Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Edyta Stein, Jean-Marie Lustiger, Roman Brandstaetter. Co dla ich chrześcijaństwa znaczyło żydowskie pochodzenie?

EAST NEWS
Udostępnij

„Otrzymałem wiarę, otrzymałem chrzest, ale do końca pozostałem Żydem, jak wszyscy apostołowie” – były arcybiskup Paryża.

W czerwcu 2009 roku Episkopat Polski przyjął poprawiony tekst wielkopiątkowej modlitwy za Żydów, naród pierwszego wybrania. Poprawka pozornie niewielka, ale bardzo istotna. W wyniku pierwszego, błędnego tłumaczenia wezwanie brzmiało bowiem: Módlmy się za Żydów, którzy niegdyś byli narodem wybranym. Niegdyś? A teraz już nim nie są? Przecież święty Paweł wyraźnie pisze, że do Izraelitów należą przybrane synostwo i chwała, przymierza i nadanie Prawa, pełnienie służby Bożej i obietnice. Do nich należą praojcowie, z nich również jest Chrystus według ciała.

Wybranie Izraela trwa nadal. Nigdy nie zostało przez Boga odwołane. Dzieci narodu wybranego wciąż wyczekują obiecanego im Mesjasza. Pius XI stwierdził kiedyś, że z duchowego punktu widzenia wszyscy jesteśmy Semitami. Dzień Judaizmu to dobra okazja, by przyjrzeć o trojgu dzieciom Izraela, które rozpoznały Oczekiwanego w Rabbim z Nazaretu.

Edyta Stein

Urodzona we Wrocławiu, wychowana w wierzącej rodzinie żydowskiej. Sama – już jako czternastolatka – uważała się za ateistkę. Studiowała we Wrocławiu i w Getyndze, gdzie kontynuowała karierę naukową. Wybitna uczennica twórcy fenomenologii, Edmunda Husserla była jedną z pierwszych kobiet, które w XX wieku uzyskały tytuł doktorski z filozofii.

Dzięki przyjaciołom ze środowiska akademickiego na nowo odkryła wiarę. Przyjęła chrzest, a jedenaście lat później została karmelitanką. Jako chrześcijanka ponownie odnalazła swoją żydowską tożsamość. W jednym z listów do spowiednika pytała, czy rozumie, ile znaczy dla niej być córką narodu wybranego i nie tylko duchowo, ale i według krwi należeć do Chrystusa. Do głębi przejęła się tym, że z Jezusem łączą ją więzy krwi – tej samej, którą On wylał za zbawienie świata. W zakonie przyjęła imię Teresy Benedykty od Krzyża – krzyża, na którym się to stało.

Pokrewieństwo z Jezusem było dla Edyty czymś bardzo realnym. Do samego końca. Gdy gestapowcy przyszli do klasztoru w holenderskim Echt, aby aresztować zakonnicę Żydówkę i jej rodzoną siostrę, Edyta powiedziała do Róży: Chodź, idziemy cierpieć za swój lud. Swoją Golgotę znalazła w komorze gazowej obozu Auschwitz 9 sierpnia 1942 roku.

Kard. Jean-Marie Lustiger

Syn polskich Żydów z Będzina, którzy wyemigrowali do Francji, Aron Lustiger przeżył wojnę. W 1939 roku opuścił Paryż i został oddany pod opiekę zaprzyjaźnionej katolickiej rodziny z Orleanu. Niespełna czternastoletni Lustiger postanowił wówczas wbrew woli najbliższych zostać katolikiem. Na chrzcie przyjął imię Jean-Marie. Po wojnie studiował na Sorbonie. Dwa lata później wstąpił do seminarium i w Wielkanoc 1954 roku przyjął święcenia kapłańskie.

Był charyzmatycznym duszpasterzem środowisk akademickich i studenckich, nieszablonowym proboszczem jednej z prestiżowych paryskich parafii, wreszcie biskupem Orleanu, arcybiskupem Paryża i kardynałem, bliskim współpracownikiem i przyjacielem Jana Pawła II. Jego niepospolity intelekt, szerokie horyzonty i silny charakter jednych fascynowały, a irytowały innych. Nie pozostawiały jednak miejsca na wątpliwość co do tego, że Lustiger był osobowością wyjątkowego formatu.

Zmarł 5 sierpnia 2007 roku. Pochowano go w krypcie katedry Notre-Dame. Zgodnie z wolą zmarłego uroczystości pogrzebowe rozpoczęli żydowscy krewni odmawiając nad jego trumną tradycyjny kadisz i wsypując do stojącej na niej misy ziemię z Ogrodu Oliwnego w Jerozolimie oraz Klasztoru Kuszenia koło Jerycha.

Kardynał arcybiskup Paryża osobiście ułożył też epitafium umieszczone przy jego trumnie: Moimi patronami byli arcykapłan Aaron, święty Jan – umiłowany uczeń i Matka Boża, Służebnica Słowa. Otrzymałem wiarę, otrzymałem chrzest, ale do końca pozostałem Żydem, jak wszyscy apostołowie.

Roman Brandstaetter

Wychował się w wierzącej rodzinie Żydów z Tarnowa. Przed wojną uzyskał tytuł doktorski na Uniwersytecie Jagiellońskim i prowadził cokolwiek burzliwą działalność pisarsko-publicystyczną w duchu syjonistycznym. W wyniku wojennej zawieruchy, w której stracił wszystkich swoich bliskich, znalazł się w Jerozolimie. Tam pewnej grudniowej nocy, patrząc na gazetową reprodukcję wizerunku umęczonego Chrystusa rozpoznał i uznał w Nim Boga.

Wyjechał do Rzymu, gdzie przyjął chrzest, a niedługo potem zawarł sakramentalne małżeństwo. W 1948 roku wrócił do Polski, gdzie chciano zrobić zeń pisarza na usługach partii komunistycznej. Stanowczy opór Brandstaettera w tej materii był przyczyną wieloletnich szykan. Mimo to tworzył nadal – prozę, poezję, dramaty. Dzieło życia pisarza, czterotomową powieść „Jezus z Nazarethu” zgłoszono do literackiej Nagrody Nobla.

Brandstaetter twierdził, że nie da się naprawdę zrozumieć Chrystusa zapominając o tym, że był On wierzącym Żydem. Tetralogia w niesamowicie sugestywny, a jednocześnie absolutnie wierny Ewangelii sposób ukazuje więc czytelnikowi Jezusa w kontekście jego żydowskiego pochodzenia, języka, kultury i religii judaistycznej.

Pod koniec życia na jednym z wieczorów autorskich ktoś nieopatrznie spytał go o historię jego „nawrócenia”. Brandstaetter wybuchł (a trzeba wiedzieć, że był cholerykiem w pełnym tego słowa znaczeniu). Dlaczego? Nawrócić może się „goj”, a on nigdy „gojem” nie był. W moim wypadku nie chodzi o nawrócenie, ale o UZNANIE.

Uznanie wiary w bóstwo Chrystusa i uznanie Jego Ewangelii były dla Brandstaettera naturalnym dopełnieniem niełatwej historii jego życia. Jej zwieńczeniem i pogodzeniem. Wyjaśnieniem i ostatecznym sensem wszystkiego, co przeżył i czego doświadczył. Nie nagłą zmianą, ale procesem, który dokonywał się w nim przez lata. Na grobie, do którego zabrał ze sobą garść jerozolimskiej ziemi, kazał wyryć słowa z Listu świętego Jana streszczające jego osobistą historię: Przeszliśmy ze śmierci do życia.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail