Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Producent „Włatców Móch”: chcę służyć Panu Bogu

PAWEŁ PEWNY, WŁATCY MUCH
fot. archiwum prywatne
Udostępnij

Karierę w showbiznesie zrobił szybko. Nie wytrzymał jednak tempa i atmosfery tej branży. Leki psychotropowe miały mu pomóc, ale stracił kontrolę nad ich braniem. Stracił też cały dorobek i pozycję zawodową. Ale Bóg, wierna żona i jego własny upór pomogły mu podnieść się z dna. Paweł Pewny opowiada swoją historię.

Magdalena Galek: Chciałbyś wrócić do czasów, kiedy byłeś w najwyższym punkcie swojej kariery w showbiznesie?

Paweł Pewny: Chciałbym z dzisiejszym doświadczeniem wrócić do możliwości, jakie miałem, bo jeszcze trochę czasu mi zajmie, zanim znów się wdrapię. Ale jeśli chodzi moje funkcjonowanie wtedy i traktowanie innych i siebie, to nie. Ja dla siebie nie stanowiłem żadnej wartości poza tym, że miałem kasę.

Przez prawie 17 lat byłeś uzależniony od Xanaxu. Zaczęło się od tego, że poszedłeś do psychiatry z jakimś problemem i przepisał ci ten lek?

Nie. Miałem napad lęku na autostradzie, jadąc do Warszawy. Wydawało mi się, że to zawał serca. Pojechałem do szpitala. Kardiolog zdiagnozował, że to nie zawał, ale właśnie napad lęku. Stwierdził, że jestem zestresowany – miałem 23 lata i dużo sukcesów na koncie – i przepisał mi Xanax. Pamiętam, że przyszedłem do domu, wziąłem 1 miligram, który mi zalecił i spałem 17 godzin. To jest tak silny środek.

Silny, a jednak przestał wystarczać twojemu organizmowi. Zacząłeś brać coraz więcej, nawet dawki śmiertelne…

Conamniej przez 10 lat brałem dawki powyżej 10 mg dziennie. Teoretycznie śmiertelna dawka dla człowieka jest między 6 a 8 mg na raz. W połączeniu z alkoholem 3 czy 4 mg mogą cię zabić.

Łączyłeś lek z alkoholem, więc tak naprawdę to jest cud, że żyjesz i że rozmawiamy.

Myślę, że to jest Pan Bóg. A ja Pana Boga odbieram w kategoriach cudu. Jakbyś opowiedziała lekarzowi, że masz kolegę, który potrafił wieczorem wziąć 30 mg Xanaxu i wypić litr wódki, to ci powie, że biologicznie jest to niemożliwe, aby przeżyć.

 

Basia wierzyła: „Paweł z tego wyjdzie”

Twoja żona Basia usłyszała, że dla ciebie nie ma już nadziei?

Usłyszała od lekarza, że mój stan jest na tyle poważny, że może być różnie.

Ale ona wierzyła, że z tego wyjdziesz. 

Basia zawsze mówiła, też wszystkim, którzy radzili jej, żeby mnie zostawiła: „Paweł z tego wyjdzie”.

Oświadczyłeś się jej bardzo szybko, po 2 tygodniach związku. Podskórnie czułeś, że to jest osoba naprawdę na dobre i na złe?

Czułem to od razu. Przed Basią miałem dużo dziewczyn, ale nigdy nikogo tak nie kochałem jak ją. Podobała mi się już wcześniej, ale była zajęta. Jak tylko się dowiedziałem, że jest wolna, to od razu ciach!

Gratuluję ci tego wyboru. Jestem pod wrażeniem, że nawet w najtrudniejszym momencie, kiedy zdecydowała się zabrać waszego syna i wyprowadzić się, nie odeszła, żeby zacząć nowe życie czy do kogoś innego, ale odeszła, aby poczekać, aż będziesz gotów na dalsze wspólne życie. To jest bardzo niepopularne. Dzisiaj prawie połowa małżeństw się rozwodzi…

Ten moment akurat pamiętam, chociaż byłem naćpany. Po Basię przyjechał teść. Ja nie bardzo mogłem zrozumieć, co się dzieje i miałem żal do niej, bo byłem przekonany, że mnie zostawia.

Ale wróciła do ciebie i odbudowujecie waszą rodzinę na nowo.

Basia wróciła, bo spełniłem jej warunek. Poszedłem do poleconej lekarki w Karanie. Ona dała mi skierowanie na detoks. Wtedy wkurzyłem się, bo myślałem, że przepisze mi Xanax.

Ale pojechałeś na detoks?

Nie ma w Polsce detoksu od takiego uzależnienia. To nie jest detoks od narkotyków czy od alkoholu. W przypadku takiego krzyżowego uzależnienia od leków i alkoholu to jest zupełnie inna bajka. Trafiłem do Wałbrzycha, spędziłem rok w zamkniętym psychiatryku. Obserwowałem tam alkoholików i narkomanów. Alkoholik po tygodniu był gotów do picia, narkoman po 2-3 tygodniach do ćpania. A ja po pół roku nie byłem gotowy nawet żeby wyjść z łóżka. Ale w końcu uratowali mi tam życie. Nie przez samo leczenie, tylko przez to, że mnie trzymali.

Na początku, po badaniach toksykologicznych, nie wiedzieli, co ze mną zrobić. Dzwonili po całej Polsce, czy jakiś lekarz zna taki przypadek. Byłem w takim stanie, że nie spałem 20 dni pod rząd. Tam poznałem też panią psycholog, która mi bardzo pomogła. Kiedy wszyscy mnie pilnowali, żebym się nie zabił, to ona przychodziła, żeby mnie wyciągnąć na godzinę. Podpisywała papier, że jak coś mi się stanie, to ma przerąbane i brała mnie na spacer po mieście. Gdy przechodziła ze mną przez ulicę, mówiłem: „wiesz, że skoczę pod samochód”, a ona na to: „nie zrobisz mi tego”.

 

Ludzie wiedzą, co jest dobre, a co złe

Kiedy zacząłeś trzeźwieć i dochodzić do siebie, ona jako psycholog pomogła ci też trochę załapać kontakt ze sobą?

Nie. Ona wiedziała, że ja tego nie potrzebuję. Wiedziała, że ja potrzebuje bycia ze mną i wiary we mnie.

Te wszystkie leki, alkohol brałeś po to, żeby nie czuć się samotnym?

Nie czułem się samotny, ja czułem się kompletnym zerem. Byłem w branży filmowej i czułem się niedoskonały. Miałem sukcesy i jak szedłem na spotkanie, słyszałem „o przyszedł Paweł, najmłodszy producent, będzie najlepszy, lepszy niż Lew Rywin”. Brałem to wszystko na serio. A wiesz w tej branży nikt z nikim się specjalnie nie liczy. Mówiono tak o mnie z bardzo prostej przyczyny – żeby zyskać na moim sukcesie. Na lekach i alkoholu byłem jak małe dziecko, więc łatwo mnie wykorzystywano.

Pamiętasz moment, kiedy zacząłeś się interesować Bogiem?

Od zawsze interesowałem się wszystkim, też kwestiami religijnymi, chociaż myślałem, że ci wierzący to są nie wiadomo po co, takie śmieszne ludziki. Ale odwoziłem Basię do kościoła i czekałem na nią w aucie, nigdy jej nie zabraniałem tego. Potem od czasu do czasu szedłem z nią. Podpytywałem o różne rzeczy. Powoli angażowałem się coraz bardziej.

Jak wygląda twoje modlitwa?

Prosto: dziękuję, proszę, ale głównie rozmawiam. Babcia mnie tego nauczyła. Jako dziecko byłem z nią przed meczem na grobie dziadka i zacząłem mówić tak: „dziadku.. chciałbym..”, na co babcia: „mów do dziadka tak, jak mówiłeś zawsze”. Więc powiedziałem: „Dziadek zrób tak, żebym strzelił 2 bramki”.

Pan Bóg wie wszystko czego potrzebuję. Moja relacja z Nim jest prosta, można powiedzieć wieśniacka (śmiech). Medytuję na modlitwie Ojcze Nasz. Tam jest wszystko. Staram się zachować odpowiedni szacunek, ale bez dystansu. Dystans skraca możliwość porozumienia z Panem Bogiem. I myślę, że to odkrycie spowodowało, że szybciej wyszedłem z uzależnień. Na początku opowiadałem Panu Bogu jakieś dyrdymały.

Kiedy sobie uświadamiam, że Pan Bóg jest ojcem, to jest dużo prościej. Teraz mi jest łatwo, bo mam dzieci. Mówię sobie: jak Michał zapytałby mnie, o coś prosząc? Uczę się, jak nie grać z Panem Bogiem, ale być z Nim i rozmawiać jak z przyjacielem.

Twoje nawrócenie widać nie tylko w życiu osobistym, ale też zawodowym. Kiedyś balansujący na krawędzi „Włatcy Móch”, dziś animacje z jednoznacznym dobrym przesłaniem. 

Moje nowe projekty mają służyć dzieciom i rodzicom. Dlatego, że widzę, jaki syf jest w animacji dla najmłodszych. Chcę dać alternatywę. Nie chcę nikomu na siłę mówić, co jest dobre, a co złe, bo większość ludzi wie to doskonale. Chcę, żeby dzieci miały szansę oglądać wartościowe i bezpieczne dla nich filmy, które też będą dla nich inspiracją.

O czym będzie serial z Robertem Lewandowskim?

O tym, że piłka jest nie do zarabiania pieniędzy, bycia modnym i wpływowym oraz nie służy kultowi ciała, ale że łączy, rozwija przyjaźń, wartości związane z różnorodnością, nikogo nie odtrąca, służy do rozwijania talentów.

Planujesz też serię o świętych, którą jest zainteresowany Netflix. Zdradzisz coś więcej?

Chcę, żeby dzieci zobaczyły, że święci ludzie nie byli nudni czy śmieszni, ale normalni, tacy jak one i w tej normalności byli superbohaterami i żeby mogły się na nich wzorować. Serial będzie pomocą dla rodziców, dziadków i katechetów w rozwiązywaniu różnych problemów wychowawczych.

Chcę pokazywać w nim, że można i warto zmieniać postawy, aby zmniejszać problemy np. agresji w szkole, wyśmiewania dzieci, kradzieży itd. Każdy odcinek będzie historią, w której bohaterowie nauczą się czegoś wartościowego od innego świętego czy świętej. Chciałbym dawać dzieciakom coś wartościowego i w ten sposób służyć Panu Bogu.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail