Aleteia

Sądecka apteka „Pod Opatrznością” – tu ratowano Żydów i pomagano żołnierzom AK

Udostępnij
Komentuj

Z przodu Niemcy pobierali leki, a z tyłu partyzanci otrzymywali żywność, leki, pieniądze, ubrania i mydło, które robiono w aptece. Żołnierze Armii Krajowej przychodzili z lasu do apteki przy ulicy Lwowskiej nocą. Aptekarz Burz igrał z ogniem, ale Opatrzność czuwała nad jego rodziną.

Pod Opatrznością

Ostatnio zauważyłam, że niektóre polskie apteki noszą niezwykłą nazwę – „Pod Opatrznością”. Kraków, Czchów, Poddębice, Żmigród, Kazimierza Wielka, Błażowa, Nowy Sącz – to  miasta, w których znajdziemy sklepy farmaceutyczne pod tym szczególnym szyldem. Być może jest ich więcej w Polsce. Na trop jednej z nich wpadłam całkiem niedawno: pewnej majowej soboty szukałam w Nowym Sączu apteki, która byłaby otwarta po godzinie 18:00. W końcu na rogu ulic Jana Kochanowskiego i Lwowskiej udało mi się znaleźć aptekę całodobową.

Mój wzrok padł na tablicę, która była umieszczona na ścianie tegoż budynku. „Apteka «Pod Opatrznością» powstała w 1912 roku. (…) Przez Aptekę «Pod Opatrznością» uciekli z getta lekarze: laryngolog dr Mieczysław Koerbel z siostrą, okulista dr Jakub Mendler i inni Żydzi” – przeczytałam.

 

Było tam jeszcze kilka interesujących informacji o ówczesnym kierowniku tejże placówki, mgr Albinie Burzu, ale trochę mi się spieszyło, więc szybko skierowałam się do pań farmaceutek. „To jest apteka «Pod Opatrznością», prawda?” – zagadnęłam jedną z tychże pań. „Tak, tak” – usłyszałam w odpowiedzi.

„Czy wiedzą panie o jakichś publikacjach na ten temat?” – dociekałam dalej. „Niestety nie. Same niedawno dowiedziałyśmy się o tej historii. Jakieś pół roku temu wywieszono tę tablicę” – dodała druga pani, nie bez dumy.

Trochę mnie rozczarowało to, że tak niewiele udało mi się dowiedzieć od pracowniczek tak ważnego historycznego miejsca. Potem doszukałam się informacji, iż owa pamiątkowa tablica, która zwróciła moją uwagę, została odsłonięta ponad rok temu – 17 czerwca, od tej historycznej chwili minął więc okrągły rok.

Niewiele wiadomo o zapomnianym już bohaterze, magistrze Albinie Burzu (1897-1960). Bardzo wartościowym źródłem w tym temacie jest artykuł Macieja Bilka pt. Dzieje aptek w powiecie nowosądeckim do 1951 roku, na który udało mi się trafić poprzez Sądecką Bibliotekę Cyfrową.

To właśnie dzięki tej publikacji dowiadujemy się, że Albin Burz pochodził z Rzeszowa i zanim trafił do Nowego Sącza pracował we lwowskiej aptece „Pod Temidą”. W latach 30. XX wieku wydzierżawił nowosądecką aptekę „Pod Opatrznością”, którą prowadził aż do jej upaństwowienia w 1951 roku.

W czasie II wojny światowej mgr Burz prowadził tu nadzwyczajną działalność, a miał ku temu okazję, ponieważ apteka „Pod Opatrznością” przylegała tylnym wejściem do 3-metrowego muru getta, w którym przebywało ok. 12 tys. Żydów z Nowego Sącza, a także z innych polskich miast, m.in. z Krakowa, Łodzi, Lwowa, Sieradza i Bielska. Przez aptekę Burza opuściło getto wielu Żydów, m.in. wspomniani już lekarze żydowscy.

 

Chleb z apteki

Maciej Bilek w Dziejach aptek przytacza też wypowiedź siostrzenicy Albina Burza, pani Barbary Schauer, która daje nam szerszy obraz jego pracy dla drugiego człowieka. Z jej relacji wynika, że aptekarz piekł chleb zarówno dla Żydów, jak i dla partyzantów, pomagał im finansowo. Ponadto jego pracownicy opatrywali poparzonych Żydów, nad którymi znęcali się gestapowcy. Albert Burz doskonale znał język niemiecki, stąd też zaopatrywał w leki okupantów.

Z przodu Niemcy pobierali leki, a z tyłu partyzanci otrzymywali żywność, leki, pieniądze, ubrania i mydło, które robiono w aptece. Żołnierze Armii Krajowej przychodzili z lasu do apteki przy ulicy Lwowskiej nocą. Na umówiony znak (trzy razy po trzy pukania) przez malutkie okienko od podwórza wyrzucało się przygotowane materiały” – wspominała pani Barbara. Aptekarz Burz igrał z ogniem, ale Opatrzność czuwała nad jego rodziną.

Z artykułu Macieja Bilka wiemy tylko o jednej kryzysowej sytuacji, gdy żona Albina Burza – Zofia oraz jego siostrzenica Barbara wskutek donosu zostały aresztowane przez gestapowców. Obie panie bowiem nosiły leki i opatrunki do tzw. punktów kontaktowych, m.in. do Apteki „Obwodowej”. Dzięki kontaktom Albina z Niemcami udało się je uratować.

 

Zapomniani bohaterowie

Warto jeszcze wspomnieć o kolejnym źródle, jakim jest artykuł Mariana J. Nowaka pt. Z dziejów nowosądeckiego aptekarstwa w wieku XVI-XX, z którego czerpiemy kolejne fragmenty biografii Alberta Burza: na przykład to, że Albert Burz wykazywał się niezwykłym sprytem: przekupywał naczelnika więzienia Bornholda, który mu przekazywał informacje o aresztowaniach, planowanych egzekucjach i wywózkach do obozów. Autor dodaje też, że dzięki wsparciu Burza w 1941 roku utworzono w nowosądeckim getcie aptekę żydowską.

Jeśli by dobrze przeszukać wszelkie lokalne zbiory biblioteczne, to takich polskich bohaterów, jak Albert Burz znajdzie się znacznie więcej. Na terenie Generalnej Gubernii działało wielu aptekarzy, którzy pomaganie Żydom czy ukrywającym się w lasach partyzantom uważali za swój moralny i nie pozostawiający żadnych pytań obowiązek.

Są to nasi zapomniani bohaterowie II wojny światowej, nieoznaczeni Sprawiedliwi wśród Narodów Świata, znaki Bożej Opatrzności i niezmierzonej miłości Bożej.

Bibliografia: Maciej Bilek „Dzieje aptek w powiecie nowosądeckim do 1951 roku” („Rocznik Nowosądecki” 2010) ; Marian J. Nowak „Z dziejów nowosądeckiego aptekarstwa w wieku XVI-XX” („Rocznik Nowosądecki” 1993)

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail