Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Budujmy odporność z ducha, nie tylko z brzucha! Wywiad z Markiem Zarembą

MAREK ZAREMBA
Wojciech Olszanka/Dzien Dobry TVN/East News
Udostępnij

– Nie jedzmy podczas przebywania w domach śmieciowego jedzenia. Wykorzystajmy ten czas, żeby zbudować domowe „ministerstwo zdrowia” – zachęca Marek Zaremba, autor bestsellerowych książek łączących duchowość ze zdrowym odżywianiem, w tym najnowszej pt. „Zatrzymaj koronawirus. Jak wzmocnić odporność w walce z koronawirusem”.

Łukasz Kaczyński: Jak rozumieć dobrą odporność w kontekście trwającej pandemii koronawirusa?

Marek Zaremba: Odporność to proces złożony. Po pierwsze, wynika z energii prenatalnej, którą otrzymaliśmy od naszych rodziców. Odporność wrodzona jest pierwszą linią obrony organizmu i chroni nas przed szkodliwymi substancjami, pochodzącymi z otoczenia, np. wirusami. Jednymi z głównych barier są skóra i błony śluzowe, które w pierwszej kolejności stanowią ochronę organizmu przed patogenami.

Mamy też odporność nabytą.

I ona stanowi drugą linię obrony organizmu. Jej działania nie są aktywowane natychmiast, ale dopiero po jakimś czasie, np. po kontakcie układu odpornościowego z antygenem. Sam układ odpornościowy składa się z wielu mechanizmów i jest systemem bardzo skomplikowanym, lecz warto zapamiętać, że to my w zasadzie jesteśmy dla siebie takimi „wewnętrznymi lekarzami” i od tego, jak żyjemy, zależy także wygląd naszej odporności. Bardzo istotna jest tutaj detoksykacja, czyli usunięcie z organizmu tego, co zbędne. A my tak często skupiamy się na tym, co dodać, by wzmocnić odporność i często nie mamy nawet świadomości, co ją tak naprawdę rujnuje w naszym stylu życia. Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy: współczesny człowiek umiera z przesytu, a przecież nasi przodkowie żyli skromniej, często pościli i przecież radzili sobie z chorobami. Może więc czas przestać żyć w ciągłym dogadzaniu sobie i zacząć żyć umiarkowanie, a wtedy trzeba zwrócić uwagę na nasze jelita.

To znaczy?

Jelita nieodzownie łączą się z wiązaniem hormonu szczęścia, czyli serotoniny. Wiemy z badań, że układ odpornościowy człowieka ma związek ze stanem emocjonalnym. Osoba pozytywnie nastawiona do rzeczywistości ma procesy biochemiczne zachodzące zupełnie inaczej. I dlatego też łatwiej radzi sobie ze stresem. Nie daje się też łatwo zwieść sloganami w stylu: „To jest coś, co na pewno musisz zjeść”. U takich osób tkanka pokrywająca jelita, w której znajduje się cały arsenał odpornościowy, działa sprawniej, gdyż nie jest tak obciążona. Dlatego głównym problemem w niskiej odporności jest zespół nieszczelnego jelita. Przede wszystkim limfocyty, których większość, bo aż 70% jest związana właśnie z jelitami, znajdują się w tkance GALT, która pokrywa jelita. A jak wykazały prace naukowe z ostatnich tygodni w Australii, w walce z koronawirusem kluczową rolę pełnią właśnie limfocyty T – CD4 i CD8. Niestety, znaczna część społeczeństwa to istoty nie refleksji, ale reakcji, które łatwo ulegają trendom i reklamie, by się przejadać, zwłaszcza słodyczami. A cukier może blokować działanie limfocytów nawet do kilku godzin!

Jak to wpływa na odporność?

Kiedy spożywamy za dużo produktów o skoncentrowanym smaku słodkim, wzrasta dynamika amplitudy wahań nastroju. Dzieje się to szczególnie u osób o niskiej aktywności fizycznej oraz stosujących skrajne diety, np. odchudzające. Często jest też tak, że dochodzi do kompulsji – głodzimy się cały dzień, a potem wpadamy w wir przejadania się słodyczami. Także śluz czy wilgoć, które wytwarzają się w naszym organizmie pod wpływem nadmiaru produktów słodzonych, prowadzą do destabilizacji naszego układu odpornościowego i może to wpływać na częstsze infekcje, przeziębienia bądź inne choroby będące czynnikiem ryzyka przy COVID-19.

Są jakieś alternatywy dla słodyczy, które, nie da się ukryć, jemy często, by polepszyć sobie nastrój, choćby przymusowo przebywając w domach?

W dobie pandemii najlepiej wybierać słodkości w postaci owoców. Wystarczająca powinna być zatem dla nas np. owsianka czy kasza jaglana z dodatkiem jabłka czy nawet banana z imbirem, kurkumą albo kardamonem. Warto również stosować częściej produkty o naturalnym smaku słodkim, jak kasza jaglana, orkisz, dynia, bataty czy marchew. Powinniśmy przy tym też co najmniej raz w tygodniu robić post, by wzmocnić organizm.

Post?

Podczas jego trwania wzrasta poziom immunoglobulin A, które są bardzo istotne w kontekście ochrony płuc. Ważne jest również natlenianie i nawadnianie organizmu. Nadmiar spożywanego cukru wyjaławia nasz organizm z pierwiastków. Z kolei brak tlenu, kiedy przebywamy w większości w domach czy biurach, bądź brak aktywności doprowadza do tego, że mamy właśnie większe łaknienie na słodycze. Cukier prosty jest podstawowym paliwem dla mózgu, ale kiedy mamy niewłaściwą równowagę kwasów tłuszczowych w diecie, czyli przyjmujemy za dużo węglowodanów, a mamy za mało tlenu, to paliwo spala się zbyt szybko i w konsekwencji znów wyciągamy rękę po kolejne słodycze. To jest zamknięte koło uzależnienia, w którym tylko pozornie się pocieszamy, przy okazji rujnując odporność. Dla przykładu, ja stosuję codzienną 15-minutową gimnastykę – taka aktywność z ćwiczeniami oddechowymi pozwala obniżyć poziom stresu o około 30-40%, jak i podnieść wydajność pracy.

Czy wzmacnianie odporności to tylko odpowiednie żywienie?

Nie. Bardzo ważny jest też sen, który jest „wielkim lekarzem”. Dzisiaj ludzie rzadko są wyspani. A melatonina związana z nocnym odpoczynkiem to kolejny istotny hormon odpowiedzialny również za stan naszej odporności. My dzisiaj nieustannie zaciągamy taki „dług snu” i później najczęściej nasz organizm go spłaca w postaci chorób przewlekłych i słabej odporności. Chodzimy zbyt późno spać, pracujemy po nocach. To też jest bardzo niebezpieczne dla naszej odporności.

Coś jeszcze?

Istotną rzeczą jest też akceptacja rzeczywistości. Ona jest bardzo trudna obecnie, jednak pogodzenie się z nią sprawia, że mamy szansę na budowanie dobrych relacji – z Bogiem, z najbliższymi i samym sobą – które także wypływają na naszą odporność. Jeżeli nie mam relacji, to nieustannie zmagam się ze stresem kulturowym i z sytuacją, której nie kontroluję. W budowaniu relacji ważna jest przede wszystkim ufność i w kluczu antropologii chrześcijańskiej to godzenie się z rzeczywistością pozwala nam wyjść ze swoich ograniczeń i otworzyć się na miłość Boga. Ta ufność wynika wprost z orędzie o miłosierdziu, które Chrystus wypowiedział do św. siostry Faustyny: „Łaski z mojego miłosierdzia czerpie się jednym naczyniem, a nim jest – ufność”. Pandemia to jeden wielki sprawdzian ufności. Komu ufam? Gospodarce i polityce czy Bogu, który zawsze dotrzymuje słowa? Jeśli nie mam ufności, nie mam też spokoju, a więc jestem ciągle zmęczony, zestresowany czy przytłoczony i nie umiem dostrzegać tak subtelnych przejawów normalności jak codzienna radość, sen, dobry posiłek czy słuchanie i dawanie siebie innym.

Duchowość jest tak ważna dla odporności?

Myślę, że człowiek pogodzony z rzeczywistością poruszy niebo i ziemię, żeby zbudować dobre relacje. Ale nie można zapominać, że podstawową relacją dla człowieka jest związek z Bogiem. Z niej wynikają inne, ponieważ tylko Bóg jest źródłem miłości. Człowiek nie może więc dać, czego sam nie ma. Co więcej, kiedy jesteśmy na bakier z Bogiem, będziemy Go obwiniać za wszystkie trudne rzeczy, które nas spotykają. Koronawirus sprawił, że mamy czas, by spojrzeć na swoją relację z Bogiem. To pandemia miłosierdzia dla dusz, które toną w grzechach egoizmu. To globalne rekolekcje w stylu „Kochaj bliźniego jak siebie samego!”. To droga, aby zbudować odporność wynikającą z ducha, a nie tylko z brzucha. Odporność na grzech. Bo zdrowie i odporność zaczynają się w sercu i duszy. Dopiero idąc dalej, wchodzimy w kulturę żywienia, kulturę stołu. To zaproszenie na spotkanie z tajemnicą Eucharystii, gdzie Chrystus staje się pokarmem dla zaproszonych gości. Faustyna Kowalska napisze o Eucharystii w swoim „Dzienniczku”: „Ona da Ci moc!”. Kwarantanna to doskonały sprawdzian, za jakim pokarmem zatęsknimy. Za burgerem i pizzą czy jednak za Jezusem?

Po jakie naturalne suplementy sięgać na co dzień, kiedy już myślimy konkretnie o zmianie nawyków żywieniowych w kontekście ochrony przed chorobą?

Oczywistym jest, że w kluczu budowania odporności niezmiernie ważna jest witamina C. Zwłaszcza ze źródeł naturalnych, takich jak acerola, dzika róża, aronia, pietruszka, chrzan, papryka czy owoce cytrusowe. Do tego cytrynian cynku, który wspomaga walkę organizmu z wirusami. Cynk możemy suplementować, ale jedząc na przykład sezam, pestki dyni czy surowe kakao możemy go dostarczać w naturalny sposób. Poza tym pomocne mogą też być probiotyki zawarte m.in. w zakwasie z buraka czy kiszonkach. Czasami słabą odporność musimy wzmocnić poprzez stosowanie doustnych preparatów probiotycznych. Dobrym remedium jest Colostrum, czyli wyciąg z siary mleka, np. krowiego czy mleka klaczy, co może powodować wzrost odporności. Bardzo dobrym sposobem jest też witamina D3, która jest w zasadzie w centrum odporności organizmu. Pochodzi ona w większości z kąpieli słonecznych i jej stężenie bardzo często mamy niskie. Z naturalnych, skoncentrowanych suplementów zalecam grzyby witalne, adaptogeny takie jak reishi i cordyceps, a także nasze rodzime preparaty, w tym czarny bez i napary z pokrzywy czy kopru włoskiego. Polecam również kurkumę oraz imbir. Wszystko trzeba jednak robić z głową, by nie przejadać się suplementami. Dużo mówi się też ostatnio o lukrecji, którą poprzez łączenie medycyny naturalnej z medycyną naukową w walce z koronawirusem wykorzystują Chińczycy. Nie można też zapominać o elementach diety znanych w walce z przeziębieniami od lat. Czosnek, cebula, oregano czy rozmaryn to fantastyczne przyprawy, które stymulują nasz organizm do podnoszenia odporności.

Jak dobrze przeżyć czas przymusowej kwarantanny społecznej pod względem żywienia?

Jest to szansa na wzrost i osiągniecie mądrości w kulturze jedzenia. Nie jedzmy podczas przebywania w domach śmieciowego jedzenia. Wykorzystajmy ten czas, żeby zbudować domowe „ministerstwo zdrowia”. Zwracam się szczególnie do pań, które w większości są w naszych domach „ministrem zdrowia”, a w dobie pandemii także taką domową lekarką. Budujmy świadomość kultury stołu, gotujmy radośnie, gdyż mamy na to teraz czas. Nie bójmy się upiec domowego zdrowego chleba. Pamiętajmy o poście i detoksie. Robi się coraz cieplej i dlatego, nawet mimo pandemii wirusa, to genialny czas, żeby zbudować fantastyczną odporność opartą na odpowiedzialnym żywieniu i zadbaniu o siebie – tak pod względem fizycznym, jak i duchowym.