Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Fabiański kontra Szczęsny. Dwaj przyjaciele z bramki

FABIAŃSKI, SZCZĘSNY
Tomasz Kudala/REPORTER
Udostępnij

Rywalizacja między Wojciechem Szczęsnym a Łukaszem Fabiańskim trwa od lat. Nic dziwnego – trafiło przecież na gigantów tego nieprzeciętnego fachu.

Łączy ich bramka, ale różni właściwie wszystko. Na pierwszy rzut oka trochę nieśmiały Fabiański robi wrażenie raczej sympatycznego misia niż szalonego bramkarza. Ciepły uśmiech, uważny dobór słów, poprawność w komentowaniu rzeczywistości – to chodzące zaprzeczenie takich bramkarskich „wariatów”, jak Fabien Barthez, Oliver Kahn czy Peter Schmeichel. Jednak na boisku „Fabian” staje się innym człowiekiem. Jest dynamiczny, nadaktywny, skupiony – pełen profesjonalizm i fantazja godna największych goalkeeperów.

Zupełnie inny jest Wojciech Szczęsny. Wszędzie go pełno. Popisuje się nie tylko na boisku, ale i poza nim. Nonszalancki, nieokiełznany, spontaniczny i żywiołowy – jest inkubatorem znanych fanom piłki bramkarskich cech. Albo przynajmniej takich, które stereotypowo uchodzą za bramkarskie.

Obydwaj jednak mają w sobie gen rywalizacji. Chcą wygrywać ze swoimi zespołami stojąc w bramce, a nie siedząc na ławce. Pragną zagarnąć na własność bluzę z numerem jeden na plecach i orzełkiem na piersi. A przy tym darzą się szacunkiem. Bo niejedno razem przeżyli.

 

Konkurencja u Kanonierów

Pierwszy raz spotkali się w słynnej szkole piłkarskiej w Szamotułach. Tam niemal dosłownie się minęli. Starszy o pięć lat Fabiański odchodził stamtąd do profesjonalnej, seniorskiej piłki, gdy młody Szczęsny – z bagażem nazwiska po ojcu, słynnym i charakterystycznym bramkarzu Macieju – przychodził, by podszkolić nieco umiejętności. Później spotkali się w Legii Warszawa, gdzie młodziak trenował w zespołach juniorskich, a „Fabian” walczył o pierwszy skład.

Różnice? Poza charakterem cechowało ich inne podejście do futbolu. Fabiański szczególnie dbał o technikę. Wiele lat później zaznaczy w jednym z wywiadów, że to właśnie umiejętność obchodzenia się z piłką stanowi fundament piłkarskiego wyszkolenia. Szczęsny z kolei wydawał się silniejszy psychicznie. Za to technikę doszkalał jeszcze wiele lat później, gdy grał w AS Romie. Ale tak zwany silny mental cechował go od samego początku. Wiedzę szkoleniową chłonął jak gąbka.

Do kolejnego spotkania tej dwójki doszło w słynnym Arsenalu Londyn czyli Kanonierach. Wojtek przyjechał tam jako junior. Testy w londyńskim gigancie, którego był zagorzałym kibicem od dziecka, traktował jako czas na przyspieszonej edukacji. W ogóle nie brał pod uwagę, że włodarze klubu zdecydują się go sprowadzić. Gdy młody Włoch, z którym Wojtek jechał busem do ośrodka treningowego kilkukrotnie wymiotował nie wytrzymawszy presji, „Szczena” raczej rozluźniony starał się zapamiętać jak najwięcej szczegółów z tego, jak funkcjonuje i trenuje wielki klub.

Szczęsny miał 16 lat, gdy transfer do Londynu stał się faktem. Fabiański dotarł tam rok później. Ale to ten drugi był bliżej pierwszego składu. Ograny w Legii stał się częścią kadry i mógł rywalizować z takimi goalkeeperami jak Jens Lehmann czy Manuel Almunia. Legendarny trener Kanonierów Arsene Wenger słynął z tego, że lubił podejmować odważne decyzje i chętnie stawiał na młodych. Wkrótce zatem Fabiański otrzymał swoją szansę i został pierwszym bramkarzem londyńskiego klubu. A niedługo później jego konkurentem stał się nie kto inny, jak szybko dojrzewający Szczęsny.

 

Motywacja i papieros

Mentalność Szczęsnego zrobiła na Fabiańskim ogromne wrażenie. Chłopak był głodny gry. Wiedział, po co jest w klubie i dlaczego walczy o kadrę pierwszego zespołu. Stonowany Fabiański nie miał takiego pazura. Ale podejście Szczęsnego – jak przyznał po latach – motywowało go. Do czasu, bo duże obciążania treningowe okazały się zbyt wymagające dla organizmu „Fabiana”. Potrzebował indywidualnego podejścia w dawkowaniu obciążeń. Ciało odmówiło posłuszeństwa.

W piłce tak czasem bywa, że nieszczęście jednego oznacza szczęście drugiego. W miejsce Fabiańskiego wskoczył Szczęsny i szybko rozpoczął niepodzielne rządy w polu karnym Kanonierów. Niespełniony „Fabian” odnalazł swoje miejsce w innym klubie angielskiej ekstraklasy – Swansea. W tym przeciętnym, ale ambitnym zespole z miasta na klifach zrobił furorę. Stał się prawdziwą gwiazdą.

Szczęsny natomiast bronił w Arsenalu jeszcze jakiś czas. Ale wkrótce i jego drogi z Wengerem musiały się rozejść. Podobno wpływ na to miał wówczas także niezrównoważony charakter Wojtka. Wenger uchodził raczej za dość sztywnego szkoleniowca, a Szczęsny słynął z nie lada fantazji. Po jednym z meczów oddał się nałogowi palenia pod… prysznicem. To rozwścieczyło francuskiego szkoleniowca.

 

Nienasyceni

Wojtek odchorował odejście z Londynu. Spędził tam wiele lat, a Arsenal kochał od dziecka. Jednak jak sam przyznaje, dopiero pod okiem nowych trenerów we włoskiej AS Romie rozwinął się piłkarsko. Kolejnym krokiem w jego karierze okazał się już wielki Juventus. Kibice Arsenalu nie mogli pogodzić się ze stratą wychowanka klubu. Gdy Szczęsny odchodził, media społecznościowe Kanonierów zagotowały się, wyrzucając masę nieprzychylnych władzom komentarzy.

Fabiański z kolei pozostał w Premier League, gdzie od lat notowany jest jako jeden z najlepszych bramkarzy. Ma już 34 lata, więc raczej trudno traktować go w kategoriach gracza perspektywicznego. Ale nieustannie cieszy się ogromnym szacunkiem komentatorów.

Rywalizacja tej dwójki nabrała rumieńców w ostatnich trzech latach. Podczas Euro 2016 w bramce bronić miał Szczęsny. Doznał jednak kontuzji już w pierwszym meczu i zastąpił go Fabiański. Zagrał wówczas znakomity turniej. To w dużej mierze dzięki niemu polscy reprezentanci dotarli do ćwierćfinału. Kunsztem nie wykazał się jedynie w trakcie konkursu rzutów karnych, po meczu z Portugalią. Trudno mieć o to do bramkarza pretensje. Obrona „jedenastek” częściej przypomina obstawianie w loterii niż konkurs umiejętności. Mimo to Fabian mocno to przeżył. Po meczu rozpłakał się przed kamerą, przepraszając kibiców. Dziennikarz go pocieszał. On już wiedział – w Polsce kibice szaleli na punkcie „Fabiana”. I na punkcie biało-czerwonych.

Konfrontacja Fabiański-Szczęsny trwa, a obaj bramkarze stale sprawiają wrażenie nienasyconych jeśli chodzi o spełnienie w reprezentacji. Podczas eliminacji do mundialu w Rosji „jedynką” był Fabiański, ale potem Szczęsny znów zaczął zagrażać jego pozycji. I na turnieju to on, bramkarz Juventusu – ulubieniec Adama Nawałki – wystąpił w dwóch pierwszych meczach. Tych przegranych, bo już w ostatnim wygranym z Japonią, znowu między słupkami stanął Fabiański.

Po meczu z Austrią wiemy, że przez najbliższe pół roku to Szczęsny będzie strzegł bramki reprezentacji. A potem znów zacznie się rywalizacja. Nastała dla nas bowiem epoka dwóch wielkich goalkeeperów. Pogodzić ich jest niezwykle trudno. Zapewne selekcjonerowi Jerzemu Brzęczkowi śni się po nocach chwila, w której FIFA w twórczym szale jej urzędników zmienia nagle przepisy, i dopuszcza, by w boiskowej jedenastce wystawić dwóch bramkarzy. To jednak marzenia ściętej głowy. Jedna z największych i najpiękniejszych piłkarskich rywalizacji w historii polskiego futbolu trwa. I niechaj trwa jak najdłużej!

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail