Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Ks. Wojciech Węgrzyniak: Na jakiego Jezusa czekasz w Adwencie?

SZOPKA BOŻONARODZENIOWA
Pixabay | CC0
Udostępnij

My w Polsce jesteśmy bardzo wyczuleni na Najświętszy Sakrament, a mniej – na bliźniego. A przecież to są dwa oblicza tej samej rzeczywistości, Słowa, które stało się Ciałem, Boga, który już przychodzi zanim ostatecznie przyjdzie.

Małgorzata Bilska: Co to znaczy, że Adwent jest czekaniem?

Ks. dr Wojciech Węgrzyniak: Adwent jest czekaniem na Chrystusa w podwójnym wymiarze. Czekamy w liturgii na Boże Narodzenie, wchodząc niejako w rolę Żydów, którzy czekali na przyjście Mesjasza. Czekamy też na przyjście Chrystusa na końcu czasów, na paruzję. Patrzymy w przeszłość, jednoczymy się z ludźmi, którzy czekali przez wieki na Chrystusa. Ale i w przyszłość, wybiegamy do tego, co nas dopiero czeka.

 

Maryja i Józef czekali na Jezusa przez dziewięć miesięcy. Można to jakoś porównać do Adwentu?

Wspólnym mianownikiem jest Chrystus. On na pewno przyjdzie. Będzie bardziej konkretny, niż słowo, które słyszała Maryja, niż Chrystus, który już jest obecny pośród nas nie tylko w słowie. Wydaje się, że Jezus jest megakonkretny, dotykamy Go przecież w Eucharystii, spożywamy. A jednak to jeszcze nie to…

 

Czekanie na święta obejmuje pierwszą gwiazdkę, prezenty, pasterkę. Celem jest…?

Będę monotematyczny. Celem jest Chrystus. Chodzi o spotkanie z kimś, kto żyje, kocha mnie i jest tak fenomenalny, że wszystko przy nim nabiera innego sensu i wartości. Nasz podstawowy problem polega na tym, że nie chcemy, żeby Chrystus przyszedł. Mówimy codziennie „przyjdź królestwo Twoje”, ale tak naprawdę nie chcemy, żeby Adwent się skończył. Bo jeśli koniec Adwentu oznacza koniec świata, to nie wiem, ilu z nas naprawdę tego chce. Może kiedyś, potem, ale nie teraz. Może ci, co mają kredyty, by chcieli…

 

Zwłaszcza we frankach…

O, tak, koniec świata rozwiązałby problem wszystkich dłużników. Ale nie tylko. Im ktoś więcej ma na ziemi, tym bardziej może się okazać, że nie ma wewnętrznego pragnienia bycia z Chrystusem. Może jeśli ktoś straci dziecko, męża czy żonę, to chciałby się z nim już zobaczyć w niebie. Tęskni jak apostołowie. Oni wiedzieli, kogo stracili. Św. Paweł musiał ich aż upomnieć, bo niektórzy nie pracowali, myśląc, że Jezus wkrótce powróci. Gdybyśmy byli przekonani, że za kilka dni przyjdzie Chrystus, kto by poszedł do roboty?

 

Żydzi do dziś czekają na przyjście Mesjasza. Nie można im zarzucić, że go nie wypatrywali. Coś przegapili?

Z naszego punktu widzenia można powiedzieć, że przegapili. Przynajmniej niektórzy, bo przecież chrześcijaństwo wyrosło z wiary Żydów, że to Jezus jest Mesjaszem. Dopiero potem dołączyli poganie. Z perspektywy Żydów, którzy nie uwierzyli w Jezusa, to my uchwyciliśmy się nadziei, która nie jest nadzieją. Uwierzyliśmy w człowieka, który nie jest Mesjaszem, tylko rewolucjonistą, odszczepieńcem. Oni czekają na prawdziwego Mesjasza i wierzą, że przyjdzie.

 

Czyli na kogo?

Pojęcie Mesjasza pojawia się zwłaszcza po niewoli babilońskiej. Mogło to wynikać z faktu, że po niewoli egipskiej Żydzi tęsknili za Ziemią Obiecaną. Przyszli do niej i okazało się jednak, że nie jest ziemią rajską, będą musieli ją opuścić, nawet świątynia jerozolimska zostanie zburzona. Pojawiło się zatem pytanie: czemu Ziemia Obiecana nie jest rajem na ziemi? Bo jeszcze nie ma Mesjasza. Kiedy on przyjdzie, odnowi wszystko.

