Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Święci, którzy mieszkali w sąsiednim pokoju: raport o krwawej ofierze polskich misjonarzy

MISJONARZE
John Wollwerth | Shutterstock
Udostępnij

Zastrzelony przed domem misyjnym w Kamerunie… Bestialsko zabity na terenie klasztoru w Ekwadorze… Zginęła w czasie napadu na ochronkę w Boliwii… W ciągu ostatnich 28 lat zabitych zostało 11 polskich misjonarzy. Aż dwóch w ostatnich tygodniach. Wiedzą, co może ich spotkać, jednak mimo to służą.

To jest najczarniejszy rok dla polskiego Kościoła misyjnego od 1991 r., kiedy w Peru zamordowani zostali pierwsi nasi misjonarze. W swym DNA mieli zapisane, że gdy się jedzie na misje, trzeba być gotowym na wszystko.

Tylko w tym roku na świecie zamordowano 20 kapłanów! W ich gronie jest dwóch Polaków. W Portoryko ofiarą brutalnego morderstwa na tle rabunkowym padł 63-letni ks. Stanisław Szczepanik ze Zgromadzenia Księży Misjonarzy, a w Brazylii 71-letni ks. Kazimierz Wojno, pochodzący z diecezji łomżyńskiej misjonarz „fidei donum”.

Ich śmierć była szokiem dla wiernych. Wymowne jest, że ich ofiara życia w medialnych doniesieniach w Polsce prawie nie została zauważona lub potraktowano ją niezwykle lakonicznie.

Czytaj także: Polski misjonarz zamordowany. Liczne i głębokie rany na ciele kapłana

 

Niezwykle przyjacielski ksiądz oraz złota rączka

Ks. Szczepanika parafianie wspominają jako oddanego ludziom kapłana, niestrudzonego spowiednika i kierownika duchowego, a także wielkiego promotora kultu Bożego Miłosierdzia. „Zawsze odwoływał się do łaski Pana. W trudnych sytuacjach powtarzał: jeżeli Bóg nas tutaj wysłał i jeżeli Bóg chciał, byśmy tu byli, to On nam pomoże” – mówi ks. Jarosław Lawrenz, którego zamordowany kapłan wprowadzał w realia pracy misyjnej w Zairze.

Następnie w 2000 r. razem zakładali placówkę misyjną na Haiti. „Był człowiekiem niezwykle przyjacielskim, otwartym na ludzi, którym służył, ale i braci, z którymi dane mu było pracować. Bardzo pielęgnował relacje – wspomina przyjaciela i mistrza w jednym.

– Gdy razem wyjechaliśmy na Haiti, zajął się klerykami będącymi na początku formacji. Pierwszą rzeczą, od której zaczął tych ludzi przygotowywać do kapłaństwa i otwierać na sens i bogactwo powołania, było Słowo Boże i liturgia. Dla niego Eucharystia była bardzo ważna i myślę, że ktokolwiek go pamięta, to będzie wskazywał na znaczenie kaplicy w jego życiu. Dla niego miejsce spotkania z Panem było bardzo ważne”.

Zamordowany misjonarz spędzał wiele godzin na modlitwie, skąd czerpał siłę do różnorodnych misyjnych zadań: „Był człowiekiem bardzo praktycznym, złotą rączką, która wszystko potrafiła naprawić, co w warunkach misyjnych jest niezwykle przydatne, gdy trzeba sobie radzić mimo ubogich środków”.

Zgodnie z ostatnią wolą ks. Szczepanika, zawartą w testamencie napisanym zakonnym zwyczajem przed wyjazdem na misje, jego narządy przekazano do przeszczepu.

 

Misjonarz i człowiek dusza: bestialsko zamordowany

Ks. Wojno pracował w Brazylii prawie 40 lat, przez ostatnie ćwierć wieku jako proboszcz parafii Matki Bożej od Zdrowia w stolicy kraju – Brasilii. Zapamiętany zostanie jako człowiek pokoju i miłosierdzia, będący zawsze przy boku potrzebujących.

„Gdy budował kościół, to pracował ramię w ramię z murarzami” – wspomina jeden z pracujących z nim księży. Całe godziny spędzał też w konfesjonale. Uwielbiał fotografię i w czasie wielu uroczystości chwytał za aparat i uwieczniał wydarzenie, a potem robił odbitki i obdarowywał nimi przyjaciół i parafian.

„To był człowiek dusza, bez reszty oddany Bogu i swoim ludziom. On żył troskami naszych rodzin, znał nasze dzieci i jak tylko mógł pomagał nam, byśmy mogli zapewnić im dobre wykształcenie, a co za tym idzie los lepszy niż nasz. Jego serce biło już w brazylijskim rytmie” – mówi Jose Gonzaga da Costa, który wraz z proboszczem został napadnięty.

Czytaj także: „Nasi” męczennicy. Błogosławieni Michał Tomaszek i Zbigniew Strzałkowski

Jest on dozorcą na terenie budowanego obecnie centrum katechetycznego. Właśnie stamtąd wracał ks. Kazimierz, gdy został zaatakowany. Pracownikowi mimo zadanych ran udało się zbiec i wszcząć alarm, dla księdza było już za późno na ratunek. Napastnicy związali go drutem i udusili, miał też ślady pobicia.

„Sposób w jaki został zamordowany, pokazuje, jak okrutna to była zbrodnia. Nie było najmniejszej potrzeby, aby dopuszczać się aż takiego barbarzyństwa” – podkreśla Laércio Rossetto szef policji z Dystryktu Federalnego.

Po tragicznej śmierci misjonarza gubernator ogłosił w całym stanie trzydniową żałobę. Ks. Wojno wielokrotnie informował policję o kolejnych kradzieżach w kościele i na plebanii. Na Wielkanoc jego parafia została okradziona, m.in. zrabowano wtedy tabernakulum, które po trzech dniach znaleziono w skupie złomu.

 

Błogosławieni: trwają do końca

Pierwsi polscy misjonarze zostali zamordowani w Peru w 1991 r. Są to dwaj franciszkanie, dziś już błogosławieni, ojcowie Michał Tomaszek i Zbigniew Strzałkowski. Świadectwo ich wiary – żywej i niezłomnej (nawet w chwilach największej próby) – jest inspiracją i drogowskazem dla ludzi na całym świecie.

Przed wyjazdem na misje o. Michał odważnie powiedział, że „jeśli trzeba będzie dla sprawy Bożej złożyć ofiarę życia, to nie będzie się wahał”.  Z kolei przekonanie o. Zbigniewa, że „gdy się jedzie na misje, trzeba być gotowym na wszystko” wpisane jest w DNA wszystkich misjonarzy.

Mimo wielu niebezpieczeństw trwają do końca. Gdy w sytuacjach konfliktu organizacje międzynarodowe opuszczają ludzi, oni zostają. Głosząc Ewangelię, upominają się o poszanowanie godności i praw ubogich niejednokrotnie stając się solą w oku miejscowych dyktatur, band kryminalnych czy handlarzy narkotykami. Wiedzą, co może ich spotkać, jednak mimo to służą.

 

Święty, który mieszkał w sąsiednim pokoju

Na liście polskich misjonarzy, którzy oddali swe życie dla Chrystusa są: kleryk Robert Gucwa ze Stowarzyszenie Misji Afrykańskich, który zginął w Republice Środkowoafrykańskiej; zamordowany w czasie rebelii w Republice Konga ks. Jan Czuba; zastrzelony przed domem misyjnym w Kamerunie o. Henryk Dejneka OMI; s. Czesława Lorek RSCJ, która zginęła w Demokratycznej Republice Konga; o. Mirosław Józef Karczewski OFMConv bestialsko zabity na terenie klasztoru w Ekwadorze; zamordowany w Tunezji ks. Marek Mariusz Rybiński SDB; i jedyna w tym gronie świecka misjonarka Helena Kmieć, związana z Wolontariatem Misyjnym „Salvator”, która zginęła w czasie napadu rabunkowego na ochronkę dla dzieci w Boliwii.

Warto do tej listy dopisać ks. Adama Borkiewicza ze Stowarzyszenia Misji Afrykańskich, który zginął w Tanzanii, ratując kolegę-księdza topiącego się w oceanie. „Co mogę powiedzieć do przyjaciela, który stracił życie ratując moje? – pisał w swym świadectwie ocalony ks. Chungu Cycus. – Adamie, jesteś świętym, który mieszkał w sąsiednim pokoju”.

Czytaj także: Polski misjonarz zamordowany. Miał związane nogi, ręce i szyję

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail