Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

O dwojgu takich, co poznali się w kościele

Dwoje ludzi trzyma świecę w kościele
Shutterstock
Udostępnij

Chodzenie do kościoła, oprócz budowania bliskiej relacji z Bogiem, może mieć także inne, bardzo przyjemne, „skutki uboczne”…

Karolina Sarniewicz: Poznaliście się w kościele. Może zaraz dowiem się, że ktoś tu kogoś podpatrzył w kolejce do spowiedzi?

Dominik: Poznaliśmy się po koncercie kolęd w naszej parafii 22 stycznia 2006 roku, na który Kasia była zaproszona przez naszą wspólną znajomą. Po koncercie podeszła do mnie i chwilę porozmawialiśmy. Sugerowała, żebym zapisał się do szkoły muzycznej, w której się uczyła, bo ładnie śpiewam, i jeśli jestem zainteresowany, mogę porozumieć się z nią przez tę naszą wspólną koleżankę. Skorzystałem z okazji i zdobyłem jej numer telefonu.

Od razu Ci się spodobała?

Dominik: Tak! Nie wiedziałem wtedy jeszcze, że studiuje język portugalski, a od razu wydawało mi się, że ma jakieś brazylijskie korzenie.

Kasia: Po prostu miał dar poznania! (śmiech)

Dominik: I tak przez jakiś czas pisałem do niej SMS-y, żeby zagaić, ale niestety, Kasia nie była mną zainteresowana.

A może po prostu grała niedostępną?

Kasia: Niestety, Dominik nie urzekł mnie przy pierwszym kontakcie. Być może po prostu dlatego, że miał inną fryzurę. (śmiech)

Dominik: Więc jeszcze w tym samym miesiącu nasze rozmowy się zakończyły. Przez kolejny rok widzieliśmy się może kilka razy: w autobusie albo przy okazji muzycznych inicjatyw.

Nie próbowałeś nic zrobić, żeby się z nią umówić?

Kasia: Bez przerwy zapraszał mnie do kościoła. (śmiech)

Romantycznie!

Kasia: Po prostu prowadził scholę i chciał mnie do niej zwerbować, a ja byłam bardzo oporna, bo nie miałam na to czasu.

Dominik: No i jako że w międzyczasie zacząłem się spotykać z kimś innym, nasza komunikacja ustała po trzech miesiącach. Ale nawet będąc z tamtą dziewczyną, w zaciszu czterech ścian, wieczorem, zacząłem pisać wiersze, których adresatką była Kasia.

Pokazałeś je jej?

Dominik: Później tak, ale jeszcze nie w tym momencie. Wtedy Kasia śpiewała w zespole, który dawał koncerty w różnych warszawskich klubach, ja zaś byłem ogniskowym grajkiem. Nie przypuszczałem, że zwróci na mnie uwagę. Ale nadal te wiersze pisałem, bo pomagało mi to gdzieś te uczucia wylać.

No i życie toczyło się dalej. Kasia pozostawała marzeniem?

Dominik: Dopiero 4 lutego 2007 r. zdarzył się mały cud. W kościele, gdzie byłem też ja, zjawiła się Kasia i zaczęliśmy rozmawiać. Była bardzo smutna, gdzieś po drodze łezka zakręciła jej się w oku. Pomyślałem: to jest ten moment! I ją przytuliłem. Od tamtej pory zaczęliśmy regularnie wymieniać SMS-y i maile.

Kasia: Dostawałam codziennie wiadomość, na przykład z prognozą pogody. (śmiech)

Dominik: Już 9 lutego zaczęliśmy się intensywniej spotykać i kontaktować, a troszkę ponad miesiąc później zaczęliśmy być parą. Po miesiącu, czyli w kwietniu, już wiedziałem, że Kasia jest „tą kobietą”.

Wcześniej modliłeś się o to, żeby się Tobą zainteresowała?

Dominik: Kilka pielgrzymek wstecz modliłem się generalnie „o dobrą żonę”. Po tych pielgrzymkach pojawiła się Kasia, więc modliłem się: „niech się stanie Twoja wola, ale jeśli Twoją wolą będzie Kasia, to tym lepiej, bo właśnie o niej marzę”. (śmiech)

Skoro Dominik miał taką kiepską fryzurę, to dlaczego właściwie dałaś mu wtedy swój numer? To było jakieś nadzwyczajne natchnienie?

Kasia: Dobrze śpiewał, więc naprawdę uważałam, że powinien iść do tej szkoły muzycznej. Personalnie nie byłam nim zainteresowana, bo byłam w innym związku. Ale w miarę jak nasza znajomość się pogłębiała, odkrywałam, jaki jest fajny: zabawny, wesoły, a w przede wszystkim, jakie ma dobre serce. W tamtym związku nie układało mi się najlepiej. Tego dnia, kiedy pierwszy raz mnie przytulił, przyszłam do kościoła szukać pocieszenia u Boga.

A znalazłaś u Dominika!

Kasia: Tak! Początkowo nie chciałam się już z nikim wiązać, bo chciałam sobie pewne rzeczy przemyśleć, ale Dominik był wobec mnie szarmancki, czego nigdy wcześniej nie doświadczyłam. Miałam tę pewność, że skoro to chłopak wierzący, tak bardzo zaangażowany w Kościele, to nie wykręci mi jakiegoś dziwnego numeru, nie będzie chciał mnie skrzywdzić. Ja wtedy nie byłam jakoś blisko Boga, dopiero się powoli zbliżałam, ale już czułam, że to jest ta droga. Że jeśli budować związek, to właśnie na Bogu. Dominik był odpowiedzią na tę potrzebę.

Czyli on – w przeciwieństwie do Ciebie – nie był wymodlony?

Kasia: Nie modliłam się o męża jakoś bardzo intensywnie, bo różne były moje etapy, jeśli chodzi o wiarę, ale pamiętam pewną sytuację. Miałam zaledwie 16 lat i byłam na ślubie mojego brata ciotecznego. Podczas pierwszego tańca stał koło mnie ksiądz, który był tak przejęty młodą parą, że odwrócił się do mnie i powiedział: „Zobacz, jacy oni są piękni! Też będziesz miała pięknego męża, tylko musisz się o niego modlić”. Wtedy właśnie się zaczęłam modlić i spełniło się proroctwo. (śmiech)

Ach!

Kasia: Dominik powiedział mi, że kochał się we mnie od pierwszego wejrzenia. Która kobieta nie chciałaby tego usłyszeć? Nasze kobiece serce tego pragnie. I jeszcze te wiersze. Zabierał mnie do teatru i restauracji. Dwoił się i troił, żeby mi pokazać, jaka jestem dla niego ważna, jak może być mi z nim pięknie. (śmiech) Od pewnego momentu byłam już przekonana, że ta jego miłość to taki prezent od Pana Boga. To było rzeczywiście coś, co przekraczało moje najśmielsze oczekiwania. Nie wierzyłam, że w moim życiu może być tak pięknie. Wiedziałam, że jeśli tego nie przyjmę, będzie to największy błąd w moim życiu.

I co? Do dziś jest pięknie?

Kasia: Jest.

Dominik: Jest!

Kasia: Jesteśmy prawie 9 lat po ślubie i nie żałujemy tej decyzji. Staramy się pogłębiać tę naszą relację i wierzymy w miłość do końca życia. Zaraz po ślubie trochę się kłóciliśmy. Poprosiliśmy o radę znajomego księdza, a on spytał: a czy modlicie się o jedność w małżeństwie? Ja mówię: właściwie…  nie mieliśmy takiego pomysłu. (śmiech)

Też bym na to nie wpadła!

Kasia: Szczera modlitwa w tej intencji przynosi ogromne owoce. Dostrzegamy, jak wiele Bóg może zdziałać przez nas także dla innych ludzi, właśnie poprzez naszą jedność. Kiedy jesteśmy w jedności, dzieją się niesamowite rzeczy, np. poczęcie naszego dziecka. Poza tym wszystkie nasze sprawy zawierzamy Bogu – decyzję o ślubie również. To jest wola Boża – widzimy to. Jesteśmy tak dobrani, że nasze charaktery sprawiają, że każdy z nas może wzrastać w tym, w czym nie domaga. Nawzajem się przez to uświęcamy.

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail