Aleteia

Nie chciał, by „Lolek” został księdzem. O przyjaźni Mieczysława Kotlarczyka i Karola Wojtyły

MIECZYSŁAW KOTLARCZYK
fot. Viviane Rivi
Udostępnij

Połączyła ich wspólna pasja – miłość do teatru. Mieczysław Kotlarczyk był dla Wojtyły jak starszy brat. Jego mama czule nazywała przyszłego papieża „Lolusiem” i cerowała mu podarte skarpetki.

Obaj pochodzili z Wadowic. Poznali się, gdy Wojtyła był nastolatkiem. Kotlarczyk był o 12 lat starszy i prowadził Amatorski Teatr Powszechny, w którym grał młody Karol. Po raz pierwszy spotkali się w 1938 roku.

W Wadowicach rodzina Kotlarczyków była znana i szanowana. Ojciec Mieczysława, Stefan, był poważanym animatorem życia kulturalnego.

W 1933 roku Kotlarczyk otrzymał dyplom nauczycielski. Rozpoczął pracę jako polonista u pallotynów w Collegium Marianum. I chociaż potem związał się z prywatnym Gimnazjum im. Stanisława Wyspiańskiego w Sosnowcu, to z rodzinnym miastem wciąż łączyły go artystyczne więzi. Nastoletni Wojtyła często bywał w domu Kotlarczyków. Traktowany był jak członek rodziny.

 

Cerowane skarpetki i listy

Zofia z Opidowiczów Kotlarczyk zwracała się pieszczotliwie do Karola, nazywając do „Lolusiem”. Cerowała mu podarte skarpetki.

Gdy Wojtyła przeniósł się z ojcem do Krakowa, by tam rozpocząć studia polonistyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim, przyjaciele pisali do siebie listy. Korespondencję przenosiła przez zieloną granicę ich wspólna znajoma – Halina Królikiewicz.

Warto zaznaczyć, że w tym czasie Kraków był w Generalnej Guberni, Wadowice zostały wcielone do III Rzeszy.

 

Mieszkali w trójkę

Pierwsze lata wojenne Mieczysław spędził ze swoją żoną w Wadowicach. Pracował intelektualnie, działał konspiracyjnie. Niestety, musiał po pewnym czasie uciekać z rodzinnego miasta. Latem 1941 roku udało się go sprowadzić do Krakowa. Jego brat i kuzyn za działalność konspiracyjną zostali aresztowani przez hitlerowców.

Kotlarczykowie zamieszkali przy ulicy Tynieckiej 10. Była to suterena, w której kiedyś Karol Wojtyła przebywał wraz z ojcem. Po jego śmierci, w 1941 roku, Karol przeniósł się do przyjaciela ze studiów – Juliusza Kydryńskiego. Po namowach Kotlarczyków powrócił jednak na Tyniecką i tam wraz z nimi zamieszkał. Dyskutowali m.in. nad stworzeniem Teatru Naszego zwanego Rapsodycznym. Do zespołu teatru należeli wówczas: Krystyna Dębowska, Halina Królikiewicz, Danuta Michałowska oraz Mieczysław Kotlarczyk i oczywiście Karol Wojtyła.

W tym okresie oprócz prowadzenia teatru oraz organizowania własnych wieczorów autorskich Kotlarczyk był konduktorem tramwajowym, a od 1942 roku pracował jako urzędnik buchalteryjny w Krakowskiej Izbie Rolniczej. Jak twierdzi Tadeusz Kudliński, podczas jednego z takich spotkań Karol Wojtyła odczytał zebranym swojego „Hioba”.

 

Nie chciał, by „Lolek” został księdzem

Dzieje rapsodyków były dosyć burzliwe.

W 1942 roku Karol rozpoczął studia w Metropolitalnym Wyższym Seminarium Duchownym w Krakowie, a w 1943 roku opuścił zespół. Kotlarczyk nie mógł się pogodzić z decyzją przyjaciela. Uważał bowiem, że „Lolek” zaprzepaszcza swój talent aktorski.

Rok 1945 przynosi kolejne zmiany. Teatr prowadzony przez Mieczysława staje się teatrem państwowym, zalecanym szkołom. Nie trwało to jednak długo. Władzom komunistycznym nie podobała się idea teatru. Cofnięto mu status. Staraniami Kotlarczyka w nowej siedzibie przy ul. Warszawskiej 5 otworzono Studio Dramatyczne, które funkcjonowało do 1953 roku.

 

Niezłomnej walki o teatr ciąg dalszy

Rapsodycy coraz częściej zmagali się nie tylko z problemami lokalowymi, ale również z zaostrzającym się reżimem politycznym i restrykcjami ze strony władzy. Kotlarczyk próbował reaktywować Teatr Rapsodyczny. Kierował liczne pisma do Ministerstwa Kultury i Sztuki, pisał do Bieruta, sekretarza KC PZPR. Nie otrzymał jednak odpowiedzi. Współpracował z krakowską PWST oraz Zespołem Pieśni i Tańca „Krakowiacy”.

Od maja do września 1955 roku pracował w Redakcji Literackiej Polskiego Radia w Krakowie. Zmiany polityczne sprawiły, że reaktywacja teatru stawała się coraz bardziej realna.

Wiosną 1957 roku wznowił działalność. Próbowano pozyskać Kotlarczyka do współpracy z SB. Gdy te starania się nie powiodły, coraz silniejsze stawały się ataki na jego osobę.

W latach 60. docierały do niego głosy o planach pozbawienia go posady.

22 sierpnia 1966 roku biskup Wojtyła odprawił mszę świętą w rocznicę pierwszego konspiracyjnego spotkania zespołu teatru. Działanie to uznano za antypaństwowe. Publikacja Mieczysława Kotlarczyka zawierająca zarys dziejów teatru i jego dokonań została skonfiskowana. W tym wydawnictwie trzy artykuły napisał Wojtyła (publikował pod pseudonimami: Andrzej Jawień oraz Piotr Jasień).

Niestety, w maju 1967 roku decyzją władz krakowskich nastąpiła dymisja Kotlarczyka, a we wrześniu likwidacja teatru. Mieczysław pozostał bezrobotny. Z pomocą przyszedł mu kardynał Wojtyła.

W latach 1967-1977 Kotlarczyk prowadził zajęcia z fonetyki i retoryki w krakowskim Archidiecezjalnym Seminarium Duchownym oraz Wyższym Seminarium oo. Franciszkanów. Wraz z klerykami w tamtym czasie opracował 10 rapsodycznych przedstawień. Współpracował także z Katolickim Uniwersytetem Lubelskim, gdzie wyreżyserował staropolskie misterium „Amor Divinus”.

Przygotował program trzyletniego Studium Teatralnego. Mimo aprobaty kard. Wyszyńskiego nie został on jednak zrealizowany.

Kotlarczyk nie przestawał wierzyć w reaktywację teatru. Pod koniec swojego życia powrócił do pracy nad rapsodami Juliusza Słowackiego.

Praca nad „Królem-Duchem” w kontekście rapsodu o św. Stanisławie Szczepanowskim, patronie archidiecezji krakowskiej, odbywała się pod czujnym okiem Karola Wojtyły, metropolity krakowskiego. Kotlarczykowi nie przyznano nawet artystycznej emerytury, mimo że o nią wnioskował w Departamencie Kadr i Szkolenia Ministerstwa Kultury i Sztuki.

 

Śmierć na kilka miesięcy przed konklawe

Zmarł 21 lutego 1978 roku na zawał serca, kilka miesięcy przed wyborem Wojtyły na Stolicę Piotrową. Na pogrzebie był obecny przyszły papież Jan Paweł II, który nad trumną przyjaciela powiedział wiele ciepłych słów oraz wyraził uznanie dla  jego dokonań oraz niezłomnej postawy wobec polskiej kultury i jej chrześcijańskich korzeni.

Kotlarczyk przepowiedział Wojtyle, że zostanie papieżem, gdy ten przyjmował sakrę biskupią. Starszej córce Kotlarczyka, Anieli, Wojtyła błogosławił małżeństwo. Gdy Jan Paweł II przebywał w Watykanie, jego pamiątki rodzinne wciąż znajdowały się w domu Kotlarczyków. Poprosił o ich przesłanie dopiero w 2004 roku. Jednym z przejmujących świadectw ich przyjaźni jest list z 25 lutego 1978 roku napisany przez Wojtyłę do żony Mieczysława, Zofii:

Spotkaliśmy się w imię wspólnych umiłowań. Dla mnie były to umiłowania młodzieńcze, dla Niego – wynikające z dojrzałego wyboru życiowego, powołania i posłannictwa wobec chrześcijańskiej kultury Narodu. A chociaż moja własna droga powołania, którą mi zadał Bóg, odwiodła mnie od tych młodzieńczych umiłowań, które dzieliłem z Mietkiem, to jednak Ta przyjaźń i To obcowanie – więź płynąca z tych samych umiłowań – pozostawiły we mnie jakąś szczególnie uprawioną warstwę wewnętrznej gleby, która wciąż żyje (…)

 

Pogodzone powołania

Po latach zaś Ojciec Święty mówił: „Mieczysław Kotlarczyk uważał, że moim powołaniem jest żywe słowo i teatr, a Pan Jezus, że kapłaństwo (…) Jakoś pogodziliśmy się co do tego”.

Źródła: S. Dziedzic, Rapsodyczny „płaszcz niewyżebrany” Mieczysława Kotlarczyka, Annales Universitatis Paedagogicae Cracoviensis. Studia Historicolitteraria 12, 2012, s. 122-138; J. Popiel, Los artysty w czasach zniewolenia. Teatr Rapsodyczny 1941-1967, Kraków 2006, s. 335.