Aleteia

Grzegorz IX. Papież zakonów żebraczych i twórca inkwizycji

GRZEGORZ IX
Udostępnij

Jeśliby szukać wśród Apostołów tego, do którego Grzegorz IX był najbardziej podobny, zdecydowanie wygrałby Jakub, syn Zebedeusza – przywiązany do tradycji radykał. Wspomniany papież spokojnie też mógłby nosić przydomek Syn Gromu i nie tylko dlatego, że począwszy od jego pontyfikatu, zaczęły płonąć stosy inkwizycyjne.

Kardynał protektor

Hugolin (Ugo) z Anagni wybił się na dworze papieża Innocentego III. Wywodząc się ze świetnej rodziny, skwapliwie skorzystał z możliwości, jakie dawało mu dobre urodzenie. Studiował w Bolonii i Paryżu – tu zaprzyjaźnił się z Iwonem Odrowążem, późniejszym biskupem krakowskim – gdzie szlifował swoją wiedzę z zakresu prawa i teologii. Świetnie orientował się w rozgrywkach politycznych i musiał mieć zmysł dyplomatyczny, gdyż papieże często posyłali go z misją godzenia zwaśnionych książąt. Był człowiekiem wielkiej a szczerej wiary i równie ciężkiego charakteru, którego ciężar odczuwali głównie ci, którzy stawali na drodze jego planów.

Jednocześnie miał grono wspaniałych przyjaciół, którym służył chętnie pomocą i wsparciem. Należeli do nich m.in. św. Dominik i św. Franciszek z Asyżu. Już jako kardynał Hugolin potrafił dostrzec w ich pomysłach na życie zakonne wartość, której wielu ówczesnych purpuratów nie widziało. A skoro raz już ją dostrzegł, całym swoim radykalnym sercem udzielił im wsparcia.

Co prawda legenda mówi, że Honoriusz III zatwierdził zakony żebracze, bo we śnie zobaczył, jak ich założyciele podpierają mury walącego się Kościoła. Można jednak z dużą dozą pewności uznać, że na jawie duży wpływ na prawną akceptację dominikanów i franciszkanów miał właśnie kardynał z Ostii, który następnie został ich protektorem, czyli przedstawicielem na dworze papieskim. Nota bene prawdopodobnie to właśnie on zapoznał swoich przyjaciół – biskupa Iwona i św. Dominika – co poskutkowało obłóczynami św. Jacka i bł. Czesława oraz przybyciem dominikanów na ziemie polskie.

 

Szara eminencja w czerwieni

Jak wspomniałam, kard. Hugolin miał bardzo duże wpływy na dworze Innocentego III. Kiedy ten papież zmarł w czerwcu 1216 r., zapowiadały się bardzo długie i pełne konfliktów wybory następcy. Kolegium kardynałów uniknęło problemów wyborczych, zlecając Hugolinowi oraz Gwidonowi de Preneste wyznaczenie kolejnego papieża. Został nim Honoriusz III.

Przez następne dziesięć lat kardynał z Ostii zajmował się dyplomacją, naciskaniem na cesarza Fryderyka II, by wywiązał się ze obietnicy wyruszenia z kolejną krucjatą, oraz tłumieniem irytacji związanej z, jak uważał, zbyt łagodnym stosunkiem papieża do szerzącej się sekty katarów.

Kiedy Honoriusz III zmarł w 1227 r., Hugolin miał już ponad 80 lat. Mimo to wybrano go na biskupa Rzymu, może dlatego, że był bardzo energicznym starcem, czego zresztą dowiódł podczas pontyfikatu.

 

Od prawa do stosów

Zakres jego działalności był bardzo szeroki. Przede wszystkim uporządkował prawo kościelne a właściwie zlecił to dominikaninowi, bł. Rajmundowi z Penyafort. Stworzone przez niego Dekretały promulgowane w 1234 r. obowiązywały do 1917 r., kiedy ogłoszono pierwszy Kodeks prawa kanonicznego. W międzyczasie kanonizował dwóch swoich przyjaciół, Dominika i Franciszka, oraz zlecił powstanie trybunałów inkwizycyjnych i opracowanie metod ich działania. By skuteczniej walczyć z heretykami. W to też włączono dominikanów.

Ponadto starał się o rozpoczęcie kolejnej krucjaty oraz toczył bynajmniej nie jedynie dyplomatyczne wojny z cesarzem Fryderykiem II, z którym niegdyś się przyjaźnił. Najeżdżali nawzajem na swoje ziemie, ale świecki władcy okazał się tu skuteczniejszy. Ostatecznie obległ Grzegorza IX w Rzymie 1241 r. Prawie stuletni papież został pokonany wojną i upałami, jakie panowały tej wiosny. Zmarł, a po jego śmierci okazało się, że kolegium kardynałów jest tak skonfliktowane i uwikłane w gierki polityczne poza Kościołem, iż potrzebowało kilku miesięcy, by wybrać jego następcę.