Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Bóg między burrito i kawiarniami. Kim On dla nas jest?

BÓG, BURRITO
fot. archiwum autorki
Udostępnij

Przychodzi do nas Bóg, wyciągamy telefony, by zrobić mu fotkę. Potem wracamy do przerwanych na chwilę rozmów i pośpiechu. Inni wytykają Go palcami, szepczą za plecami, śmieją się. Myślę sobie, że ta przedziwna procesja staje się w pewnym sensie Drogą Krzyżową.

W zeszłym tygodniu przeszły ulicami miast i wsi procesje Bożego Ciała. Widok w naszym kraju raczej zwyczajny, choć budzący różne odczucia. Dla jednych ważna tradycja, lokalny koloryt czy manifest wiary, dla innych głupota, strata czasu, ale przynajmniej dzień wolny od pracy. Tak zupełnie inny niż ten, który miałam okazję przeżyć rok temu.

 

Wielkie miasto

Jedna z najludniejszych aglomeracji świata. Ludzi na ulicy tłum, przytłacza mnie ogrom budynków i wyczuwalny w powietrzu pośpiech. Słychać, czuć i widać przedziwną mieszankę języków, zapachów i kultur. Drapacze chmur, zgiełk i trąbienie samochodów. Ukryte między wieżowcami, schowane w ich cieniu i takie małe na pierwszy rzut oka, nieliczne kościoły.

Pamiętam, jak ktoś powiedział kiedyś o moim rodzinnym mieście, jak zdumiewające jest, że mimo upływu czasu najwyższe są w nim kościoły. Tu gdzie teraz jestem, trudno mi znaleźć dogodną mszę w ten dzień, a wśród odnalezionych propozycji, tylko jedna zapowiada również procesję.

 

Ołtarz pierwszy

Idziemy. Pierwszy ołtarz to skromny stoliczek z białym obrusem. Stoją na nim kwiaty. Nad nim o wiele bardziej krzykliwy plakat z burrito w roli głównej, za jedyne 8,95 dolara. Obraz tego ołtarza niesamowicie mnie dotyka. Taki ukryty, wciśnięty między krzykliwą codzienność, cichy wśród tego zgiełku, tak bardzo zwyczajny i niepozorny, gdy wokół kolorowe bilbordy, twarze, samochody. Zarazem tak bardzo nadzwyczajny w tej swojej odstającej od reszty prostocie. Nikomu się nie narzuca, wręcz przeciwnie, tak łatwo go przegapić, nie zauważyć. A jednak stanowi tak wyraźny znak, w swej bieli i prostocie wyraża pewien niemy sprzeciw i siłę. Myślę sobie, cały Ty, Jezu.

 

Ołtarz drugi

Idziemy. Dostaję kartki z tekstami pieśni, żadna nie wydaje się znajoma, ale po linii melodycznej z radością rozpoznaję niektóre z nich. Idziemy. Suniemy dość wąskim chodnikiem, nikt przecież nie zamknie ulicy, by ułatwić nam przejście. Przejście dla grupy może maksymalnie 50 osób.

Mijamy okna Starbucksów, restauracji, sklepowych witryn. Ludzie za szybami przerywają rozmowy, spoglądają ze zdziwieniem. Pokazują nas palcami, wyciągają telefony by nagrać to osobliwe dla nich wydarzenie. Zamierają na chwilę, po czym wracają do swoich niecierpiących zwłoki spraw, do choroby „bieżączki”, obojętni na to ciche wezwanie.

 

Ołtarz trzeci

Idziemy. Autobus, który nas mija, zwalnia, bo kierowca chce popatrzeć. Nikt z pasażerów nie zwraca mu uwagi – wszyscy tak jak i on, przyglądają się przyklejeni nosami do szyby. Tak bliscy i tak dalecy. Te szyby przywodzą mi na myśl akwarium.

Za nimi inny świat, nie mający świadomości co się po drugiej stronie dzieje. Przychodzi do nas Bóg, wyciągamy telefony, by zrobić mu fotkę. Potem wracamy do przerwanych na chwilę rozmów i pośpiechu. Inni wytykają Go palcami, szepczą za plecami, śmieją się. Myślę sobie, że ta przedziwna procesja staje się w pewnym sensie Drogą Krzyżową.

 

Ołtarz czwarty

Idziemy. Nic się nie zmieniło, myślę. Tak jak przed czasy – On wychodzi do człowieka, a człowiek… Nie wiadomo, co na to człowiek. Dla jednych staje się znakiem hańby, dla innych dziwactwem. Odrzucony, wyśmiany. Kim jest dla nas, tych którzy kroczą w tym pochodzie? Nie wiem, nie znam tych ludzi obok mnie, widzę ich pierwszy i pewnie ostatni raz w życiu. Na ten jeden raz splatają się nasze drogi, a ci obcy ludzie, stają się w pewien sposób bliscy. Tworzymy wspólnotę bez słów, skupionej na tym co ukryte, ale dla nas warte tego wytykania palcami. Kim On dla nas jest?

Myślę sobie, w Polsce mamy nawet ustawowo dzień wolny od pracy. Czy On jest jednak dla nas Kimś więcej?

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail