Aleteia logoAleteia logoAleteia
sobota 25/05/2024 |
Św. Bedy Czcigodnego
Aleteia logo
Styl życia
separateurCreated with Sketch.

5 kroków, by nie być nadopiekuńczym rodzicem

Matka całuje córkę w policzek

Sergiu Birca | Shutterstock

Patricia Bailey - 09.06.17

Jest coraz więcej dowodów na to, że przytłaczające rodzicielstwo produkuje młodych dorosłych, którzy są krusi psychicznie, mniej odporni i brakuje im podstawowych umiejętności życiowych.
Pomóż Aletei trwać!
Chcemy nadal tworzyć dla Ciebie wartościowe treści
i docierać z Dobrą Nowiną do wszystkich zakątków internetu.
Wesprzyj nas

Twoje wsparcie jest dla nas bardzo ważne.
RAZEM na pewno DAMY RADĘ!

Kilka niedawno opublikowanych książek skupia się na problemie nadopiekuńczości rodziców (ang. helicopter parents, czyli rodzice helikoptery), którzy zarządzają swoimi dziećmi w szalonym dążeniu do akademickiego i zawodowego sukcesu. Na krótką metę wzmacniające rodzicielstwo może pomóc dzieciom w zdobywaniu wysokich ocen i zbudowaniu imponującego CV.

Ale istnieje coraz więcej dowodów na to, że przytłaczające rodzicielstwo produkuje młodych dorosłych, którzy są krusi psychicznie, mniej odporni i brakuje im podstawowych umiejętności życiowych.

Jako rodzice chcemy być zaangażowani w życie naszych dzieci i wszyscy mamy dobre intencje. Ale czasami i my potrzebujemy przewodnictwa, drobnych wskazówek, które pomogą nam wspomóc dzieci w długotrwałym sukcesie osiąganym w najważniejszych dziedzinach.

Czworo różnych autorów pokazuje 5 prostych sposobów, które właściwie ukierunkują rodziców i pomogą uniknąć tego, co jeden ze specjalistów nazywa „przytłaczającą rodzicielską pułapką”.

1. Nie bój się powiedzieć „nie”

Dr Robin Berman, autor książki “Permission to Parent: How To Raise Your Child with Love and Limits”, pisze, że wielu nowych rodziców ‒ wciąż cierpiących z powodu surowego traktowania przez własnych rodziców i braku miłości ‒ przechodzi na skrajnie przeciwną stronę pobłażliwości.

W efekcie „cała rodzinna hierarchia upadła, dzieci są pozostawione bez kontroli i rozkazują rodzicom. Z jakiegoś powodu dawanie dzieciom poczucia własnej wartości rozumiane jest jako dawanie im nagród za pokazywanie się, unoszenie się nad ich każdym ruchem, wylewanie nadmiernych pochwał i niemówienie nie w obawie przed zranieniem ich uczuć. Próbując nieustannie im dogadzać i je uszczęśliwiać, osiągnęliśmy coś zupełnie przeciwnego. To wahadło stworzyła nową rasę kruchych dzieci”.

Dr Berman sugeruje, że istnieje „wdzięczne miejsce pośrodku tych rodzicielskich skrajności”, które łączy miłość i ograniczenia, autorytet i uczucia, szacunek i zaufanie. I które zawiera także słowo nie.

2. Pomóż przyjąć odpowiedzialność

Jako rodzice często chcemy wygładzić drogę dla naszych dzieci, usunąć przeszkody i dać im prostą okazję do sukcesu. Ale czasami idziemy za daleko. W książce „How to Raise an Adult: Break Free of the Overparenting Trap and Prepare Your Kid for Success” Julie Lythcott-Haims pisze o tendencji do „uwalniania naszych dzieci z obowiązków takich jak samodzielne budzenie się, pilnowanie własnych rzeczy, robienie posiłków ‒ po części żeby pokazać naszą miłość, po części uczynić życie łatwym i przyjemnym i prawdopodobnie upewnić się, że te rzeczy zostały zrobione poprawnie”, ale niebezpieczeństwo polega na tym, że młoda osoba, której każda potrzeba zostaje zapewniona, straci w końcu umiejętność bycia samodzielną.




Czytaj także:
Dowód na to, że warto pozwolić mężowi zająć się dziećmi po swojemu

Jeden prosty sposób: daj swoim dzieciom domowe obowiązki i odpowiedzialności dopasowane do ich wieku i poziomu dojrzałości. (Bonus dla mam ‒ która nie chciałaby dodatkowej pary rąk do troszczenia się o pranie?).

3. Upraszczanie, upraszczanie, upraszczanie

Czy naprawdę potrzebujemy tych wszystkich harmonogramów w naszym domu? Kim John Payne i Lisa M. Ross w książce „Simplicity Parenting: Using the Extraordinary Power of Less to Raise Calmer, Happier, and More Secure Kids” sugerują inną formę odwagi: mówienie nie nadmiarowi, we wszystkich jego formach.

W oparciu o zasady edukacyjne Waldorfa, autorzy wskazują „cztery warstwy upraszczania”, zaczynając od zredukowania „zagracenia zbyt wielką liczbą zabawek, książek i wyborów”. Potem przechodzą do spowolnienia szalonego tempa życia dzieci, tak żeby mogły mieć wolny czas na nieustrukturyzowaną zabawę. Trzecia warstwa polega na filtrowaniu dorosłych informacji, domowych zmartwień i świadomości naszych dzieci. I w końcu najważniejsza warstwa odnosi się do nadopiekuńczego rodzicielstwa i budowania naszej relacji z dziećmi w oparciu o zaufanie i łączność, a nie lęk.

Ogólny komunikat: mniej znaczy więcej. Nie bój się skracać, przycinać i odpuszczać, żeby coś lepszego i bardziej wartościowego mogło wyrosnąć w przestrzeni, którą uwolnisz.

4. Wartości i charakter, a nie oceny i osiągnięcia

Dzisiejsi rodzice mają często obsesję na punkcie ocen dzieci i zajęć pozalekcyjnych, co kończy się niepoświęcaniem zbyt wielkiej uwagi cnotom takim jak życzliwość i wdzięczność. Ale dr Berman podkreśla, że rodzice nie mogą zrzucać na innych swojej odpowiedzialności za udzielanie głębszych lekcji, dotyczących opieki nad innymi, skromnego posiadania, akceptowania błędów i bycia wdzięcznym za to, co inni robią dla nas.

Haczyk? Najlepszym sposobem na nauczenie tych cnót jest prezentowanie ich w codziennym życiu. Czas wcielić słowa w czyn.


Matka z uśmiechniętą córką

Czytaj także:
Emocje w naszym domu – dlaczego warto o nie dbać?

5. Pozwól dzieciom stawić czoła porażce i ją pokonać

Istnieją momenty, w których dziecko musi doświadczyć porażki ‒ nieudane zadanie domowe, oblany test, zwolnienie z wakacyjnej pracy. W książce „The gift of failure: How the Best Parents Learn to Let Go So Their Children Can Succeed” Jessica Lahey podkreśla, że niektórzy rodzice, napędzani potrzebą udowodnienia, że są kompetentnymi matkami i ojcami, próbują wyrzucić porażki z życia dzieci. W efekcie dzieci czują się „niekompetentne, niezdolne, niegodne zaufania i całkowicie zależne”.

Lahey, która jest jednocześnie nauczycielką angielskiego i mamą, wie, z jakim bólem patrzy się na dziecko walczące z porażką, ale radzi zachować cierpliwość i zaufanie: „Nasze dzieci piszą własne historie, we własnym imieniu, z punktami zwrotnymi wynikającymi z ich fantazji. Narracja nie jest moja i nie mogę perfekcyjnie jej zredagować”.


KLAPSY WYCHOWAWCZE

Czytaj także:
Nie istnieją „wychowawcze klapsy”

Tags:
dziecirodzicewychowanie
Modlitwa dnia
Dziś świętujemy...





Top 10
Zobacz więcej
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail