Aleteia

W pułapce perfekcjonizmu. Jak przestać się wpędzać w ciągłe poczucie winy

Udostępnij
Komentuj

Łatwo poddajemy się presji perfekcjonizmu. Kiedy tylko rano otwieramy oczy, przełączamy się na tryb „muszę”. A jak się coś nie uda, to dopada nas ogromne poczucie winy.

Odczuwamy presję bycia dobrą matką, żoną, kobietą sukcesu, pracownikiem miesiąca. Chcemy być wszystkim na raz. Chcemy być kobietami, którym wszystko się udaje. Rozdarte między oczekiwaniami wobec siebie a brutalną rzeczywistością, doświadczamy bolesnego rozczarowania.

W naszych przepastnych torebkach trzymamy zapisane po brzegi notesy pełne zadań i planów do zrealizowania z nadzieją, że pod koniec dnia odhaczymy nasze potencjalne sukcesy. Gorzej, gdy dzieje się inaczej.

„Znowu pseudointelektualne gadanie”. Na pewno takie myśli pojawią się w Twojej głowie, kiedy zaczniesz czytać ten tekst. Z przekonaniem, że wszystko już wiesz, wrócisz do swoich obowiązków i będziesz się zastanawiać, co jeszcze dziś musisz zrobić. Albo czego jeszcze nie zrobiłaś. Wtedy właśnie się zaczyna.

 

Niewystarczające życie

Skoro inni mają tak świetnie zorganizowane życie, dlaczego mi się to nie udaje? Czytamy o kobietach, które w młodym wieku mają własny biznes, świetnie planują swój każdy dzień, jeszcze ugotują dzieciom obiad, przygotują same czterodaniową kolację dla znajomych i stać je na wakacje w apartamencie nad oceanem. Ty znowu rano zaspałaś, nie skończyłaś projektu, pokłóciłaś się z mężem, a mieszkanie przypomina stan po przejściu huraganu. W takiej sytuacji są dwa wyjścia: można zaparzyć sobie kawę, odetchnąć po całym szalonym dniu i pomyśleć, że przecież nic się takiego nie stało albo wpaść w poczucie winy. Co najczęściej wybieramy? Opcję drugą. Jesteśmy złymi kobietami. Jesteśmy nie dość piękne, przedsiębiorcze, zorganizowane i pracowite. Stajemy się kłębkiem frustracji i rozczarowania sobą i swoim życiem. Czy to ta kobieta sukcesu z okładki magazynu nam to wypomina? Nie, to my same robimy sobie krzywdę.

 

Bądź dla siebie dobra

Czasem jedynym i naszym największym wrogiem jesteśmy my same. Poddajemy się presji perfekcjonizmu. Kiedy tylko rano otwierałam oczy, przełączałam się na tryb „muszę”. Muszę dziś zrobić zdjęcia na bloga, muszę napisać tekst, muszę zaplanować moje życie na najbliższych kilka lat i jak najszybciej otworzyć swój biznes. Jeśli tego nie zrobię, to skończy się świat. Byłam jednym wielkim, chodzącym wyrzutem sumienia, bo znowu mi się nie udało, bo nie daję z siebie wszystkiego. Jakby to, co robię i czego nie robię, świadczyło o mojej wartości. Przestają mnie wtedy cieszyć małe rzeczy: rozmowa z Narzeczonym przy popołudniowej kawie, leniwy spacer nad Wisłą czy wypad za miasto. Poczucie winy bywa silniejsze. Jak często wpadamy w taką pułapkę!

Znam jednak receptę na nasze wyolbrzymione wymagania. Ja wiem, nie powinnam pisać takich brzydkich wyrazów, ale od pewnego czasu, gdy tylko zaczynam wywierać na sobie niezdrową presję, powtarzam sobie: „Magda, odpieprz się od siebie”. Uwierzcie, to działa! Skąd się to wzięło? Przeczytałam ostatnio tekst nieżyjącego już profesora Wiktora Osiatyńskiego:

Wstać rano, zrobić przedziałek i się odpieprzyć od siebie. Czyli nie mówić sobie: muszę to, tamto, owo, nie ustawiać sobie za wysoko poprzeczki i narzucać planów, którym nie można sprostać. (…) Jeśli człowiek chce za dużo osiągnąć, zaplanować, zrealizować, to jest stale z siebie niezadowolony. A może po to, by być z siebie zadowolonym, wystarczy robić rzeczy, które są potrzebne, godziwe, warte, dobre, bez wymagania od siebie więcej niż można osiągnąć.

Za każdym razem, gdy to czytam, wracam do równowagi. To nie znaczy, że mam nie planować, nie stawiać sobie celów. Ale czy gdy zamiast wymarzonej kolacji przygotuję kanapki z żółtym serem, z piekarnika wyjmę zakalec i nie będę miała siły pracować po nocy – czy wtedy mam myśleć o sobie źle? Mam prawo gorzej się czuć, być zmęczona i smutna. W jednej chwili nie zostanę też panią prezes własnej firmy ani idealną matką przyszłych geniuszy. To taka ulga, gdy myślę, że na wszystko przychodzi czas i nic nie muszę!

Dlatego proszę cię, bądź dla siebie dobra. Miej w sobie pokój.

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail