Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Kilka mszy w niedziele, praca we wszystkie dni świąteczne. Jak wygląda zawód organisty?

JAK WYGLĄDA PRACA ORGANISTY
Kamil Szumotalski/ALETEIA
Udostępnij

Chociaż wydaje się, że wiemy, na czym polega praca organisty, sam jej przebieg ukryty jest ponad naszymi głowami, często poza zasięgiem wzroku, za dziesiątkami piszczałek. O swojej pracy i pasji opowiada Natalia, organistka w jednym z warszawskich kościołów.

Kliknij tutaj, by przejrzeć galerię

„Nie lubię udzielać wywiadów, ale jeśli jest taka potrzeba…” – odpowiedziała już kiedy siedzieliśmy przy nakrytym koronkowym obrusem okrągłym stoliku w rozmównicy klasztoru, otoczeni rzeźbionymi meblami.

 

Jak wygląda praca organisty?

Wszyscy znają jego głos, ale mało kto wie jak wygląda. Chociaż wydaje się, że wiemy, na czym polega jego praca, sam jej przebieg ukryty jest ponad naszymi głowami, często poza zasięgiem wzroku, za dziesiątkami piszczałek. A jednak bez niego brakuje istotnego elementu liturgii jakim jest muzyka. Organista.

Ona. Drobna, młoda dziewczyna na kilka minut staje się jednym z 50-głosowym instrumentem. Jej głos prowadzi kilkudziesięciu wiernych zebranych dziś na wieczornej mszy świętej. Ona też może poruszyć ich serca, wprowadzając w nastrój modlitewny, smutny albo radosny. Musi jednak czuwać, żeby kościół się nie „zbuntował”.

Jeśli pracuję nad tempem śpiewania wiernych, rewolucja nie działa. Jeżeli przyjdzie organista i nagle zagra wyczuwalnie szybciej, niż to było przyjęte do tej pory, to ludzie raczej się wyłączą, niż się zmienią. Zmiany trzeba wprowadzać zawsze z dużym wyczuciem. Cały czas trzeba się pilnować, zastanawiać się nad tym, czy w tym jest spokój, czy w tym jest sacrum.

 

Wykształcenie muzyczne

Przygoda Natalii z muzyką rozpoczęła się od pierwszej klasy szkoły podstawowej, kiedy rodzice wysłali ją do szkoły muzycznej. Aż do końca liceum grała na skrzypcach. Później dostała się na studia na Akademii Muzycznej na skrzypce, ale nie była przekonana do tego kierunku. Po pierwszym roku zapisała się do Instytutu Organistowskiego, a już po roku nauki zaczęła grać na mszach. „Pierwsze msze grałam u kapucynów i myślałam, że się zapadnę ze wstydu. Byłam przygotowana na sto procent swoich możliwości, wszystko potrafiłam zagrać, jak byłam sama. Kiedy jednak miałam zagrać na mszy, to zdawało mi się, że nie wiem co gram”. Natalia nadal studiuje na Akademii Muzycznej, tym razem już na kierunku Muzyka Kościelna.

„Mam poczucie, że robię to, co lubię i to co kocham i to mnie prawie w ogóle nie męczy”. Wypalenie zawodowe w przypadku organisty wiązałoby się zapewne z kryzysem wiary, bo tak jak ksiądz, tak samo organista narażony jest na rutynę w praktykach religijnych. A nawet bardziej. Mało kto uczestniczy w sześciu mszach niedzielnych.

„Staram się jak najbardziej być świadomą podczas liturgii. Żeby nie uciekło mi to, co się dzieje w kościele i na ołtarzu. Im dłużej gram, tym jest to trudniejsze. Cały czas staram się być skupiona. Podczas mszy nie korzystam z telefonu, nie jem, nie chodzę, nie czytam”.

 

Potrzeba osobistej wrażliwości

Tryb pracy organisty jest ustawiony wbrew rytmowi większości społeczeństwa. Poranek i wieczór, niedziele i święta. Wtedy właśnie, kiedy jest czas na spotkania z bliskimi w domu. Dobrym rozwiązaniem jest praca na pół etatu, kiedy można podzielić się obowiązkami z drugim organistą. Jednak w większości parafii nie ma takiej możliwości. Prorodzinnym rozwiązaniem było kiedyś zapewnienie mieszkania całej rodzinie w organistówce. W Warszawie takie mieszkanie zostało jeszcze na przykład w parafii św. Stanisława Kostki.

Słuchając Natalii, czuję się wprowadzana w tajemnicę. Dobór pieśni i rodzaj akompaniamentu pomaga skupić się na tym, co się właśnie dzieje na ołtarzu. Do tego potrzeba osobistej wrażliwości i mistrzów. „Zanim zaczęłam się uczyć gry na organach, chodziłam do dominikanów na Freta, był tam jeszcze poprzedni organista. Słuchałam go i myślałam: to jest to. Odpoczywałam. Idealne tempo. Brak przerostu formy nad treścią. Ani za głośno, ani za cicho. W punkt. Myślałam sobie – chcę grać jak on. Do tej pory to mój ideał. Mimo że lubię chodzić do różnych kościołów i szukać inspiracji u innych organistów, to jednak o żadnym z nich nie jestem w stanie powiedzieć, że w stu procentach się z nim zgadzam”.

 

Instrukcja o muzyce kościelnej

Zasady wykonywania muzyki kościelnej są ustalone przez szereg dokumentów, najnowszy, Instrukcja Konferencji Episkopatu Polski o muzyce kościelnej, został opublikowany w 2017 roku. We wstępie czytamy:

Wierni mają prawo, aby władza kościelna sprawowała kierownictwo nad świętą liturgią, aby liturgia nie była postrzegana jako prywatna własność kogokolwiek, ani samego celebransa, ani wspólnoty, w której sprawuje się sakramenty (Instrukcja Redemptionis sacramentum).

W innym wypadku moglibyśmy stać się świadkami scen niczym z powieści „Ksiądz Rafał” Macieja Grabskiego, snującej wątek organistowski, gdzie do uszu parafian dochodziły z chóru improwizacje z wyraźnym nawiązaniem do Pink Floydów. „Czym się karmisz, taką tworzysz muzykę. Jeśli dużo słucham Bacha, to oczywiście, że wplatam jego harmonię. Gdybym dużo słuchała muzyki pop, to także wplatałabym takie rozwiązania”- dopowiada Natalia.

 

Podchodzić do ludzi z wyrozumiałością

W Instrukcji czytamy także, że w liturgii nie wolno używać np. gitary elektrycznej, syntezatora czy fortepianu, natomiast organy zostało określone jako tradycyjny instrument kościelny. Wiele nadużyć odnośnie muzyki liturgicznej pojawia się w czasie ślubów. Instrukcja zaznacza, że należy pilnie wystrzegać się, by pod pozorem podnoszenia okazałości nie wprowadzać do obrzędów czegoś niezgodnego z kultem.

„Miałam zawsze opór przed gitarami na mszy albo przed muzyką wykonywaną w stylu pop. Bardzo długo się bulwersowałam na to, ale teraz z większą łagodnością podchodzę do tej sprawy i z większą wyrozumiałością. Poznaję ludzi, dla których to jest sposób śpiewania, w którym oni wyrośli i właściwie nie znają innego” – z wyrozumiałością wyznaje Natalia.

Jej metodą jest jak najlepsze wykonywanie swojej pracy, zgodnie z przepisami liturgicznymi, nie używając pieśni, które w jej odczuciu mają zadatki kiczu, z nadzieją, że ludzie stopniowo oswoją się i przekonają do muzyki kościelnej. „Ja się mogę z tym wewnętrznie nie zgadzać, ale nie mogę ich osądzać”.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail