Aleteia

Jak sobie wybaczyć i uwolnić się od wewnętrznych tortur?

Udostępnij
Komentuj

Zadziwia mnie wytrwałość z jaką niektóre kobiety nie potrafią wybaczyć… sobie samej.

Czasami trzymamy się kurczowo poczucia winy, jak ostatniej deski ratunku. Dlaczego to zrobiłam? Co we mnie wstąpiło?! Jak mogłam tak postąpić?! Gdzie ja miałam rozum?! Dlaczego nie mogłam tego przewidzieć?!

 

Gdy popełniasz błąd…

No, widocznie nie mogłaś. Wtedy – nie mogłaś. Coś się wymknęło spoza kontroli. W tamtym momencie nie potrafiłaś być dość uważna, empatyczna, wspaniałomyślna. I nie pomogłaś. Skrzywdziłaś. Wybuchłaś gniewem. Pozostałaś obojętna. Miałaś za mało wiedzy lub doświadczenia. Albo zalały cię emocje i wypaczyły ogląd sytuacji.

Albo byłaś zwyczajnie zmęczona. Lub przeziębiona albo osłabiona inną sytuacją – pozornie nie związaną z tamtym traumatycznym wydarzeniem.

Teraz już to straciłaś z oczu, pamiętasz tylko swoją winę – ten czubek góry lodowej.

 

Poczucie  winy

Poczucie winy obsadza cię w roli prokuratora – nieustannie oskarża, powoduje stres, niepokój.  Odgradza cię od teraźniejszości i przyszłości. Żyjesz z głową do tyłu.

Ale masz wybór. Możliwość by się bronić – być swoim adwokatem. Poszukać dla samej siebie okoliczności usprawiedliwiających lub łagodzących.

A jak nie znajdziesz nic na swoje usprawiedliwienie? Trudno.

Odpuszczasz swoim winowajcom – opuść i sobie.

„Dobry wybór, to czasem zły wybór”. Jest takie powiedzenie. Zaakceptuj siebie sama z tamtego momentu z życiu.

 

Daj sobie prawo do porażki

Obejmij się symbolicznie. Nie jesteś winna, gorsza. Skoro pojawiły się wyrzuty sumienia – to oznacza, że czas sobie przebaczyć.

Dojrzałaś, zmieniłaś się. Masz inną świadomość. Teraz być inaczej rozpoznała sytuację i konsekwencje. Zachowałaś się źle – ale to nie jest powód do autoagresji, tylko do zrozumienia, że błędy są naturalną koleją losu.

Sprowadź swoją winę do ludzkich rozmiarów – to przyniesie ulgę. Nie możesz zmienić swojej historii, ale możesz inaczej o niej myśleć. Rozdrapujesz stare rany, bo mylisz wybaczenie z zapomnieniem.

 

Wybaczyć to nie znaczy unieważnić czy pomniejszyć poczucie grzechu

Udawać, że nic się nie stało. Było- minęło. Wybaczenie to decyzja, że pamiętam zło, ale otwieram się na dobro.

Zrobiłam zło, ale to zło nie trzyma mnie w potrzasku. Wydobywam się. Niech już nie boli. Uporządkuj wspomnienia, a uczucia też inaczej się rozłożą.

Może bardziej trzymasz się przekonań, a nie faktów. Na przykład, burzliwie rozstałaś się z przyjaciółką. W gniewie powiedziałaś jej o kilka słów za dużo. Chciałaś intencjonalnie zranić. Udało się. Teraz szkoda ci, że ta znajomość już się skończyła, ale żal bywa kiepskim doradcą.  Zareagowałaś niestosownie – agresją, ale być może nie był to akt tylko braku samokontroli, ale nagle odkryłaś, że dostawałaś nie tyle przyjacielskie rady, ile byłaś manipulowana.

Nie namawiam do lekkiego samousprawiedliwienia się. Bardziej do uznania, że nie jesteś w stanie obiektywnie rozpoznać rzeczywistych rozmiarów występków.

 

Wybaczyć to pamiętać inaczej, zdrowiej

Dokończ zaległe sprawy. Chwyć za telefon i zadzwoń, by przeprosić, wyjaśnić. Napisz list wybaczający do siebie.

Szukanie słów to wchodzenie w inny kontakt z traumatycznym doświadczeniem. Rozpoznajesz emocje oraz myśli i nadajesz im konkretny kształt zapisu. Może uda się opisać dawne zdarzenia w wyrozumialszym tonie. Taki terapeutyczny zabieg może być symbolicznym zamknięciem sprawy.

Katoliczka może taki list napisać przed przystąpienia do sakramentu spowiedzi. Trzymanie się poczucia winy może wynikać z lęku przez przyszłością. Przecież łatwiej przeżywać oswojony dyskomfort niż otworzyć się na nieznane. Czasami większym problemem wydaje się decyzja, by otworzyć się na radość.

Bo talent do samoudręki jakby sam się rozwija. Zawsze jakiś powód do wyrzutów sumienia się znajdzie. A jak się nie znajdzie, to sobie go wymyślisz.

Rozumiem, że niektóre kobiety są szczęśliwe tylko wtedy, kiedy są nieszczęśliwe.

Inaczej nie potrafią funkcjonować. Zawsze zadbają by wyglądać na zgaszone, smutne i poszkodowane. Ale poszkodowane przez los czy przez same siebie?

Dorosłość to nie tylko przebudzenie i świadomość swoich błędów. Również odpowiedzialność by się nie torturować. Mieć do siebie szacunek – nie przyznawać sobie nieustannie statusu pokrzywdzonej.

 

Niepotrzebne rozdrapywanie ran

Ty może lubisz się dręczyć, ale zadręczasz twoje otoczenie. Powracasz. Rozdrapujesz stare rany. Nieustannie przegadujesz to, co było złe. Rozdrapujesz na scenie stare rany, a mąż i dzieci to twoja widownia.

Może nieświadomie wysyłasz im sygnały, że chcesz od nich więcej uwagi. Przytulenia. Zainteresowania. Ale chyba są inne, mniej zamaskowane sposoby, by powiedzieć: Zaopiekuj się mną.

A kiedy nawet ktoś cię utuli i na moment odetchniesz, to zaraz pojawi się pytanie: Jak ja sobie poradzę z tą wyrwą w środku po poczuciu winy? Czym zdołam ją wypełnić czymś radosnym?

I już jakieś nowe niepokoje zaczynają kiełkować. W miejscu dawnego lęku wyrasta nowy. Bo obwiniać się można nawet za to, co jeszcze nie nadeszło.

A jakby uznać, że przecież nieustannie zdarzają się sytuacje, z których trudno wyjść suchą stopą. Ale to nie oznacza, że musisz się ciągle czuć tak, jakbyś sama sobie wylała na głowę wiadro brudnej wody.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail