na służbę cierpiącym.

Zapewne wiecie, że wśród laureatów Pokojowej Nagrody Nobla jest Matka Teresa z Kalkuty. Ale czy wiedzieliście, że jednym z nich jest także pewien belgijski dominikanin?

 

Agent wywiadu i działacz podziemia

Georges Pire pochodził z rodziny, która w czasie pierwszej wojny światowej przeżyła dramat ucieczki przed wojną i powrotu do zniszczonego domu. Od dzieciństwa bliski był mu problem uchodźstwa, który stanie się wiodącym wątkiem całego jego życia.

Czytaj także: Dominikanki do zadań specjalnych. „Jak widzę te siostry, to chciałbym takiego Kościoła” [wywiad]

W wieku 18 lat wstąpił do dominikanów i przyjął imię Dominique. Studiował teologię i nauki społeczne. Zrobił doktorat na „Angelicum” w Rzymie i wrócił do Belgii, żeby zająć się życiem akademickim.

Tu zastała go druga wojna światowa, w czasie której był kapelanem belgijskiego ruchu oporu, agentem wywiadu oraz członkiem podziemia, które organizowało system ucieczki zestrzelonych pilotów alianckich, umożliwiając im powrót do rodzimych jednostek.

Za swoją służbę został odznaczony Krzyżem Wojskowym, Medalem Ruchu Oporu, Medalem Wojennym i Narodowym Medalem Uznania.

 

Pomoc Osobom Przesiedlonym

Już w 1938 roku rozpoczął działalność na rzecz ludzi znajdujących się w trudnej sytuacji, organizując Służbę Wzajemnej Pomocy Rodzinnej i otwarte obozy dla dzieci, które w czasie wojny karmiły tysiące belgijskich i francuskich dzieci.

Po 1945 roku, choć zakończyły się działania wojenne, potrzeba pomocy wcale nie była mniejsza. Ojciec Pire zaczął zgłębiać problem uchodźców, których wojna zmusiła do opuszczenia swoich domów rodzinnych, tułaczki i osiedlenia się w obcym miejscu. Ludzie ci pozostawali w opłakanych warunkach życiowych.

W 1949 roku o. Pire odwiedził obozy dla uchodźców w Austrii, był tak poruszony tym, co zobaczył, że napisał książkę im poświęconą oraz założył Pomoc Osobom Przesiedlonym. Organizacja ta zajmowała się pomocą finansową dla rodzin uchodźczych i w latach pięćdziesiątych budowała specjalne wioski w Austrii, Niemczech i Belgii, aby umożliwić ludziom przeniesienie się z obozów do własnych domów.

W latach sześćdziesiątych wspierało ją aż 18 tysięcy ludzi i miała swoje oddziały w dziesięciu krajach Europy. „Sponsorzy” nie tylko przesyłali paczki rodzinom uchodźców, ale także słali im listy, w których wyrażali swoją solidarność i dodawali otuchy.

 

Uchodźcy cierpią na „rdzewienie duszy”

Ojciec Pire był przekonany o konieczności pomocy ludziom dotkniętym dramatem uchodźstwa, ponieważ widział głębokie rany, jakie powoduje ten stan. Zauważał ogromną samotność i kompletny brak miłości, które powodują, że ludzie cierpią na „rdzewienie duszy” oraz wykorzenienie, nie tylko z własnej ojczyzny, ale także ze świata ludzi. Używał obrazu ludzi siedzących na walizkach na stacji kolejowej i czekających latami na pociąg, który nigdy nie przyjedzie.

Działalność o. Pire była nakierowana na przywrócenie ludzkiej godności i niezależności. Odwoływał się w niej do dwóch idei. Pierwsza podkreślała, że „każdy uchodźca jest człowiekiem, nieskończenie wartościowym istnieniem, które zasługuje na całą naszą uwagę, całą naszą miłość, bez względu na jego narodowość, religię, wykształcenie, biedę czy nędzę moralną”.

Druga idea to „pewność głębokiej jedności rasy ludzkiej”. Powołując się na słowa Newtona ubolewał, że „człowiek buduje zbyt wiele ścian i zbyt mało mostów”. Mówił o Europie opartej na koncepcji „otwartego serca” zbudowanej na jedności, wzajemnym szacunku i braterstwie.

Czytaj także: Dostał pokojowego Nobla 2018 i mówi: „Bez Boga jestem nikim”

 

Pokojowy Nobel

Jego działalność nie mogła zostać niezauważona. W 1958 roku został nagrodzony pokojową Nagrodą Nobla. W pierwszej reakcji na tę wiadomość miał powiedzieć, że jest zbyt młody na takie wyróżnienie. Miał wówczas 48 lat. W swojej przemowie noblowskiej podjął wątek budowania społeczeństwa o „otwartym sercu”:

Najlepsza droga, aby żyć w pokoju, z wzajemną miłością i szacunkiem, to dostrzeżenie naszego wspólnego mianownika. Ten wspólny mianownik nosi prawdziwie zaszczytne imię: człowiek. Nauczmy się, raz na zawsze, widzieć brata w każdej osobie, niezależnie jak wielce różni się od nas w swoich ideach, pozycji socjalnej, mentalności czy wierzeniach. Nauczymy się również, raz na zawsze, szacować człowieka według jego prawdziwej wartości, wartości, która jest zawsze nieskończona.

Odwołał się również do drogiej mu idei jedności, nazywając ją świętą. Twierdził, że staje się ona obecna wówczas, gdy dwa braterskie istnienia ludzkie pracują razem, by pomóc trzeciemu. „Uwalnia ona nas od wielu uprzedzeń, ograniczonych horyzontów myślowych i dyskryminacji, które zatruwają ludzką miłość”.

 

Międzynarodowe Centrum Pokoju

Ojciec Pire przeznaczył swoją nagrodę na ufundowanie „Uniwersytetu Pokoju” znanego jako Międzynarodowe Centrum Pokoju im. Mahatmy Gandhiego w belgijskim Huy. Jego misją jest zwiększanie globalnego zrozumienia opartego na międzynarodowym braterstwie i braterskim dialogu.

Po wizycie w Pakistanie o. Pire przekonał się, że pokój nie będzie osiągalny bez zlikwidowania ubóstwa. W tym celu ufundował organizację „Wyspy Pokoju”, której celem jest długoterminowy rozwój ludności wiejskich w krajach rozwijających się. Pierwsze „wyspy” wystartowały w Indiach i Bangladeszu.

Ojciec Pire oddając się pracy społecznej, żył jednocześnie prostym życiem zakonnym, wypełniając swoje religijne i duszpasterskie obowiązki. Zmarł 30 stycznia 1969 roku w wieku 58 lat w szpitalu w Louvain w wyniku komplikacji pooperacyjnych.

Jak podkreślają jego biografie, był prostym człowiekiem, który wierzył, że jeśli każdy z nas będzie próbował być dobrym, cały świat stanie się lepszym miejscem. Starał się przekładać idee filozoficzne i teologiczne, które studiował i wyznawał, na konkretne czyny miłości.

Czytaj także: Jak lekarz, który zobaczył cud w Lourdes, dostał Nobla i… uwierzył w Boga

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail