Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Idealny kostium plażowy? Taki, który nie uwiera psychicznie

Kobieta w kostiumie kąpielowym na plaży
Udostępnij

Depresja plażowa dokucza kobietom nie tyle mniej doskonałym, co mniej pewnym siebie.

Słowa – przy pomocy których opisujemy swoją fizyczność – mają wpływ na to, jak się czujemy nie tylko we własnej skórze, ale same ze sobą. Z mężem. Z dziećmi. Ze współpracownikami. Dobre słowa tworzą zdrowy obraz.

Kłopotliwe bikini

– Matko, już prawie godzinę tu siedzimy! – usłyszałam wrzask z sąsiedniej przebieralni.

– W tym wyglądam potwornie! – jęknęła druga kobieta. – Popatrz! Na ramiona! Rany, to tłuszcz czy skóra taki mi obwisła?!

Kiedy wychodziłam po kwadransie, one nadal tam były. Jedna, z posępną miną stała przed lustrem w kostiumie kąpielowym, druga odsunęła kotarę i niepewnym wzrokiem patrzyła na spanikowaną towarzyszkę zakupów.

– Ja też wolę, żeby przez całe lato padało – rzuciłam i wszystkie się roześmiałyśmy.

Kobiety dzielą się na te, które bikini noszą i te, które go nie znoszą.

 

Kompleksy odbierają radość z życia

Drobne piersi. Masywne uda. Cellulit. Tu za mało, a tam sterczy prawie, jak u babci Jadzi.

Na plaży – nawet małe znamię na brzuchu po wypadku w dzieciństwie potrafi przysłonić wszystko inne, wszystko co ładne.

Jako psycholog, serdecznie namawiam do patrzenia na siebie okiem chirurga plastycznego. Wtedy mamy dużą szansę, że zmarnujemy sobie wakacje.

Przesadne wyczulenie na punkcie wyglądu odbiera spontaniczność, urlopową lekkość i radość. Kompleksy szybko pożerają energię. Ale może chcesz i lubisz sobie pocierpieć. No to skoro tak, to koniecznie trzeba spakować do walizki lęk przed bikini.

W skąpym kostiumie możemy czuć się niepewne.

Przecież ubranie to druga skóra. Pełni rolę terapeutyczną. Odpowiednio dobrane – odejmuje kilogramów, dodaje wzrostu i seksapilu. Odmładza. Podkreśla osobowość. Sygnalizuje pasje, status społeczny czy finansowy. I tak przez cały rok. A tu nagle plaża i …. wszystko zostaje ci odebrane. Tracisz moc. Słoneczko pięknie świeci, a ty wchodzisz w smugę cienia. Czujesz się brzydsza, starsza. Gorsza.

 

Czy jest jakiś lek na ten „ból plażowy”?

Mankament urody to tylko fragment ciała, ale nie JA. Wyjdź z symbolicznej przebieralni.

Popatrz na siebie, a nie na swoje odbicie w lustrze. Zdejmujesz ubranie, ale nie zrzucasz naszych zasług, doświadczeń, dokonań.  Może zobaczyć siebie nie tylko przyciętą do rozmiaru ubrania, ale uruchomić widzenie szersze, dojrzalsze, bardziej spójne z rzeczywistością.

Może i mam drobne piersi, ale mam też kilka publikacji naukowych, z których jestem dumna. Na całe szczęście, życie może ofiarować nam dużo więcej niż wakacyjne trofeum Miss Mokrego Podkoszulka.

Wszystkie kobiety wokół mają niesamowite ciała.

Wydostań się z tej iluzji. Rozejrzyj się! Nawet najpiękniejsza, wypatrzy w sąsiednim grajdole jakąś – według niej – piękniejszą albo chociaż taką, co to głośniej się śmieje.

Nie warto się katować niekorzystnymi porównaniami. Tak zachowują się dziewczynki uzależnione od wzajemnego porównywania się. To dla nich norma rozwojowa. Ale paradoksalnie, w tym dziewczęcym krytycyzmie tkwi siła do rozkwitania. W dorosłym życiu takie nadmiarowe przymierzanie się do innych kobiet powoduje bezradność, poczucie niższości, brak pewności siebie, wycofywanie się z tego, co może być ważne. Ze spotkań. Z rozmów. Z wyzwań.

 

Co chciałabym ukryć, co pokazać

Warto się przyjrzeć swojej nagości. Nie tyle krytycznie, ile realistycznie. Co chciałabym ukryć, co pokazać. Tak, żebym czuła się swobodnie i bezpiecznie wobec samej siebie.

Nie chodzi o to, żeby od razu pokochać swoje ciało, ale o to, żeby ono nam nie przeszkadzało.

Iść na basen. Grać w piłkę na łące. Cieszyć się słońcem.

Za kilka lat pewnie zyskasz większy dystans do swojego wyglądu i będziesz żałować, że nie spacerowałaś z dzieckiem radośnie wzdłuż morza, bo wydawało ci się, że twój pociążowy brzuch jest wielkości piłki plażowej.

Patrząc w lustro, słuchaj się.

Jak opisujesz swoje ciało? Z szacunkiem. Z troską. Z pogardą. Z humorem. Lekceważąco.  Cierpiętniczo. Odtrącasz się czy akceptujesz się z całym dobrodziejstwem inwentarza, bo masz na siebie zgodę. I już!

Słowa – przy pomocy których opisujemy swoją fizyczność – mają wpływ na to jak się czujemy nie tylko we własnej skórze, ale sama ze sobą. Z mężem. Z dziećmi. Ze współpracownikami. Dobre słowa tworzą zdrowy obraz. Bądź uważna, jak komentujesz swój wizerunek. Właśnie w myślach. Wtedy kiedy jesteś wobec samej siebie obnażona… psychicznie.

Depresja plażowa dokucza kobietom nie tyle mniej doskonałym, co mniej pewnym siebie.

 

Paradowanie w kostiumie kąpielowym obnaża nie tylko ciało, ale samoakceptację. Warto przyjrzeć się temu, co mniej rzuca się w oczy: zapomnianym przeżyciom, niechcianym uczuciom. I ten pozorny gniew na grube uda może być przyczynkiem do dobrych zmian, nie kosmetycznych, ale psychologicznych.

Pomoże poszukać, że coś w naszym życiu dobrze by było skorygować, by żyć lepiej, bez samooszukiwania się, że jakbym miała cudną figurę, to wszystko byłoby inaczej. Może byłoby inaczej, ale nie znaczy, że lepiej.

 

Po co mi idealne ciało?

Niech będzie zdrowe, zadbane i akceptowane – takie jakie jest. Wtedy wypoczniesz. Ciało to nie źródło zmartwień, ale zmysłowości. Można oczywiście paradować w bikini hołdując zasadzie „zero kompleksów”, ale można również przysłonić to, co może brzydsze i zmysłowo zerkać na męża. Uwodzenie nie zaczyna się przecież w sypialni. Słońce i woda. Rajskie dni. To dobry czas, by być po prostu bliżej. Zamiast więc zaprzątać sobie głowę krojem kostiumu, lepiej pomyśleć, że na wakacjach kroją nam się wakacyjne przyjemności.