Aleteia

Jak mądrze budować jedność w małżeństwie?

JEDNOŚĆ MAŁŻEŃSKA
GaudiLab | Shutterstock
Udostępnij

Jeśli potrafię opowiedzieć drugiemu cały niepokój, który noszę w sobie, to problem przestaje być tym, co dzieli, a staje się tym, co łączy.

Jedność małżeńska to przykład sprawy, która dla wielu wydaje się prosta i oczywista, innych z kolei przeraża. Dla wszystkich jednak pozostaje pewną tajemnicą. No bo jak wytłumaczyć to, że dwie osoby mają stać się jednym ciałem? Jak to rozumieć i jak to realizować w praktyce?

„Opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela” – mówi Jezus w Ewangelii. I o ile kwestia jedności fizycznej nie wydaje się nam szczególnie skomplikowana, to już jedność duchowa stanowi bardzo poważne wyzwanie.

Dla każdego, kto jest w małżeństwie dłużej niż jeden dzień, staje się oczywiste, że sakrament małżeństwa nie polega na tym, iż nagle otrzymujemy magiczną moc bycia jednomyślnymi we wszystkim. A zatem jedność małżeńska jest czymś, co musimy dopiero zbudować. Każdego dnia, małymi krokami.

Jak to robić? Oczywiście, mnóstwo pracy jest do wykonania przed ślubem – powinniśmy w tym czasie poznać się jak najlepiej, przegadać poważnie wszystkie możliwe kwestie związane ze wspólnym życiem i postarać się obiektywnie ocenić (odkładając na bok nasze uczucia i emocje) czy jesteśmy w stanie zbudować wspólnie jedność w przyszłości. Ale co robić, by faktycznie zacząć ją budować?

 

To co moje, jest także twoje

Zaangażowany od kilku dekad w pracę z małżeństwami dominikanin, o. Mirosław Pilśniak podkreśla, że istnieje kilka etapów budowania jedności małżeńskiej. Pierwszym i najprostszym jest wspólne robienie rzeczy, które do tej pory robiliśmy osobno – wspólny posiłek, wspólne zakupy, wspólne spotkanie ze znajomymi.

Kolejnym, dużo już trudniejszym etapem jest decyzja, że to, co moje, jest także twoje. Cenne przedmioty, które otrzymałem od moich rodziców nie są moje, lecz nasze. Samochód, który kupiłem przed ślubem nie jest mój, lecz nasz. Idąc dalej – problemy z dzieckiem nie są twoje (bo ty rozpuściłeś dziecko!), lecz nasze. Choroba jednego z małżonków nie jest jego problemem, lecz naszym wspólnym. To samo dotyczy pieniędzy. To już brzmi nieco trudniej, prawda?

 

Problem, który łączy

I w końcu etap, do którego – mam wrażenie – wiele małżeństw niestety nigdy nie dociera. Etap, który ojciec Mirosław nazywa decyzją o „przekroczeniu swojej osobności”. Moment, w którym nie zadowolimy się już tylko przytuleniem do męża czy żony ale będziemy próbować wypowiedzieć wszystko to, co nosimy w sobie. „Pewnie zaczyna się to od dzielenia się lękami, fobiami na temat mojego wyglądu, przeżyć, samopoczucia, kompleksów, które noszę na temat własnego ciała, śmiesznostek, które się z tym kojarzą, do pragnień i niepokojów związanych z moim życiem duchowym, które są trudne do opisania, bo widzę swoją słabość. Jeżeli jednak to wszystko potrafię opowiedzieć drugiemu, to problem przestaje być czymś, co dzieli, a staje się tym, co łączy. To także jest budowanie jedności”.*

 

Trudne do wymówienia

2 kwietnia 2014 roku, podczas Audiencji Generalnej na Placu Świętego Piotra, papież Franciszek komentował fragment Pisma Świętego o jedności małżeńskiej, zacytowany na początku tego tekstu. I w swoim stylu udzielił wiernym bardzo konkretnych rad, jak za pomocą jedynie trzech słów, budować jedność małżeńską: „są to trzy słowa, które trzeba mówić zawsze. Trzy słowa, które muszą być obecne w naszym domu: czy można, dziękuję, przepraszam. Czy można: aby nie narzucać się w życiu małżeńskim. Czy można, co o tym sądzisz? Dziękuję: trzeba dziękować współmałżonkowi! Dziękuję za to, co zrobiłeś dla mnie, dziękuję za to. Ileż piękna jest w dziękowaniu! A zważywszy na to, że wszyscy popełniamy błędy, jest też inne jeszcze słowo, trochę trudne do wymówienia, które jednak mówić trzeba: przepraszam. Czy można, dziękuję i przepraszam. Dzięki tym trzem słowom, dzięki modlitwie małżonka za małżonkę i vice versa, dzięki godzeniu się przed końcem dnia, małżeństwo będzie szło naprzód. Trzy magiczne słowa, modlitwa i godzenie się zawsze!” – to recepta papieża Franciszka. Prosta, choć trudna w realizacji. Ale za to niezwykle skuteczna.

*”Krótka kołdra. O dialogu małżeńskim”, Mirosław Pilśniak OP, wydawnictwo W drodze, 2010