Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Tylko Ty, Twoje dziecko i Wasze rytuały. To bardzo ważne!

LightField Studios/Shutterstock
Udostępnij

Relacja to nie tylko troska w jedną stronę – to wzajemne porozumienie, w którym rodzic także odkrywa coś ze swojego świata.

„Moja córeczka jest ostatnio bardzo niegrzeczna”, poskarżyła się kiedyś moja znajoma na spotkaniu z psychologiem dziecięcym. Kobieta odpowiedziała jej: „Niech się Pani pobawi z nią przez pół godziny dziennie”. Koleżanka była zszokowana; sama pracując jako trener i terapeutka spodziewała się analizy, diagnozy i narzędzi. Zalecenie, które otrzymała w efekcie wizyty, wydało się jej banalnie proste. Jak się okazało, bardzo trafione. Córeczka po kilku dniach stała się innym dzieckiem.

Odkrywam to sama nieustannie, że podstawą wychowywania jest relacja. Gdy nie ma dobrej, głębokiej relacji, trzeba wyciągać artylerię, uciekać się do perswazji, podpierać swój autorytet tonem głosu, wywodami, siłą argumentu.

Gdy w ciągu tygodnia i w ciągu dnia znajduję czas na to, by z dziećmi rozmawiać, posłuchać ich i wiedzieć, czym żyją, albo by razem się po prostu powygłupiać, łatwiej przychodzi mi potem ustalanie z nimi, co i kiedy TRZEBA zrobić.

Gdy jest czas na wspólną beztroskę, łatwiej przychodzi współpraca w ramach obowiązków. I wreszcie, gdy z mojej strony jest szczere przyznanie się do błędu i słabości, dzieci szybciej rozumieją, na czym polega „pomoc mamie”, niż gdy wymusza się ją pretensjami, sarkazmem czy narzekaniem.

Bo relacja to nie tylko troska w jedną stronę – to wzajemne porozumienie, w którym rodzic także odkrywa coś ze swojego świata. Oczywiście, na poziomie dostosowanym do wieku i wrażliwości dziecka. Jednak nie może pozostawać zamkniętą książką, z której poza mantrą słów o tym, co trzeba i kiedy trzeba, nie da się wyczytać nic – żadnych uczuć, wspomnień czy marzeń. Potrzebne jest poznanie siebie nawzajem, na które potrzeba czasu.

To, co zabezpiecza i chroni wszelkie relacje pod słońcem, to rytuał. Rytuał mówi: budowanie relacji z Tobą jest dla mnie ważne. Rytuał – to czas zarezerwowany tylko dla danej osoby, niepodlegający wymianie na co innego; to czas, którego nie można oddać sąsiadowi, pracy czy domowej krzątaninie.

Małżonkowie, którzy nauczyli się zabiegać o więź, znają potęgę rytuału – wyjścia tylko we dwoje, porannej kawy razem, kwadransa rozmowy wieczorem, gdy ważni są tylko oni dla siebie nawzajem.

Jeśli w małżeństwie chronimy relację przed napięciami przez sensownie podjęte rytuały, tak samo możemy troszczyć się o więź z każdym z dzieci. Jak? Możemy mieć nasz rytuał dzienny, jak czytanie przed zasypianiem czy rozmowa, gdy dzieci są już w piżamach.

Warto jednak także zarezerwować jakiś szczególny czas w ciągu tygodnia na zrobienie czegoś jeden na jeden z każdym z dzieci. Ja na przykład bardzo lubię chwile, gdy jadę z najstarszą córką do sklepu zoologicznego i wtedy mamy czas i na rozmowę w aucie bez gwaru ze strony innych pociech, i na wspólne przejście między regałami, i na opowieści o życiu ukochanych przez córkę zwierząt. I jeszcze zahaczamy na małe co nie co w kawiarni.

Sami, jako dorośli, czujemy się ważni wtedy, gdy ktoś poświęca nam swoje sto procent uwagi. Gdy rozmawiam z kimś przez telefon i słyszę dźwięk stukania w klawiaturę, wiem, że otrzymuję tylko połowę koncentracji. Choć gdy to piszę, spostrzegam oksymoron – nie istnieje coś takiego jak „połowa koncentracji”. Koncentracja wymaga zrobienia w sobie miejsca na jedno właśnie tylko zajęcie czy osobę.

Codzienność z dziećmi to jedno wielkie rozproszenie. Dzieciakom nie przeszkadza mówienie jeden przez drugiego; mamie za to nie wadzi robienie przy okazji tysiąca rzeczy, które trzeba zrobić – zawodowo i w domu, a jeszcze często wzywa telefon z jakimiś sprawami, które już trudno odłożyć na jutro.

A przecież dzieci nie przestają sprawdzać, czy są dla nas ważne. Gdy nie mamy czasu albo gdy chcemy działać szybko, robiąc tysiąc rzeczy na raz, będą nas sprawdzać tym bardziej. Aby relacje budować efektywnie, nie da się troski o nie załatwić szybko i jako pięćdziesiątą rzecz w żonglerce multitaskingu.

Możemy narzekać na brak pomysłów, zalatanie i tak wielką ilość obowiązków, że trudno wymyślić, jak ciekawie spędzić czas razem z dzieckiem. Wystarczy jednak skorzystać z prostego klucza: wybrać takie miejsce i okoliczności, które odrywają nas od codziennego zabiegania, a z drugiej strony reprezentują coś ważnego dla świata córki czy syna. Może to być wyprawa na rowery albo na mecz, albo nawet siedzenie razem na łóżku w jego czy jej pokoju i rozmowa. Dla dziecka liczy się to, że nie będzie ważny dla nas wtedy telefon, praca czy obowiązki domowe. Że ważne będzie ono. Najważniejsze na świecie.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail