Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

„Ja biegnę, ty pomagasz”. 20-letni student przebiegł Polskę dla chorej Dominiki

Udostępnij

Odciski, zwątpienie, pot i łzy. Raz błaganie, żeby w końcu zaświeciło słońce, później modlitwa, żeby już przestało prażyć. Do tego kontuzje, ból, niepewność, czy w ogóle się uda i znacznie silniejsza myśl: „nie robię tego tylko dla siebie”.

Kliknij tutaj, by przejrzeć galerię

20-letni Tomek Sobania, student ze Śląska, przebiegł 756 km w 18 dni. Wszystko po to, by wesprzeć leczenie chorej na nowotwór Dominiki.

 

„Tylko stawiając poprzeczkę, dowiesz się, jak wysoko doskoczysz”

Bieg „Maratonami przez Polskę” to nie pierwsza szalona inicjatywa, której podejmuje się Tomek. Zaledwie kilka miesięcy temu wrócił z Rejsu Niepodległości – podróży dookoła świata „Darem Młodzieży”, w której wziął udział na jednym z oceanicznych odcinków. W szerszym gronie zasłynął jako ten, który wziął udział w legendarnym balu Polonii w Miami, i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że poszedł w marynarskim mundurze, zdobytym za… karton papierosów. Rok temu przebiegł w tydzień 300 km do Santiago de Compostela. 

„Dobiegając do Santiago, czułem taką nieprawdopodobną mieszankę spełnienia, dumy i wzruszenia, kiedy docierało do mnie, że poszedłem na wojnę z samym sobą i ją wygrałem. Bardzo chciałem tutaj też wygrać. Dla mnie jako mężczyzny takie zwycięstwo z własną słabością i z przeciwnościami to coś, co daje największą satysfakcję” – mówi Tomek. 

 

Rak to nie wyrok

Jak sam mówi, chce, żeby jego bieganie było czymś więcej niż tylko sportowym osiągnięciem. Już do ubiegłorocznej wyprawy do Hiszpanii dołączył cel charytatywny – zbierał pieniądze dla Laury Zawady, która urodziła się z dziecięcym porażeniem mózgowym. Tym razem pomaga 38-letniej Dominice Hawryluk, żonie i matce trojga dzieci, chorej na nowotwór.

Ponad rok temu zdiagnozowano u niej złośliwego raka piersi. Dlaczego Tomek ją wybrał? Szukał kogoś, komu warto pomóc, zwrócił się do fundacji i tak dowiedział się o Dominice. 

„Zaimponowała mi, bo mimo tego, że zwaliło jej się kilka poważnych problemów na głowę, potrafiła to unieść. Najpierw zmarła jej siostra, a potem dowiedziała się, że ma raka. Mimo to cierpliwie walczy i zaczyna wychodzić z choroby. Mi pokazała, że rak to wcale nie wyrok śmierci. Coś niesamowitego!” – mówi młody biegacz.

 

Zagrać z Ronaldinho

Mimo że bieg to przede wszystkim podróż w głąb siebie, to także spotkania z ludźmi. A okazuje się, że na trasie ich nie brakowało. Prawie na każdym odcinku do Tomka dołączały kolejne osoby – jedni biegiem, inni na rowerach. Wśród nich m.in. sąsiedzi z Toszka (rodzinnej miejscowości Tomka), których „przypadkiem” spotkał pod Iławą.  Po drodze pojawiali się także zupełnie wyjątkowi goście, jak np. Sylwia Jaśkowiec czy Patrycja Bereznowska – polska lekkoatletka biegowa, która niedawno zajęła drugie miejsce w UltramaratonieBadwater (zawody w Dolinie Śmierci w USA, uchodzące za najcięższy ultramaraton świata).

„Temperatura w dzień sięga tam powyżej 50 stopni! I ona ustanowiła tam rekord trasy kobiet i wśród wszystkich zawodników była druga! Pobiec z Patrycją to było tak, jakbym w dzieciństwie zagrał w piłkę z Ronaldinho!” – opowiada 20-latek.

 

Skupić się na tu i teraz

Mimo że bieg „Maratonami przez Polskę” okazał się spektakularnym sukcesem i Tomek wspomina głównie dobre chwile, nie ukrywa, że nie zawsze było kolorowo:

Już od pierwszego dnia było trudno – po pierwszych 42 km wieczorem w pokoju poczułem osłabienie i zakręciło mi się w głowie, zaczęły mi się robić spore odciski, a następnego dnia pojawił się ból w kolanie. Pomyślałem wtedy: „Matko, jak ja mam przebiec jeszcze 700 kilometrów, skoro już teraz jest tak źle?”. Skupiłem się jednak na tu i teraz, na tym, żeby tego konkretnego dnia przebiec 42 kilometry i jakoś tak krok po kroku dotarłem aż do Gdyni, choć po drodze kryzysów nie brakowało.

Wszystko dobrze się skończyło – 15 sierpnia 2019 roku po 18 dniach biegu Tomek w eskorcie policji z grupą sympatyków dobiegł do Skweru Kościuszki w Gdyni. Pytam, czy nie boi się, że sukcesy go zepsują. Odpowiada z uśmiechem, że ma kilku ludzi, którzy w razie czego doprowadzą go do porządku. „Poza tym trzeba się brać za kolejne marzenia” – dodaje.

Zbiórkę na Dominikę można wesprzeć TUTAJ.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail