Aleteia

Pokonaj strach przez nieznanym, czyli kilka sposobów na bezstresową przeprowadzkę

© Shutterstock
Udostępnij

Opuszczenie rodzinnego domu, gdzie mamy swój kąt i swoje nawyki, może być dla niektórych skomplikowane, a nawet bolesne, nawet wtedy, gdy za przeprowadzką stoją jakieś pozytywne powody, tj. narodziny dziecka, poważna życiowa zmiana czy nowy projekt. Oto kilka porad, które pomogą nam wychylić głowę znad kartonów i odnaleźć się w nowym otoczeniu.

„Zawsze płakałam, zarówno kiedy się wprowadzałam, jak i kiedy się wyprowadzałam” – wyznaje Anna, która ma za sobą już pięć przeprowadzek. To doświadczenie, zawsze w jakimś stopniu przykre, przypomina przesadzanie drzewa z korzeniami. „Niezależnie od tego, jak ją przeżyjemy, przeprowadzka to zawsze lekcja porzucenia” – twierdzi psychoanalityk Alberto Eiguer.

Zakłada porzucenie znanych punktów odniesienia, ale przede wszystkim więzi emocjonalnych: przyjaciół, sąsiedztwa, znajomych twarzy, przedszkola czy szkoły, parafii, a w szczególności tych drobnych zażyłości, z których utkana jest codzienność. Nawet jeżeli oznacza zmianę na lepsze (niekoniecznie natychmiastową), nawet jeżeli jest z wyboru, przeprowadzka zawsze wiąże się z pewną traumą. Tak, jak w przypadku proroków z Księgi Wyjścia, zmiana miejsca może być trudna, ale zawsze stanowi zaproszenie do podjęcia konkretnej misji. To etap, który pozwala nam się rozwijać, ale pod pewnymi warunkami.

 

Zgoda na to, by nie oglądać się wstecz

Choć oderwanie się od dawnego miejsca zamieszkania może nas dużo kosztować, przy okazji przeprowadzki koniecznie musimy się zmobilizować do tego, aby stworzyć coś nowego, a nie próbować odtworzyć to, jak wcześniej żyliśmy. Christine przeszła przez podobne doświadczenie: „Nasze nowe mieszkanie było stosunkowo niedaleko starego. Na początku chciałam wracać z dziećmi na plac zabaw, gdzie wcześniej się bawiły, ale zmuszałam się, by regularnie chodzić na ten w naszej nowej dzielnicy”.

Chodzi o to, aby zdecydowanie spalić za sobą mosty, aby przekształcić poprzednie więzi w nowe relacje. Przecież nie nauczymy się dostrzegać tego, co najważniejsze, jeśli nie nauczymy się rozstawać. W tym burzliwym okresie szczególnie warto w modlitwie zawierzać Bogu nasz smutek, nasze oczekiwania i rozterki, przyjaciół, których zostawiliśmy oraz tych nowych, a także prosić Ducha Świętego, by pomógł nam dokonać dobrego wyboru w momencie stojących przed nami przeróżnych decyzji.

Przeprowadzka wiąże się z dużym zamieszaniem i mnóstwem formalności. Potrzeba wielu miesięcy, aby się ze wszystkim uporać. Nie bójmy się otwarcie przyznać, że to męczące doświadczenie, tak fizycznie, jak i psychicznie, i pomieszkać przez pewien czas na walizkach (pod warunkiem, że taki stan nie będzie się przeciągał w nieskończoność). Wtedy uda nam się dać krok do przodu.

 

Moment na podsumowanie, czyli otwiera się nowy rozdział

Sprzątanie, oznakowanie swojego terytorium, uporządkowanie swoich rzeczy i uroczysta „parapetówka” to cztery elementy, które sprawią, że przeprowadzka będzie pierwszą stroną rozpoczynającego się w naszym życiu nowego rozdziału. Zachodzi ona bowiem w wymiarze nie tylko osobistym, ale również społecznym. Ta faza ponownego przystosowania się daje dużo satysfakcji, ponieważ pociąga za sobą zmianę i nowe nadzieje, wyznacza symboliczny przełom. Dla wielu osób jest okazją do sporządzenia bilansu z etapu, który odchodzi w przeszłość, do zamknięcia poprzedniego rozdziału.

W przypadku Catherine i Franka przeprowadzka zawsze rodziła następujące pytania: „Jak pragniemy urządzić się w nowym miejscu? Jakiego typu relacje chcemy budować? Z kim?”. Przeprowadzka daje okazję do tego, by stanąć w prawdzie, czasami by się uwolnić, odkryć nowe ścieżki rozwoju i służby.

 

Odważ się integrować

Rodzice powinni w pierwszej kolejności pomóc dzieciom nawiązać relacje z nowym otoczeniem: ich integracja będzie zależała od nastawienia. Pozytywnego: „Ale fajnie! Nowe twarze, nowe miejsce i mnóstwo rzeczy do odkrycia”, albo negatywnego: „Co ja robię w tej dziurze? Nie ma tu nic do roboty ani żadnej znajomej osoby!”.

Tym, którzy często się przeprowadzają albo zmieniają miejsce na bardzo krótko, może być trudno wciąż zaczynać od nowa. „Kiedy wiadomo, że po roku skądś wyjedziemy, trudno wykrzesać z siebie siły, aby się integrować: po co się wysilać, by nawiązać nowe znajomości, skoro ponownie je utracimy i znowu znajdziemy się w punkcie wyjścia?” – zastanawia się Constance, żona żołnierza. Dodaje jednak: „Im bardziej zależy nam na szybkiej aklimatyzacji, tym większa szansa na integrację z otoczeniem, niezależnie od tego jak długo planujemy gdzieś pozostać”.

Inni rzadko robią pierwszy krok. Trzeba wyjść im na spotkanie, ale bez narzucania się. Pokora to słowo klucz w procesie integracji. Należy pozwolić sobie pomóc, poprosić sąsiadów o przysługę czy wskazówki, aby w miarę bezboleśnie uporać się ze sprawami biurokratycznymi, zrobić rekonesans w zakresie przydatnych adresów w okolicy (restauracji, lekarzy, usług typu szewc, pralnia, dobrze zaopatrzonych sklepów spożywczych etc.).

Warto też mieć rozeznanie w kwestii zaplecza zawodowego naszych sąsiadów. Czasami trzeba wyjść z inicjatywą, aby stworzyć okazję do spotkania, zaprosić sąsiadków na lampkę wina czy też przyjąć zaproszenie na kawę w grupie matek z sąsiedztwa. Parafia i szkoła to przestrzenie szczególnie sprzyjające integracji. Dzieci często pomagają nam przełamać lody, wymieniać się spostrzeżeniami, wzajemnie sobie pomagać.

Osamotnione rodziny również szukają kontaktu ze wspólnotą parafialną, miejscem odnowy duchowej i budowania braterskich więzi. Opatrzność, która stawia na naszej drodze odpowiednie osoby we właściwym czasie, tylko czeka na nasz akt zaufania: „Nasza sąsiadka z góry miała córki bliźniaczki tylko pół roku starsze od naszych bliźniąt. Bardzo się wzajemnie wspierałyśmy – wspomina Mary. Wprowadziła mnie do swego kręgu przyjaciół”. Warto sobie uświadomić, że w przeprowadzce można również dostrzec okazję do tego, by odkryć nowy region, różne jego zakątki wraz z całym dziedzictwem historycznym i kulturowym.

Wcale nie trzeba czekać na moment, aż nasze gniazdko będzie całkowicie gotowe, żeby poczuć się jak u siebie. Z upływem czasu na pewno uda nam się zapuścić korzenie. „W pierwszym roku budujemy; w drugim roku scalamy, umacniamy; a w trzecim zaczynamy zbierać owoce z wykonanej pracy” – podsumowuje Anne. Obecnie to ona wita nowych lokatorów w swoim budynku.

Raphaëlle Simon