Aleteia

O. Adam Żak SJ: Kościół w tym przypadku zachował się jak zimny urzędnik

OJCIEC ADAM ŻAK SJ
Jan Bielecki/EAST NEWS
Udostępnij

Dyrektor Centrum Ochrony Dziecka zauważa, że film „Zabawa w chowanego” jest skoncentrowany na historii, która odsłania szereg mechanizmów w Kościele, które wymagają poważnej refleksji. A przede wszystkim ukazuje to, co zdiagnozował papież Benedykt XVI, pisząc, że „zło spenetrowało wewnętrzny świat wiary”.

– Po filmie „Zabawa w chowanego” mam wrażenie, że nie zaoszczędzimy wstydu i upokorzenia ani pasterzom Kościoła, ani przełożonym zakonnym, ani nam kapłanom, ani wiernym – mówi o. Adam Żak SJ, koordynator Konferencji Episkopatu Polski ds. ochrony dzieci i młodzieży.

 

Mniej obietnic, więcej działań

– Tu nie wystarczy jakaś kosmetyka, musimy uwierzyć, że człowiek naprawdę jest drogą Kościoła. Dobro człowieka, czyli jego zbawienie, to cel wszystkich działań Kościoła, któremu nie wolno postępować jakby był instytucją polityczną albo korporacją, która dba przede wszystkim o swój wizerunek – wyjaśnia jezuita.

O. Żak dodaje, że dla Kościoła w Polsce wynika z filmu prosta rada: mniej obietnic, z których trudno będzie się wywiązać, a więcej działań u podstaw począwszy od formacji seminaryjnej, poprzez szkolenia dla pasterzy i dla księży i wszystkich zaangażowanych w duszpasterstwo czy w dzieła opiekuńczo-wychowawcze, edukację itd.

 

Mechanizm: „sprawa się rozwiąże sama”

Dyrektor Centrum Ochrony Dziecka zauważa, że film Sekielskich jest skoncentrowany zasadniczo na jednej historii. Historii, która odsłania szereg mechanizmów w Kościele, które wymagają poważnej refleksji. A przede wszystkim ukazuje to, co zdiagnozował papież Benedykt XVI, pisząc, że „zło spenetrowało wewnętrzny świat wiary”, usuwając człowieka i jego godność ze szczytu hierarchii wartości i zastępując go dobrym imieniem instytucji.

– Sytuacje pokazane w filmie jaskrawo pokazują, że nasza mentalność musi się zmienić – tłumaczy.

Film – zdaniem ks. Żaka – pokazuje przede wszystkim zakorzeniony w Kościele mechanizm myślenia zakładający, że „sprawa się rozwiąże sama”, tak jak wiele innych. Tak jakby można było bagatelizować przestępstwa popełniane przez duchownego, nie przeprowadzając dochodzenia kanonicznego i nie orzekając sprawiedliwej kary. Tak jakby nie miała znaczenia ocena ryzyka recydywy oraz ich zdolności do zmiany stylu życia i myślenia. Tak jakby niepotrzebna była profesjonalna resocjalizacja i wystarczyło pokajanie się sprawcy.

 

Usprawiedliwienia zamykają drogę do zmiany życia

O. Żak zauważa, że w filmie słyszeliśmy usprawiedliwienia ze strony księdza pedofila, którymi uspokajał swoje sumienie i manipulował sumieniami innych. Były to zapewnienia typu: „ja pracuję nad sobą, aby się zmienić; nie wiem, jak to się wydarzyło, szatan atakuje szczególnie nas księży, wykorzystuje słabości, jestem słaby i musze się więcej modlić” itd.

– Proszę wybaczyć, ale to są usprawiedliwienia, których nie można uznać za realnie zabezpieczające przed recydywą – mówi o. Żak, wyjaśniając, że „praca ze sprawcami musi być poważną pracą resocjalizacyjną, opartą o konkretną wiedzę. Usprawiedliwienia zamykają drogę do zmiany życia”.

Zdaniem o. Żaka cała ta historia pokazuje ignorancję przełożonego kościelnego, której dzisiaj nie da się już usprawiedliwić. Niestety, także ignorancję w zakresie znajomości procedur obowiązujących w Kościele. Przykładem jest rozmowa z rodzicami molestowanego chłopca, kiedy biskup mówi, że nie może od nich przyjąć zgłoszenia, bowiem musi przyjść sam poszkodowany. Przecież również zgłoszenie przez świadków, a nawet informacje przedstawione w mediach mogą być podstawą do wszczęcia dochodzenia wstępnego.

 

Kościół jak zimny urzędnik

– Jak to możliwe, że biskup lekceważy świadectwo rodziców osoby pokrzywdzonej? – pyta ks. Żak. – Takie przestępstwa ranią i krzywdzą nie tylko daną osobę, lecz także jej rodzinę oraz szerszą wspólnotę. Świadectwo ofiary ma oczywiście szczególne znaczenie i należy ją zaprosić i wysłuchać, ale fakt, że to nie ona zgłosiła przestępstwo nie może być pretekstem, aby nie wszczynać dochodzenia.

Po za tym elementarną z punktu widzenia moralnego sprawą jest, że rodzicom ofiary, którzy wówczas przyszli należy się uwaga i współczucie – mówi o. Żak, dodając, że jest to „elementarny obowiązek pasterza”.

– Kościół w tym przypadku nie okazał macierzyńskiego oblicza wobec tych ofiar. Zachował się jak zimny urzędnik, na dodatek nie respektujący nakazanych, urzędowych procedur – konstatuje szef Centrum Ochrony Dziecka.

KAI/ks