Aleteia

Niepłodność: jak się modlić, kiedy przepełnia nas gniew i desperacja

Udostępnij

Niska samoocena, poczucie winy, lęk, smutek, złość na siebie, na drugiego, na tych, którzy dzieci mają, frustracja wywołana niezrozumieniem ze strony otoczenia… Pary, które nie mogą być rodzicami często przeżywają emocjonalną huśtawkę. Najlepszym sposobem na poradzenie sobie z emocjami i znalezienie ulgi w cierpieniu pozostaje modlitwa.

Fakt nieposiadania upragnionego potomstwa wiąże się z ogromnym bólem i mnóstwem wylanych łez. Mijają miesiące, a nadal nie ma ani śladu ciąży. Iluż to parom znane jest podobne doświadczenie! Nieważne, ile razy byśmy słyszeli, że małżeństwo jest celem samym w sobie i że pobieramy się w pierwszej kolejności po to, aby się kochać – co nie ulega wątpliwości i co trzeba dobrze rozumieć – nie sposób pozbyć się tego bólu, zwyczajnie odsuwając go na bok. Niezależnie od świadomości, że to Bóg powierza rodzicom każde dziecko, że do kresu naszego wspólnego życia dotrzemy w dwójkę, tak jak wyruszyliśmy. Niezależnie od wszystkiego, pulsuje w nas to gorące pragnienie.

Ten krzyż związany z biologiczną niepłodnością kładzie się cieniem na naszym pojęciu integralności, której czujemy się pozbawieni. Istnieje bowiem integralne doświadczenie, którego my nie przeżywamy, dostęp do tego przeżycia jest przed nami zamknięty. Zanim zajmiemy się tym problemem od strony duchowej, warto uporządkować pewne kwestie. Bóg nie pragnie tego cierpienia. Drogę, którą On dla nas zaplanował, nadal będziemy mogli przebyć w tym trudnym doświadczeniu. Stajemy jednak w obliczu tajemnicy cierpienia jako takiego. Kiedy już po raz kolejny wypłakujemy się na ramieniu współmałżonka, czasem wzbiera w nas gniew przeciwko Bogu i rozgoryczenie szczęściem innych… Jak tego unikać?

 

Odnalezienie własnej drogi życiowej i modlitwa

Trzeba zajrzeć w głąb swego poranionego tym rozczarowaniem serca, rozejrzeć się za innym wymiarem samorealizacji, nie skrywając przy tym bólu. Jednocześnie bardzo ważne jest, aby nadal dawać sobie prawo do szczęścia i nie pozwolić, by to doświadczenie zniszczyło jedność małżeńską. Pogodzenie się z tą sytuacją musi znaleźć wyraz w słowach, pełnych miłości uczynkach, spontanicznych czułych gestach, a także pociągać za sobą świadomą wewnętrzną decyzję:

Panie, pójdziemy za Tobą dokądkolwiek się udasz,

Spraw jednak, aby szczęście nie opuszczało naszej duszy;

Udziel nam odrobiny radości w oczekiwaniu na pociechę z Nieba

I ześlij na nas Ducha Pocieszyciela.

Prawdopodobnie ta modlitwa nie od razu zagości na naszych ustach, ale ostatecznie nadejdzie jej czas, szczególnie jeśli otoczenie będzie ją odmawiało za małżonków wtedy, kiedy im samym zabraknie sił, aby się w ten sposób modlić. Najbliższe grono okaże nam swoje wsparcie, jeżeli na obiadach z przyjaciółmi lub z rodziną nie będzie rozmawiać wyłącznie o dzieciach tych, którzy je mają. Nie chodzi o to, by wszyscy mieli wyzbyć się naturalności, ale o to, by właśnie delikatność w naturalny sposób była wpisana w nasze wzajemne relacje.

Vencent de Mello