Mamy wiele fragmentów w Starym Testamencie, które wspominają o Mesjaszu. Narodzi się w Betlejem (Mi 5), będzie pochodził z rodu Dawida (Iz, 11), narodzi się z dziewicy (Iz 7), będzie cierpiącym sługą Pana (Iz 53), cichy, pokorny, jadący na oślątku (Za 9), przebity (Za 12; Ps 22). Bardzo często jest mowa o tym, że jak on przyjdzie, to Izrael zostanie wyzwolony, a inne narody uznają, że Bóg Izraela jest jedynym i prawdziwym Bogiem. Nawet zwierzęta pogodzą się ze zwierzętami i z ludźmi (Iz 11). Nastanie pokój. Micheasz mówi: „On będzie pokojem” (Mi 5,4), a Izajasza nazywa go „Księciem pokoju” (9,5).

 

Zapowiedzi były, ale trudno się oprzeć wrażeniu, że Bóg im sprawy nie ułatwił… Dziewica była mężatką. Król z rodu Dawida urodził się w stajni.

Jest taki świetny tekst u św. Jana, trochę taka ironia Janowa. Kiedy Żydzi dyskutują, czy Jezus jest Mesjaszem, pada argument, że absolutnie nie, bo Mesjasz powinien się urodzić w Betlejem! (por. J 7,42). Wszyscy byli przekonani, że Jezus narodził się w Galilei, bo przecież tam mieszkali. Nikt nie wpadł na to, że był spis powszechny i mógł urodzić się gdzie indziej.

Był jeszcze jeden problem. Od czasów machabejskich był bardzo mocny przechył w stronę interpretacji, że Mesjasz musi wyzwolić naród Izraela w sensie politycznym. Jeszcze przed wniebowstąpieniem uczniowie Jezusa pytali go, kiedy przywróci królestwo Izraela (por Dz 1,6). Zaskakujące, że do końca byli przekonani, że chociaż Jezus zachowuje się inaczej, to tak naprawdę przygotowuje się do tego, żeby ich wyzwolić. Dlaczego? Bo najważniejszą historią dla narodu żydowskiego było wyjście z Egiptu. A drugą powrót z niewoli babilońskiej. Więc jak przyjdzie Mesjasz, to musi być kolejne wyzwolenie, tym razem spod panowania Rzymu.

Tymczasem wyzwolenia w przeszłości były tylko i aż zapowiedzią ostatecznego wyzwolenia z grzechu, a nie z politycznej opresji, bo to grzech, a nie obce narody, uciskają nas najbardziej.

 

My też mamy własne oczekiwania wobec Jezusa. Spodziewamy się króla na miarę naszych wyobrażeń. Jak go rozpoznać, gdy przyjdzie?

Żeby rozpoznać ciało, trzeba słuchać słowa. Nie pomylić, które słowo staje się ciałem. Żydzi słuchali słowa selektywnie, pamiętali o wyzwoleniu Izraela, ale o pokorze i oślątku, o cierpiącym słudze Pańskim – nie.

Może być tak, że Jezus nie będzie pasował do naszej koncepcji Jezusa, bo go ciągle słuchamy selektywnie. Jedyne lekarstwo to niesamowita pokora wobec swoich wyobrażeń i czytanie całościowo Biblii. Jezus może przyjść w biedaku, w bogaczu, potężny albo słaby.

 

W tym, kogo nie lubię?

Też. Dlatego trzeba ciągle zadawać pytanie, czy mój Jezus to prawdziwy Jezus? Papież Franciszek przypomina w Amoris Laetitia, że ciałem Jezusa jest również drugi człowiek. Jeżeli nie przyjmujesz biednego, czyli Ciała Chrystusa, to jak możesz przyjmować Eucharystię, Ciało Chrystusa? Nie da się odrzucać człowieka i przyjmować Boga.

My w Polsce jesteśmy bardzo wyczuleni na Najświętszy Sakrament, a mniej – na bliźniego. A przecież to są dwa oblicza tej samej rzeczywistości, Słowa, które stało się Ciałem, Boga, który już przychodzi zanim ostatecznie przyjdzie.

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail