Aleteia

„Wyrodna” matka na lotnisku. Pomyśl, zanim ocenisz

Udostępnij
Komentuj

Jak łatwo przychodzi nam ocenianie innych ludzi. I wytykanie im błędów, nawet tych rzekomych. Historia Molly, z której w mediach społecznościowych zrobiono wyrodną matkę, jest tego przykładem.

Oszczerstwo to grzech polegający na mówieniu źle o innych lub na wyjawianiu ich wad i błędów bez jakiegokolwiek słusznego powodu. Niestety w mediach społecznościowych zbyt łatwo dochodzi do ataków na nieznane osoby oraz do pozbawiania ich dobrego imienia.

Zła matka?  

Celem takiej nagonki stała się niedawno Molly Lensing. Jej zdjęcie obiegło wirtualny świat. Widać na nim siedzącą na krześle Molly, u której stóp na ręczniczku rozłożonym na podłodze lotniska leży dwumiesięczna córeczka. Miliony internautów oceniło kobietę jako wyrodną, nieczułą, szaloną i okropną matkę.

Reprodução/O Catequista

Co się wydarzyło na lotnisku? Delta Airlines wkrótce wydało oświadczenie, biorąc na siebie odpowiedzialność za sytuację. Molly miała rezerwację na poniedziałkowy lot, który został odwołany. Przewoźnikowi skończyły się vouchery, aby opłacić nocleg w pobliskim hotelu. Wobec tego Molly nie miała wyjścia – wraz z malutką córeczką spędziła noc na podłodze lotniska.

Zdjęcie, które stało się przyczyną medialnego linczu, zostało zrobione następnego dnia (!), gdy zmęczona oczekiwaniem na przesunięty lot Molly dzwoniła do rodziców. Prosiła, by przyjechali po nią i córkę na lotnisko.

Dobra matka!

Spróbujmy to sobie wyobrazić. Kobieta spała na podłodze, obok dziecka. Obudziła się i chwyciła za komórkę, aby zatelefonować. Właśnie wtedy zjawił się ktoś, kto ją sfotografował i upowszechnił zdjęcie na portalach społecznościowych, dodając odpowiedni komentarz.

Nieuczciwa akcja nie zakończyłaby się takim sukcesem, gdyby ludzie nie pomogli w rozpowszechnieniu zdjęcia Molly i nie dolewali oliwy do ognia oszczerstw. A przecież wystarczyło trochę pomyśleć. I zastanowić się, co się kryje za fotografią. Może historia, która usprawiedliwiłaby zachowanie matki?

 

Artykuł ukazał się w portugalskiej edycji portalu Aleteia.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail