Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Alina Rumun, czyli pomysłowa pomocnica Hanny Chrzanowskiej (wywiad)

fot. archiwum Barbary Jarosz
Udostępnij

„Życie właściwie miałam spokojne, a mimo to bardzo ciekawe. Nigdy się nie nudziłam, dużo pracowałam. W sumie mimo wszystko było to dość łatwe życie” - pisała A.Rumun, przyjaciółka H. Chrzanowskiej.

Rok temu w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach odbyła się beatyfikacja Hanny Chrzanowskiej, która włożyła wyjątkowy wkład w rozwój pielęgniarstwa społecznego i parafialnego. Jak mówi Barbara Jarosz, błogosławiona była wzorem do naśladowania dla wielu, w tym dla jej siostry Aliny Rumun, która stała się kontynuatorką życiowego dzieła Chrzanowskiej.

 

Łukasz Kaczyński: Jest pani siostrą Aliny Rumun, bliskiej współpracownicy Hanny Chrzanowskiej. Jak to się stało, że siostra została pielęgniarką?

Barbara Jarosz: Nie da się ukryć, że myśli o medycynie były z Aliną od zawsze. W rodzinie drugiej żony naszego ojca był lekarz i stąd postanowiła zdobywać specjalistyczną wiedzę na terenie Generalnego Gubernatorstwa. Jednak została złapana przy przekraczaniu granicy i trzy miesiące spędziła w obozie karnym. Natomiast po zakończeniu wojny zdała tzw. „małą maturę” i po niej zaczęła się uczyć w 3-letniej Uniwersyteckiej Szkole Pielęgniarek i Położnych w Krakowie, którą ukończyła z bardzo dobrymi wynikami.

Kiedy pani siostra poznała błogosławioną z Krakowa?

Doświadczenie w zawodzie siostra zdobywała następnie jako instruktorka we wspomnianej szkole, później przychodni skórno-wenerycznej, a potem w Klinice Neurochirurgicznej, którą nazwała w swoich zapiskach „kopalnią doświadczeń pielęgniarskich i ludzkich, które tak bardzo przydały się potem w pielęgniarstwie domowym”. I wtedy przyszedł rok 1957, kiedy zaczęła współpracować z Hanną Chrzanowską, z którą znały się jeszcze z krakowskiej Szkoły Pielęgniarek i Położnych. Z uwagi na to, że nie wydano jej paszportu nie mogła zrealizować swoich planów o wyjeździe, by pomagać trędowatym i zamiast tego włączyła się w dzieło pielęgniarstwa domowego organizowanego w parafiach.

Na czym konkretnie polegały te działania?

Czasy powojenne nie były łatwe dla chorych, zwłaszcza tych samotnych. Stąd Hanna Chrzanowska wspólnie z koleżankami i uczennicami samodzielnie organizowała opiekę dla najbardziej opuszczonych. To było wyjątkowe pole do popisu dla mojej siostry, która uczyła nowe osoby jak pomagać takim chorym, wykonywała wywiady domowe czy organizowała trudno dostępne w ówczesnych czasach komunistycznych leki i materiały opatrunkowe. Pamiętam, że w swojej autobiografii nazwała to największą życiową przygodą i wspominała o niezwykłych spotkania z różnymi ludźmi jak sama nazwała „długie, nieraz bardzo trudne pielęgnowanie”.

Czy Alina i Hanna współpracowały tylko na gruncie zawodowym?

Nie, ponieważ jako przyjaciółki spędzały ze sobą bardzo dużo czasu. Zorganizowały swego rodzaju teatrzyk, w którym prezentowały różne sytuacje, między innymi sceny z dyżurki pielęgniarskiej. Można to porównać do „Zielonej Gęsi” Gałczyńskiego. Myślę, że warto wspomnieć, że po śmierci Hanny Chrzanowskiej w 1973 r. to moja siostra porządkowała jej dokumenty. Napisała również o jej ofiarnej działalności na rzecz chorych do III tomu „Chrześcijan” pod redakcją bp. Bogdana Bejze.

Czy pomoc chorym, którą realizowała Hanna i Alina, ograniczyła się jedynie do rozwiązywania problemów ze zdrowiem?

Tuż przed śmiercią Hanny Chrzanowskiej narodził się pomysł wczasorekolekcji, które miały poprawiać stan psychiczny chorych i wpływać na ich kontakty z otoczeniem. Bardzo pomógł w ich przygotowywaniu talent organizatorski mojej siostry. Potrafiła namówić właścicieli prywatnych samochodów, którzy dowozili zarówno chorych, jak i rekolekcjonistów do miejsc tych spotkań, na początku w Trzebini, a potem w Nowej Wsi. Dzięki jej zaangażowaniu do 1993 r. na te wczasorekolekcje wyjeżdżało około 500 chorych rocznie, których wspierali ludzie dobrej woli oraz klerycy i siostry zakonne archidiecezji krakowskiej. Już po śmierci Hanny siostra poprzez germanistę z Uniwersytetu Jagiellońskiego nawiązała kontakt z niemieckim Caritasem, co zaowocowało w okresie stanu wojennego realizacją recept, przywożeniem niezbędnych środków leczniczych czy też paczek żywnościowych i odzieżowych. Alina organizowała też z koleżankami spotkania wigilijne dla pacjentów, dlatego też nasza rodzinna wigilia zaczynała się bardzo późno – gdzieś około 21.00

To chyba wyjątkowe mieć w rodzinie taką osobę?

Siostra była niezwykle skromna. Miała mało i jeszcze dzieliła się tym z innymi. Nasz starszy brat Jerzy ją wspierał, ale i tak wiedział, że to, co jej dawał, trafi do potrzebujących i ubogich. Widzieliśmy, że wkładała w opiekę nad pacjentem wszystkie siły, gdyż często przyjeżdżała do nas wyczerpana i zasypiała, jak tylko zaczynaliśmy oglądać jakiś film. Mimo tego była niestrudzona i sądzę, że siły czerpała z pobożności i modlitwy, którą wyrażała właśnie pracą. Sama napisała o tym słowami: „Dziękuję Bogu za łaskę wiary, bo to wielka siła, źródło radości i poczucia sensu życia”.

Alina Rumun pozostawiła po sobie wiele dla pielęgniarstwa.

Tak. Poza codzienną troską o chorych, pisała naukowe artykuły i rozdziały w podręcznikach, które dotykały problemów ludzi chorych i starszych oraz poszczególnych gałęzi pielęgniarstwa. Za swoją pracę otrzymała prestiżowy Medal im. Florence Nightingale, krakowską odznakę Honoris Gratia, Medal im. Ks. Ferdynanda Machaya oraz odznaczenia resortowe w ochronie zdrowia. Siostra zmarła w 2007 r. Sądzę, że doskonale świadectwo jej życia podsumują jej własne słowa z autobiografii: „Życie właściwie miałam spokojne, a mimo to bardzo ciekawe. Nigdy się nie nudziłam, dużo pracowałam. W sumie mimo wszystko było to dość łatwe życie”.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail