Aleteia

Uwaga: akcja! „Dyszka po drodze”, czyli wkręcamy się w różaniec

Jan KUCHARZYK/East News
Udostępnij

Tylko dziesiątka dziennie. Po drodze, zamiast się gapić w telefon. Za tych ludzi koło ciebie w tramwaju i na trasie. Za tego staruszka i za tę smutną dziewczynę, co właśnie wsiadła. Wielu z nich się nie modli. No to ty pomódl się za nich. To tylko 3 minuty i 20 sekund!

Z różańcem ci „nie po drodze”?

Dostawaliśmy różańce przy Pierwszej Komunii i od babci, i od cioci z wujkiem, co byli w Fatimie, albo w Medjugorie, a niektórzy nawet takie specjalne „papieskie”. No i leżą sobie te różańce gdzieś po szufladach, zasadniczo nieużywane.

Słyszeliśmy już wiele razy: że modlitwa różańcowa jest jedną z podstawowych form pobożności katolickiej, że była ulubioną modlitwą wielu świętych, że jest niebywale „skuteczna” i przynosi ogromne duchowe korzyści, że w prawie wszystkich objawieniach prosi o jej odmawianie sama Matka Boża i tak dalej, i tak dalej. Wszystko to wiemy, a jednak wielu z nas nadal ma z nią kłopot.

Jakoś nam z nią „nie po drodze”. Dlaczego? Bo nudna. Bo to w sumie takie „klepanie”. Bo ciężko się skupić. Bo kiedy niby ja mam na to znaleźć czas? Bo – szczerze? – odechciewa mi się na samą myśl, że tyle tych „zdrowasiek” do odmówienia. Bo nie pamiętam tajemnic. Bo… zawsze coś się znajdzie.

A może jednak spróbujesz raz jeszcze „wkręcić się” w różaniec? Na przykład tak:

 

Ile? Dziesiątka różańca 

Jeśli wizja odmówienia całego różańca cię przeraża, to niech to będzie „dziesiątka”, „dyszka” dziennie. To potrwa nie dłużej niż 5 minut! Średnio 3 minuty i 20 sekund z przypomnieniem sobie kolejnej „tajemnicy” włącznie.

 

Kiedy?

Skoro z różańcem ci było do tej pory „nie po drodze”, to może właśnie „po drodze”? Idąc na przystanek, jadąc autobusem, metrem, stojąc w korku, idąc na zakupy.

 

A właściwie po co?

Nie „po co?”, tylko „za kogo?”! Za tych wszystkich ludzi koło ciebie. Za tych, co jadą z tobą w tramwaju, co stoją na peronie, których mijasz na trasie. Za tego staruszka i za tę smutną dziewczynę, za tego gościa z teczką i za tę kobietę, co właśnie wsiadła.

Wielu z nich być może się nie modli. Z różnych powodów. Więc niech przynajmniej ktoś pomodli się za nich. Właśnie jedną „zdrowaśką”, patrząc na nich przez chwilę.

 

Co to da?

Narzekamy na to, że „dziczejemy” jako społeczeństwo, że coraz mniej wzajemnej życzliwości. No więc ta „dziesiątka” za nich po to, by wpuścić w świat, po którym się poruszasz, trochę takiej niewidocznej duchowej życzliwości, trochę „Bożego wspomagania”.

I pewnie ci ludzie się nie zmienią (no bo to oni przecież są ci „dzicy”, nie ty). Ale z czasem zobaczysz, że ta codzienna „dyszka” za tych kilka przypadkowych osób zmienia ciebie. Twoje patrzenie na ludzi.

Może z czasem nauczysz się „przeczuwać” w każdym człowieku coś Bożego – Jego obecność, Jego miłość do tego kogoś, choćby i nieraz był naprawdę „dziki”.

 

No dobra. A dokładnie jak?

Najprościej. Choćby i na palcach. A może jednak lepiej na którymś z tych twoich różańców wygrzebanych z dna szuflady. Bo to w sumie piękny widok, kiedy nagle ktoś taki jak ty wyciąga z kieszeni różaniec. Ktoś popatrzy i pomyśli może: „Oo… Można? Można. To w sumie czemu nie ja…?”.

„Ojcze nasz”, dziesięć razy „Zdrowaś, Maryjo” i „Chwała Ojcu” na koniec: 3 minuty, 20 sekund, serio.

 

A co z tymi tajemnicami, których pamiętam?

W poniedziałki i soboty „radosne”: Zwiastowanie, Nawiedzenie św. Elżbiety, Narodzenie, Ofiarowanie i Odnalezienie w świątyni.

We wtorki i piątki „bolesne”: Modlitwa w Ogrójcu, Biczowanie, Cierniem ukoronowanie, Droga krzyżowa, Ukrzyżowanie.

W środy i niedziele „chwalebne”: Zmartwychwstanie, Wniebowstąpienie Jezusa, Zesłanie Ducha Świętego, Wniebowzięcie Maryi, Ukoronowanie Maryi na królową nieba i ziemi.

W czwartki te najnowsze – „światła”: Chrzest w Jordanie, Cud w Kanie, Głoszenie królestwa Bożego, Przemienienie, Ustanowienie Eucharystii.

Możesz przez chwilę na początku pomyśleć o tym wydarzeniu, jeśli je pamiętasz z Ewangelii. Nawet po prostu je sobie wyobrazić. A jak ci się pomyli albo znowu zapomnisz, to „tam na górze” naprawdę nikt się nie obrazi.

 

A gdyby tak…

A gdyby tak wielu z nas zdecydowało się na taką codzienną „dyszkę po drodze”, to… ciekawe, kiedy trafisz w komunikacji miejskiej albo w samochodzie obok na kogoś, kto właśnie modli się za ciebie?