Aleteia

Edyta Stein, Jean-Marie Lustiger, Roman Brandstaetter. Co dla ich chrześcijaństwa znaczyło żydowskie pochodzenie?

EAST NEWS
Udostępnij

„Otrzymałem wiarę, otrzymałem chrzest, ale do końca pozostałem Żydem, jak wszyscy apostołowie” – mówił były arcybiskup Paryża.

W czerwcu 2009 roku Episkopat Polski przyjął poprawiony tekst wielkopiątkowej modlitwy za Żydów, naród pierwszego wybrania. Poprawka pozornie niewielka, ale bardzo istotna. W wyniku pierwszego, błędnego tłumaczenia wezwanie brzmiało bowiem: „Módlmy się za Żydów, którzy niegdyś byli narodem wybranym”.

Niegdyś? A teraz już nim nie są? Przecież święty Paweł wyraźnie pisze, że do Izraelitów „należą przybrane synostwo i chwała, przymierza i nadanie Prawa, pełnienie służby Bożej i obietnice. Do nich należą praojcowie, z nich również jest Chrystus według ciała”.

Wybranie Izraela trwa nadal. Nigdy nie zostało przez Boga odwołane. Dzieci narodu wybranego wciąż wyczekują obiecanego im Mesjasza. Pius XI stwierdził kiedyś, że „z duchowego punktu widzenia wszyscy jesteśmy Semitami”. Dzień Judaizmu to dobra okazja, by przyjrzeć o trojgu dzieciom Izraela, które rozpoznały Oczekiwanego w Rabbim z Nazaretu.

 

Edyta Stein

Urodzona we Wrocławiu, wychowana w wierzącej rodzinie żydowskiej. Sama – już jako czternastolatka – uważała się za ateistkę. Studiowała we Wrocławiu i w Getyndze, gdzie kontynuowała karierę naukową. Wybitna uczennica twórcy fenomenologii Edmunda Husserla była jedną z pierwszych kobiet, które w XX wieku uzyskały tytuł doktorski z filozofii.

Dzięki przyjaciołom ze środowiska akademickiego na nowo odkryła wiarę. Przyjęła chrzest, a jedenaście lat później została karmelitanką. Jako chrześcijanka ponownie odnalazła swoją żydowską tożsamość.

W jednym z listów do spowiednika pytała, czy rozumie, ile znaczy dla niej „być córką narodu wybranego i nie tylko duchowo, ale i według krwi należeć do Chrystusa”. Do głębi przejęła się tym, że z Jezusem łączą ją więzy krwi – tej samej, którą On wylał za zbawienie świata. W zakonie przyjęła imię Teresy Benedykty od Krzyża – krzyża, na którym się to stało.

Pokrewieństwo z Jezusem było dla Edyty czymś bardzo realnym. Do samego końca. Gdy gestapowcy przyszli do klasztoru w holenderskim Echt, aby aresztować zakonnicę Żydówkę i jej rodzoną siostrę, Edyta powiedziała do Róży: „Chodź, idziemy cierpieć za swój lud”. Swoją Golgotę znalazła w komorze gazowej obozu Auschwitz 9 sierpnia 1942 roku.

 

Kard. Jean-Marie Lustiger

Syn polskich Żydów z Będzina, którzy wyemigrowali do Francji, Aron Lustiger przeżył wojnę. W 1939 roku opuścił Paryż i został oddany pod opiekę zaprzyjaźnionej katolickiej rodziny z Orleanu. Niespełna czternastoletni Lustiger postanowił wówczas wbrew woli najbliższych zostać katolikiem. Na chrzcie przyjął imię Jean-Marie. Po wojnie studiował na Sorbonie. Dwa lata później wstąpił do seminarium i w Wielkanoc 1954 roku przyjął święcenia kapłańskie.

Był charyzmatycznym duszpasterzem środowisk akademickich i studenckich, nieszablonowym proboszczem jednej z prestiżowych paryskich parafii, wreszcie biskupem Orleanu, arcybiskupem Paryża i kardynałem, bliskim współpracownikiem i przyjacielem Jana Pawła II. Jego niepospolity intelekt, szerokie horyzonty i silny charakter jednych fascynowały, a irytowały innych. Nie pozostawiały jednak miejsca na wątpliwość co do tego, że Lustiger był osobowością wyjątkowego formatu.

Zmarł 5 sierpnia 2007 roku. Pochowano go w krypcie katedry Notre-Dame. Zgodnie z wolą zmarłego uroczystości pogrzebowe rozpoczęli żydowscy krewni, odmawiając nad jego trumną tradycyjny kadisz i wsypując do stojącej na niej misy ziemię z Ogrodu Oliwnego w Jerozolimie oraz Klasztoru Kuszenia koło Jerycha.

Kardynał arcybiskup Paryża osobiście ułożył też epitafium umieszczone przy jego trumnie: „Moimi patronami byli arcykapłan Aaron, święty Jan – umiłowany uczeń i Matka Boża, Służebnica Słowa. Otrzymałem wiarę, otrzymałem chrzest, ale do końca pozostałem Żydem, jak wszyscy apostołowie”.

 

Roman Brandstaetter

Wychował się w wierzącej rodzinie Żydów z Tarnowa. Przed wojną uzyskał tytuł doktorski na Uniwersytecie Jagiellońskim i prowadził cokolwiek burzliwą działalność pisarsko-publicystyczną w duchu syjonistycznym. W wyniku wojennej zawieruchy, w której stracił wszystkich swoich bliskich, znalazł się w Jerozolimie. Tam pewnej grudniowej nocy, patrząc na gazetową reprodukcję wizerunku umęczonego Chrystusa rozpoznał i uznał w Nim Boga.

Wyjechał do Rzymu, gdzie przyjął chrzest, a niedługo potem zawarł sakramentalne małżeństwo. W 1948 roku wrócił do Polski, gdzie chciano zrobić zeń pisarza na usługach partii komunistycznej. Stanowczy opór Brandstaettera w tej materii był przyczyną wieloletnich szykan. Mimo to tworzył nadal – prozę, poezję, dramaty. Dzieło życia pisarza, czterotomową powieść „Jezus z Nazarethu” zgłoszono do literackiej Nagrody Nobla.

Brandstaetter twierdził, że nie da się naprawdę zrozumieć Chrystusa zapominając o tym, że był On wierzącym Żydem. Tetralogia w niesamowicie sugestywny, a jednocześnie absolutnie wierny Ewangelii sposób ukazuje więc czytelnikowi Jezusa w kontekście jego żydowskiego pochodzenia, języka, kultury i religii judaistycznej.

Pod koniec życia na jednym z wieczorów autorskich ktoś nieopatrznie spytał go o historię jego „nawrócenia”. Brandstaetter wybuchł (a trzeba wiedzieć, że był cholerykiem w pełnym tego słowa znaczeniu). Dlaczego? Nawrócić może się „goj”, a on nigdy „gojem” nie był. W moim wypadku nie chodzi o nawrócenie, ale o UZNANIE.

Uznanie wiary w bóstwo Chrystusa i uznanie Jego Ewangelii były dla Brandstaettera naturalnym dopełnieniem niełatwej historii jego życia. Jej zwieńczeniem i pogodzeniem. Wyjaśnieniem i ostatecznym sensem wszystkiego, co przeżył i czego doświadczył. Nie nagłą zmianą, ale procesem, który dokonywał się w nim przez lata. Na grobie, do którego zabrał ze sobą garść jerozolimskiej ziemi, kazał wyryć słowa z Listu świętego Jana streszczające jego osobistą historię: „Przeszliśmy ze śmierci do życia”.