Aleteia

Czy katolik może popierać legalizację marihuany?

pixabay.com
Udostępnij
Komentuj

W Polsce trwa dyskusja o marihuanie medycznej. Padają gorące argumenty za jej legalizacją i przeciwko. Po której stronie może i powinien stanąć w tej dyskusji katolik?

Z dużym natężeniem emocjonalnym wróciła w Polsce dyskusja o marihuanie medycznej. Padają gorące argumenty za jej legalizacją i przeciwko. Po której stronie może i powinien stanąć w tej dyskusji katolik?

Sformułowanie odpowiedzi na tak postawione pytanie bardzo utrudnia fakt, że mało kto dysponuje rzetelną wiedzą związaną z tematem. Media przedstawiają przede wszystkim stanowiska lobbystów jednej lub drugiej opcji. Ich celem jest przekonanie odbiorców do swojego poglądu, co zwykle wpływa na dobór prezentowanych faktów i argumentów.

Niestety, człowiek, który tylko na tej podstawie usiłuje sobie wyrobić zdanie, łatwo może się stać przedmiotem manipulacji, ponieważ otrzymuje wiedzę fragmentaryczną i wybiórczą, podlaną odwołaniami do uczuć wyższych lub straszeniem wyolbrzymionymi zagrożeniami.

Papież Franciszek mówi o narkotykach w bardzo ostrych słowach. Podczas niedawnej pielgrzymki do Meksyku (w lutym br.) zaapelował do tamtejszych biskupów o odważny sprzeciw wobec handlu narkotykami. Mówił o „komercjalizacji śmierci” i „nowotworze, który pożera”.

Wcześniej, w 2014 roku, przemawiając do uczestników międzynarodowej konferencji poświęconej walce z narkotykami, stwierdził jednoznacznie, że narkotyk jest złem, a wobec zła nie można iść na ustępstwa czy kompromisy.

Legalizacja, choćby częściowa, tak zwanych «miękkich narkotyków» nie tylko jest co najmniej wątpliwa pod względem legislacyjnym, ale także nie przynosi pożądanych efektów” – stwierdził papież, dodając, że stosowanie narkotyków zastępczych nie jest skuteczną terapią, lecz zakamuflowaną formą kapitulacji wobec zjawiska narkomanii. „Po prostu: «nie» dla wszelkiego rodzaju narkotyków” – mówił Franciszek.

Niektórzy komentatorzy medycznego zastosowania marihuany zwracają uwagę, że jej los przypomina to, co się działo niegdyś z kwestii morfiny. Ta wyizolowana chemicznie w 1804 roku substancja jest dzisiaj uznawana za środek, którego stosowanie przede wszystkim w zwalczaniu bólu nie budzi szczególnych kontrowersji. Raczej nikt nie przytacza argumentu, że jej masowe stosowanie w czasie wojny secesyjnej doprowadziło do uzależnienia wielu żołnierzy.

Z drugiej strony warto przypomnieć, że ludzie reprezentujący Kościół przedstawiali, a nawet polecali niegdyś tytoń jako środek leczniczy, ponieważ nie zdawano sobie sprawy, że szkodzi zdrowiu i uzależnia. Wiedza ma ogromny wpływ na ocenę moralną stosowania używek.

W Internecie można znaleźć informacje o wypowiedziach biskupów niektórych krajów (np. Filipin, Meksyku) na temat medycznej marihuany. Kilka miesięcy temu pojawił się też głos polskiego hierarchy. Jeden z portali zapytał o to emerytowanego prymasa Polski, abp. Henryka Muszyńskiego. „W lekach są różne substancje, ważna jest intencja, w której to się podaje, a w tym przypadku marihuanę podaje się do celów leczniczych. To w dużym stopniu decyduje o tym jak należy takie przypadki oceniać” – powiedział m. in. arcybiskup.

W tym samym artykule zdecydowanie negatywnie wypowiedział się duszpasterz uzależnionych, o. Tomasz Aleksiewicz OP. W dopuszczeniu marihuany do celów medycznych dostrzegł furtkę, „tylne drzwi” prowadzące do całkowitego zalegalizowania tego narkotyku. Zdaniem abp. Muszyńskiego „wszystko zależy od tego, jakimi warunkami się to obwaruje”.

Katechizm Kościoła katolickiego o narkotykach wypowiada się w części poświęconej piątemu przykazaniu Dekalogu – nie zabijaj. „Używanie narkotyków wyrządza bardzo poważne szkody zdrowiu i życiu ludzkiemu. Jest ciężkim wykroczeniem, chyba że wynika ze wskazań ściśle lekarskich” – czytamy w punkcie 2291.

Z tego sformułowania jasno wynika, że decyzja o medycznym zastosowaniu narkotyków, a więc także marihuany, zdaniem Kościoła katolickiego, należy do lekarzy. Powinni ją podejmować, kierując się dobrze uformowanym sumieniem i fundamentalną zasadą przypisywaną Hipokratesowi: „Primum non nocere” – przede wszystkim nie szkodzić.

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail