Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

2019 bez Aletei? Z Tobą damy radę!      WESPRZYJ NAS

Aleteia

Pier Giorgio Frassati w podróży

Kamil Szumotalski/ALETEIA
Udostępnij

Relikwie błogosławionego odwiedziły Warszawę.

Kliknij tutaj, by przejrzeć galerię

Wizytacja biskupów? Bierzmowanie? Odpust w parafii? Takie pytania zapewne zadawali sobie w duchu przechodnie, którzy w sobotnie przedpołudnie znaleźli się w okolicach parafii św. Dominika na warszawskim Służewie. Sztandary, krzyż, ojcowie ubrani w stuły i kilkaset osób zebranych przed kościołem wyraźnie dawało znać, że czekają na kogoś bardzo ważnego.

Kiedy przez bramę parafii wjechał samochód oklejony barwami Światowych Dni Młodzieży i zdjęciem Pier Giorgia Frassatiego, wszystko stało się jasne. Warszawa stała się kolejnym miejscem, które odwiedził „człowiek ośmiu błogosławieństw”.

Poruszenie, jakiego doświadczali ludzie, było już samo w sobie niesamowitym przeżyciem. Kiedy młodzi mężczyźni wnosili trumnę do kościoła, wiele osób przeciskało się przez tłum, żeby „dotknąć się chociaż frędzli jego szat”. Bliskość ze świętym, dzieci przytulające się do trumny, łzy radości, twarze rozpromienione szczęściem.

Błogosławiony Piotr miał wielu przyjaciół za życia, ale jak pokazuje każdy kolejny dzień peregrynacji, z każdym dniem grono jego przyjaciół się poszerza. Nic dziwnego. Frassati przez wielu uznawany jest za bardzo skutecznego orędownika. „Ciemny Typ”, przed którego prośbami sam Bóg zdaje się być bezradny.

Świętość przyciąga. Świadectwem tego była każda osoba obecna tego dnia w kościele.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail
2019 bez Aleteia.pl? Nie musi tak być!

Wierzę, że Aleteia.pl stała się dla Ciebie ważnym miejscem w Internecie i że nie wyobrażasz sobie, by nagle miała zniknąć. Niestety, w 2019 roku możemy liczyć na zdecydowanie mniejsze wsparcie ze strony zagranicznych katolickich sponsorów i inwestorów. Ta sytuacja sprawiła, że istnienie Aleteia.pl – która, paradoksalnie, rozwija się z sukcesami – stanęło pod znakiem zapytania. Bardzo potrzebujemy Twojej pomocy, bo bez niej nie damy rady kontynuować naszej misji ewangelizacyjnej.

Z Tobą damy radę!