Aleteia

Małżeństwo to nie leasing z możliwością zwrotu

MAŁŻEŃSTWO
LElik83 | Shutterstock
Udostępnij

Czy można porównać żonę lub męża do samochodu? A małżeństwo do leasingu czy umowy najmu? Oczywiście, że nie. Sakrament małżeństwa to przecież decyzja na całe życie, bez możliwości „zwrotu”. Dlatego w tak wielu osobach sama myśl o małżeństwie „na zawsze” budzi lęk. A przecież to co trudne jest warte najwięcej.

O naklejce na samochód o treści „Nie żeń się, leasing to jest to, o co chodzi” przeczytałam w jednej z książek dominikanina, ojca Mirosława Pilśniaka. To porównanie na początku nieco mnie zszokowało. Ale z drugiej strony, jest ono otrzeźwiające. Bo przypomina mi, czym małżeństwo jest, a czym nie.

Dla mnie nie jest ono luźną umową, z możliwością zwrotu „towaru”, gdyby nie odpowiadał moim oczekiwaniom. Jest rzuceniem się na naprawdę głęboką wodę, którą płynąć będziemy przez resztę życia. Dlatego w tak wielu budzi ono lęk. Szczególnie dziś, gdy zepsute rzeczy raczej wyrzucamy, niż naprawiamy. Nawet z jednym samochodem nie wiążemy się na długo, bo gdy umowa dobiegnie końca, wymieniamy go często na nowszy model. Czy takie myślenie może przekładać się na postrzeganie związku kobiety i mężczyzny? Z pewnością . Wspomniany już ojciec Mirosław Pilśniak na pytanie „małżeństwo czy leasing” odpowiada pytaniem: „Jeżeli coś jest trudne, to może dlatego, że jest wiele warte? Czy właściwą reakcją na trudność jest lęk albo ucieczka? Ucieczka jest przegraną człowieka”*.

 

Małżeństwo to droga, nie cel

Z każdym kolejnym rokiem mojego małżeństwa coraz wyraźniej widzę, że małżeństwo jest drogą. Wspólną drogą miłości. Myślenie o małżeństwie jako celu, w którym następuje życie bez problemów jest błędem. Problemy są zawsze, ale inaczej podchodzi się do problemów jako dwie osoby pragnące być razem na dobre i na złe. A zupełnie inaczej do tych samych problemów podejdą osoby będące ze sobą „na próbę”.

I wiele na tym podejściu tracą. Cały fun z budowania więzi. W małżeństwie, jak w każdej relacji, będą momenty różne. Zachwyty i chwile, w których już nie możecie na siebie patrzeć. Orientujemy się, że szczęście i zadowolenie to tylko epizody, które mijają. A szczęście przychodzi z innej strony – gdy służymy i „umieramy” dla siebie każdego dnia. To jest szczęście.

 

Pójść krok dalej

Z pokorą zdałam sobie sprawę, że ta więź skazana jest na niedoskonałość. Odziera ze złudzeń myśl, że małżeństwo do końca życia będzie ścieraniem się. Wejście w małżeństwo nie sprawi, że wszystkie nasze pragnienia i oczekiwania zostaną całkowicie spełnione. A gdyby tak pójść o krok dalej i wcale nie żądać tego, by druga osoba miała mnie uszczęśliwić? Zatrzymać się raczej nad tym, że szczęście w małżeństwie wytwarzamy dając – a nie biorąc. To trudna droga. Ale jeżeli coś jest trudne, to może dlatego, że jest wiele warte?

*”Krótka kołdra. O dialogu małżeńskim”, Mirosław Pilśniak OP, wydawnictwo W drodze, 2010