Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Jak towarzyszyć młodym w budowaniu wiary?

MŁODZI CHRZEŚCIJANIE
Freedom Studio | Shutterstock
Udostępnij

Tak się jakoś złożyło, że od dziesięciu już chyba lat w każde niemal ferie i wakacje wyjeżdżam na wyjazd (sic!) rekolekcyjno-wypoczynkowy z dzieciakami i młodzieżą. Zwykły, parafialny.

Modlitwa rano, modlitwa wieczorem, w ciągu dnia msza święta. Dekada takiej aktywności pozwoliła nabrać nieco doświadczenia i poczynić kilka refleksji w temacie towarzyszenia młodym w budowaniu i rozwijaniu ich wiary. Tu podrzucam cztery z nich (dla mnie najważniejsze).

 

1
Mówić do młodych

Zaskoczyli mnie, gdy odkryłem, że nagrywają nasze kazania (i ponoć potem do nich wracają). „Dlaczego to robicie?” – „Bo one są inne niż w kościele” – „Jak to inne?” – „Bo są do nas”. Wiem, Ameryka. Ale rzeczywiście. Zupełnie inaczej się mówi do ludzi na niedzielnej mszy w parafii, których zasadniczo nie znam, a inaczej do tych młodych, którzy kilka lat temu sięgali mi do pasa, a teraz ja muszę zadzierać do nich głowę. Siłą rzeczy już trochę ich znam. Znam ich sposób myślenia, wrażliwość, poczucie humoru, trudności, nadzieje i zmartwienia. I kiedy głoszę lub po prostu z nimi gadam, to mam szansę mówić rzeczywiście do nich i o nich, zamiast poruszać się w sferze ogólników.

 

2
Nie bać się trudnych tematów

Druga rzecz, jakiej się nauczyłem, to nie uciekać od tematów trudnych. Od niewygodnych pytań, wątpliwości, buntów. Dać im czas, by wątpili i się buntowali. Zrozumieć, czego nie potrafią zrozumieć i na co nie chcą się (z całą młodzieńczą pasją) zgodzić. Nie idzie o to, by przytakiwać im we wszystkim, bo tego nie potrzebują i tak naprawdę wcale nie cenią. Ale o to, by wejść w świat ich myślenia i odczuwania, poznać ich wrażliwość. Nieraz było tak, że stwierdzenie „Ja też w  t a k i e g o  Boga nie wierzę” albo „Mnie też się to nie podoba” okazywało się początkiem ścieżki do dojrzalszej już wiary dla niejednego z nich.

 

3
Nie iść na łatwiznę

Trzecie – moim zdaniem szalenie ważne – to nie iść na łatwiznę. Łatwiej jest „olśnić” dzieciaki tym, że „tu (podobno) ukazuje się Matka Boża” albo nawet potwierdzonymi przez Kościół stygmatami ojca Pio, niż pomóc im odkryć mszę świętą i osobistą modlitwę jako fundament życia wiary, ale to na dłuższą metę do niczego nie prowadzi, a przynajmniej może okazać się dość „chybotliwym” fundamentem. Ale nauczyć ich sięgać po Biblię, regularnie żyć sakramentami, wiernie i szczerze się modlić – to jest to, co przynosi zaskakujące „efekty”.

 

4
Nie budować na sobie

I ostatnie – o co ciągle staram się starać i z czego robię nieustający rachunek sumienia – nie budować ich wiary na mnie. Na „fajnym księdzu”, który idzie z nimi przez kilka lat ich młodego życia. Jasne, że ta osobista relacja (jak pisałem wyżej) jest ważna i pomocna. Ale oni mają mieć przede wszystkim relację z Jezusem. Bo ja – jeszcze szybciej niż prawdopodobne objawienia tu czy tam – mogę okazać się zawodny, rozczarowujący czy po prostu grzeszny. I co wtedy będzie z ich wiarą? Szlag ją trafi, bo „fajny ksiądz” okazał się „niefajny”? I ta nauka – jak to robić, jak być wobec nich mądrze szczerym i przejrzystym jest chyba najtrudniejsza. Ale i najbardziej „formacyjna” dla mnie samego. Bo – choć to zabrzmi straszliwie banalnie – oczywiście jest tak, że „dając, otrzymujemy” i to naprawdę owo ewangeliczne „stokroć więcej”.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail