Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Chętnie pożyczę Ci książkę. Ale pod pewnym warunkiem…

Mężczyzna trzyma w dłoniach starą książkę
Shutterstock
Udostępnij

Niechętnie pożyczam książki. Tym bardziej, jeśli czekają w kolejce do czytania. W stosunku do Ewy zrobiłem wyjątek. Pożyczyłem jej pierwszy tom trylogii Stiega Larssona.

Przeczytała go w kilka dni. Dlaczego nie miałbym pożyczyć jej także drugiego tomu? To właśnie z nim stała się ta rzecz, ten obrzydliwy wypadek z kotem, który brutalnie utwierdził mnie w pasji chomikowania przeczytanych książek i pożyczania, puszczania ich w obieg.

 

Książkowe perypetie

Tytułową bohaterką powieści szwedzkiego pisarza była „Dziewczyna, która igrała z ogniem”. Pisarz już nie żyje od kilku dobrych lat z powodu zawału serca. Nie dowie się więc o tym, co się stało. Na zapaskudzonej stronie rozpoczynała się kolejna akcja kryminalna dowodzona przez komisarza Bublewskiego, ale ja od tej pory nie potrafiłem nic innego w tym miejscu wyczytać prócz historii kota spacerującego po biurku, przy którym Ewa pożerała książkę. Ciekawe, co wcześniej jadł? Ten kot, znaczy. Mimo starań Ewy, by wyczyścić haft zmiksowany w żołądku kota i przelany na papier, żółta plama na tekście pozostała na zawsze.

Moje książki miały różne perypetie. Nie mam na myśli tych, które sam napisałem wlewając w papier przetrawione przeze mnie refleksje, ale te z kolekcji przeczytanych. Opowiadania Moravii zostawiłem w toalecie oddalonej od mojej biblioteki o 400 kilometrów. O długim procesie jej odzyskiwania mógłbym napisać opowiadanie pełne zwrotów akcji, dialogów i rozważań o tym, co w życiu człowieka jest najważniejsze i dlaczego nie są to książki.

Czytaj także: Tsundoku. Dlaczego kupuję książki, których nie czytam

Są w mojej kolekcji powieści, które pamiętają przewrócony wazon z kwiatami, rozlany wosk, a także komara zabitego w połowie akcji stworzonej przez J. M. Coetzee’ego w „Czekając na barbarzyńców”. Dalej tam tkwi zasuszony na wyrazie „haniebny”. Gdy po raz kolejny moja dewocja do drukowanego słowa była szargana jakimś nieszczęśliwym wypadkiem, zacząłem tłumaczyć sobie, że wszelkie ślady tych nieszczęść sprawiają, że książka jest cenniejsza, jedyna, zawiera w sobie dodatkową historię, której nie wymyślił autor podpisany na stronie tytułowej. Plama na okładce, naderwana kartka, postrzępiona obwoluta – to wszystko ma swoją historię, której autor nie przewidział, ale która nie jest wcale mniej interesująca, mniej dziwna, mniej godna uwagi niż opisana przed laty fabuła.

 

Paznokieć dziadka

Przeglądając biblioteczkę moich rodziców natknąłem się na egzemplarz „Pana Tadeusza” ilustrowany bazgrołami małego Wojtusia. Widocznie od dzieciństwa miałem zamiłowanie do książek i choć nie umiałem jeszcze czytać zdarzało mi się zostawiać w nich jakieś ślady mojej obecności. Byłem tam na stronach opisujących Litwę i umizgi Tadeusza do Zosi, jakbym chciał zaznaczyć, że też mam coś do powiedzenia, choć może niekoniecznie na temat.

Na jednaj z półek mojego taty trafiłem na kilka pozycji uwielbianego przez mojego dziadka Józefa Ignacego Kraszewskiego. Pamiętam, że dziadek bardzo szanował książki, nigdy nie zaginał rogów, nie kładł jej rozłożonej tekstem do dołu, nie ślinił palca, gdy przewracał kartki. Miał swój sposób na zaznaczanie miejsca, w którym przerywał lekturę. Ostatnie przeczytane słowo podkreślał długim paznokciem wyhodowanym na małym palcu prawej ręki i wkładał między strony zakładkę zrobioną z wąziutkiego paska papieru. Postanowiłem odnaleźć te maleńkie wgłębienia zrobione pod wyrazami paznokciem dziadka. A jakże! Były tam. Historia życia mojego dziadka była wkomponowana w barwne dzieje polskiego oręża, w polityczne intrygi i bohaterskie czyny. Jego paznokieć-relikwia zostawił nieznaczne blizny w kilku książkach, które po nim zostały.

Czytaj także: Chcesz żyć dłużej? Czytaj!

Gdy stukam w klawiaturę pisząc ten tekst mam świadomość, że niczego nie przenoszę na papier, chociaż mam nadzieję, że zrobi to za mnie drukarka. Jeśli nie, to wówczas wszystko, co napisałem pozostanie obojętne na niestrawność kota, nie zachowa resztek natrętnego komara ani też nie ocali delikatnych wgłębień po paznokciu znaczącym miejsce, od którego należałoby kontynuować czytanie.

Wolę moje poplamione i porysowane książki od komputerowych pikseli udających litery. A w ramach odrywania się od nieuporządkowanych, materialnych przywiązań, chętnie wypożyczę kolejną pozycję z mojej półki przeczytanych książek. Pod jednym jednak warunkiem, że zwracając książkę, w jakimkolwiek będzie ona stanie, opowiesz mi jej historię od momentu, gdy trafiła w twoje ręce.

Czytaj także: Skoro jest tak źle (z czytelnictwem), to czemu jest tak dobrze?

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail