Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

 (Dlaczego) siostra jest najlepszą przyjaciółką chociaż na co dzień nie możesz jej znieść

Shutterstock
Udostępnij

 Siostry często są w stanie poświęcić się dla siebie nawzajem, niezależnie od tego, jak trudne czeka je wyzwanie i jak bardzo się różnią. I niekoniecznie jest to wyłącznie zasługa wspólnych genów.

Zawsze chciałam mieć rodzeństwo. Moja siostra urodziła się, kiedy miałam 17 miesięcy. Miałyśmy wspólne dzieciństwo i właściwie nie mam żadnych wspomnień, w których by jej nie było. Byłyśmy jak awers i rewers tej samej monety – inne, ale zawsze razem.

 

Siostry. Na dobre i na złe

Szczerze mówiąc, wiele razy, kiedy byłyśmy małe, czułam się, że mam ją bardziej „na złe”. Miałyśmy wspólny pokój, ubrania i przyjaciół, więc często brakowało mi własnej przestrzeni, odosobnienia i niezależności. I jak w każdym rodzeństwie – załaziła mi czasem za skórę. Kłóciłyśmy się, dochodziło do bijatyk. Podzieliłyśmy pokój na dwie części czarnym pisakiem, wytyczając granicę mojej i jej połowy. W złości trzaskałyśmy drzwiami albo złośliwie zamykałyśmy się nawzajem w pokoju. Krew polała się niejeden raz.

Ale miałyśmy też wiele chwil „na dobre”. Ufałyśmy sobie, prowadziłyśmy długie, szeptane rozmowy, do późnej nocy gadając o chłopakach, ciuchach i marzeniach.

W naturalny sposób była moją najlepszą towarzyszką zabaw. A jeśli zaszła potrzeba, zawsze stawałyśmy za sobą murem, sprzymierzone przeciwko rodzicom, rówieśnikom i całemu światu.

Nasze byty były tak mocno ze sobą splecione, że gdy przyszło mi wyjechać na studia i pierwszy raz od osiemnastu lat spałam sama w obcym pokoju, czułam się niewyraźnie. I to nie była tęsknota za domem, bardziej uczucie, jakby brakowało mi ręki.

Na przestrzeni lat w naszym życiu pojawili się mężowie, dzieci, praca. Moja siostra przeprowadziła się setki kilometrów ode mnie, czasami tygodniami ze sobą nie rozmawiałyśmy. Nasze relacje są jednak wciąż tak samo silne i tak samo pogmatwane, jak wtedy, gdy dzieliłyśmy wspólny pokój.

 

Duchowa, nie tylko genetyczna, więź

 Oczywiste jest, że siostrzana więź jest unikalna i wielowymiarowa. Jak w przypadku wielu rodzeństw, wspólne przeżycia cementują więzy.

W relacji między rodzeństwem wydaje się być tyle samo wspólnego duchowego DNA, co prawdziwej genetycznej więzi – podwójna helisa skręcona z tą samą ilością zrozumienia, desperacji i miłosierdzia.

„Mimo upływających lat mam doskonały kontakt ze swoimi siostrami, chociaż Hanna pracuje jako architekt i mieszka na stałe w Poznaniu, a Majka od lat żyje we Francji. Bez względu na to, jak długo się nie słyszymy, jest pomiędzy nami ten rodzaj porozumienia, że już po pierwszym halo w słuchawce wydaje się nam, że ostatni raz rozmawiałyśmy ze sobą pięć minut temu” – przyznała aktorka Małgorzata Kożuchowska.

Ze względu na wspólne przeżycia i przenikające się dzieciństwo, siostry często rozwijają między sobą nić porozumienia, jakiego nigdy nie zbudują w relacjach z najbliższymi nawet przyjaciółmi.

Dzieje się tak, ponieważ siostrzana relacja pozwala kobietom na zachowanie autentyzmu i bycie sobą, bez strachu przez utratą miłości.

Krystyna Janda także przyznaje, że siostra od najmłodszych lat była jej najlepszą przyjaciółką i powiernicą. „Wracałyśmy z siostrą ze szkoły i biegłyśmy po książki, a potem kładłyśmy się z książką, bułkami, butelką mleka oraz kotem i psem i czytałyśmy, aż do powrotu rodziców” – powiedziała w książce „Aktorki. Portrety”. Dorosłe życie wytyczyło im zupełnie inne drogi – Krystyna została aktorką, Anna wybrała pracę biurową. Nadal pozostają jednak w bliskich relacjach, wspierają się, mogą na siebie liczyć.

 

Marcelina Zawadzka i Karolina Zawadzka Fot. Michal Wargin | East News

Była Miss Polonia, Marcelina Zawadzka, ostrożna w relacjach z ludźmi ze świata show-biznesu, największym zaufaniem darzy swoją siostrę Karolinę. – Jest moją najlepszą przyjaciółką. Mieszkamy razem, wzajemnie się uzupełniamy. Bardzo jej potrzebuję, na przykład wtedy, gdy chcę się wygadać. Fajnie nam iść przez życie we dwójkę. To jest cenna wartość – mieć blisko siebie rodzeństwo. – Nie konkurujemy ze sobą, nie ma między nami niezdrowej rywalizacji. Chcę dla niej jak najlepiej. Oddałabym jej nawet swego najlepszego faceta – wyznała Marcelina Zawadzka w wywiadzie dla „Twojego Imperium”.

 

Marta, projektantka mody, swojej siostrze Monice Kuszyńskiej po wypadku poświęciła ponad rok życia. Dla niej przerwała studia, bez słowa wyszła (na zawsze) z pracy; robiła zakupy, rozmawiała z lekarzami, szukała nowego mieszkania, pomagała w konfrontacjach ze światem. Zżyły się do granic możliwości. „Myślę, że gdyby nie było mnie obok, Monika nie wyszłaby z domu. Dla mnie najważniejsza jest moja siostra i zawsze tak będzie. Nasze zachowanie może być dziwnie odbierane – że dorosłe kobiety przytulają się i chichoczą jak wariatki”. To Monika, nie Marta, podjęła ostatecznie decyzję o rozstaniu, zasugerowała powrót na studia. Ich więź nie słabnie z upływem czasu, tylko się umacnia. „Mamy współodczuwanie – w tych samych dniach czujemy się podobnie, mamy podobny nastrój. Jak mnie boli głowa, to Monika też ma ból głowy. Monika nauczyła mnie akceptacji tego, co przynosi życie. Często dyskutujemy, czy to, co nas spotyka, ma ukryty cel. Możemy w nieskończoność dyskutować i za każdym razem wyciągamy nowe wnioski. I nie oceniamy. Dlatego możemy sobie mówić naprawdę wszystko. Nie musimy do siebie dzwonić codziennie czy widywać się w określonej częstotliwości. Jest potrzeba, to dzwonimy, nie ma czasu się spotkać – absolutnie to szanujemy i nie robimy sobie wyrzutów” – opowiadała Marta w wywiadzie Marzeny Rogalskiej.

Monika Kuszyńska z siostrą Martą Kuszyńską Fot. Piotr Bławicki | DDTVN | East News

 

Trudne, niedoskonałe relacje 

Nie zawsze jednak relacje między siostrami to cukier i lukier. Mamy swoje słabości, umiemy grać na emocjach tej drugiej.

Jakby nie było, jesteśmy tylko ludźmi, pełnymi wad i niedoskonałości. Jednym z najczęstszych skutków ubocznych bliskiej, prawdziwej relacji, jest zraniona duma i zawiedzione uczucia. Pieprzu i piołunu naszym siostrzanym relacjom dodają też konflikty rodzinne, różnice zdań i charakterów, różnica wieku, a często także dzieląca nas odległość.

Pomimo wszystkich różnic, istnieje jednak to specjalne porozumienie dusz, które pomaga otwierać drzwi do przemiany, ponownego połączenia. To duchowe DNA, które nierozerwalnie nas łączy, ostatecznie pozwala przebaczyć. Czas leczy rany. Ludzie się ciągle uczą, dojrzewają, zmieniają.

Siostry są często tak mocno ze sobą związane, że ich siła jest w stanie pokonać wszelkie wyzwania i różnice.

Psycholodzy zgodnie twierdzą, że rywalizacja między siostrami, o ile nie dominuje w relacjach, jest zjawiskiem pozytywnym i nie można jej całkowicie wyeliminować.

Swoje dzieciństwo wspominają też siostry Popławskie, dziś znane aktorki: „W dzieciństwie szarpałyśmy się potwornie. Kiedyś Ola popchnęła mnie na kaloryfer, ja udawałam, że jestem martwa. Wtedy ona w płacz, żebym nie umierała. Ona mnie ledwie dotknęła, a ja – że strasznie boli – wspomina Magda. – „Pójdę na skargę na mamy!”, krzyczałam na zapas. Od wielu lat pracują w tym samy zawodzie, nigdy nie były zazdrosne o swoje sukcesy. Na co dzień chodzą własnymi drogami i nie mają super bliskiego kontaktu, ale obie dobrze wiedzą, że w trudnych sytuacjach zawsze mogą na siebie liczyć.

Po lewej: Magdalena Popławska Fot. Piotr Wygoda | East News. Po prawej Aleksandra Popławska Fot. Tomasz Urbanek | DDTVN | East News

 

Z wielu przykładów siostrzanych relacji wynika jedna, uniwersalna prawda o bezsprzecznej trwałości ich związku. Każdy związek jest inny, tak samo jak różne od siebie bywają siostry. Niezależnie od natury relacji, siostrzana więź jest bez wątpienia miksturą wielu zapachów, smaków, podawana z porządną porcją autentyczności, odporności i tolerancji. Jeśli będziemy mieć trochę szczęścia, może coś z tej relacji dostanie się kolejnemu pokoleniu, nasze córki będą się przecież uczyły od nas i od naszych sióstr.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail