Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Miał być prawnikiem, został malarzem „świętych” obrazów. Zmianę zawodu omówił z Bogiem

MICHAŁ KASPRZYK
Udostępnij

„Zanim wezmę się do pracy, dosłownie chwilę rozmawiam z Duchem Świętym. Proszę Go, by mi coś zasugerował, bym namalował to, co powinienem. Zawsze zmawiam też modlitwę za osobę, która go kupiła” – opowiada nam w wywiadzie malarz tworzący pod pseudonimem Michael Cracoviensis.

Małgorzata Cichoń: Ponoć nauczyciele nie dostrzegli u pana zdolności artystycznych?

Michał Kasprzyk: Gdy byłem mały, zanim poszedłem do szkoły, bardzo lubiłem rysować piłkarzy. Rozrysowywałem mecze, choć nasza kadra wtedy słabo grała. Prawie każde dziecko lubi wyrazić się poprzez malowanie, więc tej mojej twórczości nikt szczególnie nie chwalił ani nie ganił.

Później zaczęła się szkoła i nauczyciele plastyki przekonali mnie, że malowanie to chyba nie jest moja bajka. Może to nie tak, że nie odkryli moich zdolności, może po prostu dla mnie wtedy nie był czas na malowanie?

Z kolei w liceum plastyka była czymś w rodzaju historii sztuki, zresztą chodziłem na dodatkowe zajęcia z tego przedmiotu i myślę, że wiele mi dały, jeśli chodzi o to, co teraz robię.

Czytaj także: Na kilka lat odwróciła się od Boga. W duchowej walce pomogła jej Maryja [świadectwo]

Dlaczego studia prawnicze?

To był wybór z rozsądku. Społeczeństwo tak preferuje: jeśli się nie ma jakiegoś szczególnego talentu, powinno się wybrać rozsądnie. Jako że byłem dobry we wszystkim, to świetny nie byłem w niczym. Nie miałem czegoś tak naprawdę „swojego”. Uznałem więc, że takie studia zawsze w życiu się przydadzą. Ostatecznie zdecydowałem się na coś jeszcze nudniejszego.

…czyli?

Na administrację – z założeniem, że będę urzędnikiem albo kimś w kadrze zarządzającej. Z opowieści słyszałem, że nie mając znajomości prawniczych, bardzo długo musiałbym pracować za niskie stawki, zanim bym się „wybił na niepodległość”. Same studia na Wydziale Prawa i Administracji UJ wspominam jednak świetnie.

Urząd czy kancelarię zamienił pan na pracownię malarską. Po drodze była jeszcze skórzana galanteria…

Wszedłem w rodzinny biznes: rodzice zajmują się produkcją i sprzedażą torebek skórzanych, a ja pomagałem im, jeśli chodzi o stronę internetową i sprzedaż on-line, przejąłem też sprawy administracyjne czy kontakty z dostawcami skór.

Proces, który doprowadził mnie do malarstwa, zaczął się kilka lat temu od problemów zdrowotnych moich synów. Najpierw okazało się, że starszy ma wadę serca. Nie jakąś poważną, ale profesor, do którego poszliśmy na konsultację, przedstawił to najpierw w tak nieumiejętny sposób, że myśleliśmy z żoną, iż nasz syn prawdopodobnie nie przeżyje.

Po bardziej szczegółowej rozmowie okazało się, że to wada, którą da się usunąć dość nieinwazyjnie. W szpitalu zobaczyłem, że ludzie mają naprawdę poważne problemy i nie jest najważniejszą sprawą na świecie, czy ktoś jest modny, czy ma fajną torebkę…

Zabieg syna się udał, wróciła proza życia i…?

…oboje z żoną zajęliśmy się poprzednimi sprawami. Ale potem urodził się drugi synek. Miał problemy z oddychaniem, złapał infekcję, przez miesiąc nie wiedzieliśmy, czy będzie żył, a jeśli tak, to czy będzie sprawny. Na szczęście został dobrze zdiagnozowany przez lekarzy i dziś jest w pełni zdrowy.

Pamiętam jednak dzień, kiedy poszedłem do kaplicy przyszpitalnej, bo czułem, że nadszedł czas, gdy muszę poważnie pogadać z Bogiem.

Zobaczcie zdjęcia:

Jak ojciec z Ojcem?

Zawsze miałem dar wiary. Uważałem, że Bóg jest, dał mi wolną wolę, a skoro radzę sobie lepiej lub gorzej ze swoimi sprawami, to nie ma co Go sobą obciążać. Uznałem jednak, że sytuacja jest teraz dla mnie poważniejsza.

Pogadałem z Bogiem i doszedłem do wniosku, iż muszę z tych wydarzeń wyciągnąć dla siebie lekcję. Obserwując innych rodziców z dziećmi, którzy przeżywali dużo poważniejsze problemy niż ja, ich tragedie i nerwy, pomyślałem, że warto w życiu zawodowym robić coś ważniejszego.

Tym razem myśl przerodziła się w czyn?

Ostatecznym impulsem była I Komunia św. starszego syna. Żona zasugerowała, żebyśmy Jackowi w prezencie podarowali coś własnoręcznie wykonanego. „Może namaluj mu coś?” – zaproponowała.

Lubię pracę w drewnie i sztukę, ale malowanie? Gdzieżby! Fascynuje mnie, że moja żona to wymyśliła. Uważam, że Pan Bóg najczęściej mówi przez bliskie osoby albo przez nasze wnętrze.

Co Jacek dostał w prezencie?

Wypaliłem dla niego w drewnie szkic, na którym była m.in. twarz Jezusa i krzyż. Efekt mnie zaskoczył. A żona oceniła: „Chyba powinieneś malować”. Wiedząc, że nie ma co lekceważyć zbiegów okoliczności i niecodziennych wydarzeń, pomyślałem, iż dyżurując przez kilka dni w naszym sklepie z torebkami, spróbuję przy okazji tworzyć.

Znalazłem w piwnicy kawałki drewna i tak się zaczęło. Robiłem zdjęcia moich prac, rozsyłałem znajomym i zauważyłem, że się podobają.

Czytaj także: Pochodzi z Indii, mieszka w Dubaju i propaguje kult św. Maksymiliana: ufać Niepokalanej bez limitu

Wykazał się pan odwagą i pokorą. Jest wiele osób utalentowanych i wyedukowanych artystycznie, które jednak nie przechodzą do etapu czynnej twórczości. Być może paraliżuje ich perfekcjonizm? A Michael Cracoviensis nie bał się wystawić na krytykę?

Wydaje mi się, że perfekcjonizm gubi nas wszystkich, nie tylko artystów. Myślę, że to Zły nam go podsuwa, bo ta cecha powoduje w nas lęk. Dopóki, naszym zdaniem, nie jesteśmy wystarczająco dobrzy w czymś, co robimy, to nie możemy z tym ruszyć.

Jestem przekonany, iż perfekcjonizm blokuje wielu ludzi, którzy mają fantastyczne talenty i pomysły. A przecież nawet jeśli czegoś na początku nie umiemy, to z czasem się nauczymy. Opory jeszcze bardziej znikają, kiedy zyskamy przekonanie, że robimy coś, czego Góra by od nas chciała.

Co z odpornością na hejt?

Kiedyś wrzuciłem fotkę mojego obrazu na Instagram, a jakiś pan malarz napisał, że to obrzydliwość i dlaczego się z tym afiszuję. Odpisałem, iż to jego opinia i ma do niej prawo, choć pewnie dotyka ona osobę, która tę pracę ode mnie kupiła na prezent dla taty.

Pojedyncza opinia nie ma większego znaczenia: ważne, że szczęśliwy był ten, kto obraz kupił i ten, który został nim obdarowany. Polecam ludziom utalentowanym, żeby pogadali z Bogiem i zapytali Go, czy to, co robią, jest tym, czym powinni się teraz zajmować.

Nowa działalność często wiąże się z ryzykiem finansowym, zwłaszcza gdy ma się na utrzymaniu rodzinę…

Jestem w tej szczęśliwej sytuacji, że mogę sobie pozwolić, by przez kilka miesięcy zarabiać mniej. Wymaga to ode mnie większej intensywności, by ze wszystkim zdążyć. Jest o tyle fajnie, że gdy znajdziesz to, co cię naprawdę kręci, to wykonujesz tę czynność dużo wydajniej, a poza tym pracujesz i odpoczywasz zarazem. Jeśli coś jest zgodne z naszym powołaniem, prawie wszystko da się pogodzić, zwłaszcza z pomocą Bożą.

Pracuje pan z drewnem, wykorzystując jego strukturę…

Najczęściej maluję deski robinii – drzewa akacjowego. Część materiału pozyskałem z miejsca, gdzie rozbierano stary dach w kamienicy. Pojawiają się ludzie, którzy do mnie dzwonią, piszą i obdarowują deskami, których aktualnie nie potrzebują.

Zero waste?

Trochę tak, nadaję nowe życie wysłużonym deskom. Być może od zawsze na to „czekały”? Nabrały wieku, zmarszczek, rys, co zostanie super wykorzystane i kiedyś ktoś się nad tym wzruszy. Najpierw wypalam szkic, a gdy mam gładszą deskę, od razu maluję ją farbami akrylowymi, które szybko schną i dobrze współpracują z drewnem.

Czy przed malowaniem świętych, aniołów, Chrystusa, modli się pan?

Zanim wezmę się do pracy, dosłownie chwilę rozmawiam z Duchem Świętym. Proszę Go, by mi coś zasugerował, bym namalował to, co powinienem. Kiedy skończę, jestem wdzięczny Najwyższemu, że coś takiego pozwolił mi wykonać.

Do tej pory nie mogę uwierzyć, że dany obraz ja namalowałam. Zawsze zmawiam też modlitwę za osobę, która go kupiła. Wierzę, że to jest po coś. Miałem kilka sytuacji, które o tym zaświadczają.

Proszę którąś przytoczyć!

Pewien pan kupił anioła. Gdy powiedziałem, że ma w gratisie modlitwę, skomentował: „Przyda mi się”. Był bardzo pogodny, przyszedł w towarzystwie żony i dzieci. Po chwili dodał: „Bo wie pan, mam przerzuty raka i nie wiadomo, jak długo pociągnę…”.

Kupując innego anioła, klientka rozpłakała się. To był dość ważny dla mnie obraz – w drewnie zrobiła się dziura i ja ją przerobiłem na serce anioła. Mnie ten motyw przypominał historię syna oraz innych dzieciaków, które przebywały z nim w szpitalu. Ta pani też widocznie przeżywała coś, co jakoś symbolicznie zobrazowałem.

Najciekawsze zlecenie, oprócz portretu muzułmanki w burce, spod której widać było tylko oczy?

Portret muzułmanki rzeczywiście był wyzwaniem! Często za zleceniami kryją się miłe ludzkie historie: ktoś chce komuś sprawić prezent, prosi o określonego świętego, np. patrona. Im lepszy obraz, tym bardziej cieszę się, że może do kogoś trafić.

Natomiast, jeśli już miałbym wybrać ze swoich prac, to jestem przywiązany do jednego z pierwszych wizerunków Jezusa – mocno surowy, na desce z dwoma gwoździami. Ten obraz jest moim „zdjęciem profilowym” w mediach społecznościowych. Gdy go malowałem, miałem w sobie dużo emocji.

Zobaczcie przykładowe prace malarza:

Myślałam, że to autoportret.

Nie taki miałem zamysł, no ale cóż, wszyscy chrześcijanie walczą o to, by być podobnymi do Chrystusa…

Kim On dla pana jest?

Wzorem i bohaterem, kimś, kogo chciałbym naśladować. Jest łącznikiem z samą Górą. Musiałem zacząć czytać Ewangelie, by to zrozumieć. Jezus nauczył nas mówić do Boga „Nasz Tato”. Staram się, by dobrze to odczytywać.

A wracając do szpitalnej kaplicy i doświadczenia ojcostwa w ekstremalnej sytuacji. Co się zmieniło po tych trzech latach? Jak analogiczna rozmowa z Bogiem wyglądałaby dziś?

Już wtedy nie oskarżałem Go o nic, nie mówiłem, że to Jego wina. Teraz, wszedłszy do tej kaplicy, podziękowałbym autentycznie za wszystko, co się stało. Bo gdyby nie te ciężkie doświadczenia, pewnie nie doszedłbym do obecnego miejsca. One doprowadziły mnie do czegoś lepszego, więc ostatecznie… okazały się dla mnie darem.

Michał Kasprzyk ma 37 lat, jest mężem Anny, tatą Jacka oraz Juliana. Absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego, artysta-malarz związany z Krakowem i tworzący pod pseudonimem Michael Cracoviensis, przedsiębiorca, trener relacji rodzinnych w trakcie certyfikacji.

Czytaj także: Chemik, który został piekarzem. I mówi: „Bądź jak chleb”

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail