Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Po co kobiecie mężczyzna?

PRZYTULONA PARA
Udostępnij

Wtedy zrozumiałem, po co tu jestem. Jaką mam misję do wykonania. Ta kobieta, którą kocham, potrzebuje natychmiast mojej pomocy. Mojego wsparcia.

Robert jest super facetem. Szczupła, wysportowana sylwetka. Inteligente oczy. Niski głos. Przyjazna aparycja. Opiekuńczy i troskliwy. Współczujący i dobrze radzący drugiemu. Mądry człowiek żyjący blisko Boga. Karmiący się codziennie Jego Słowem. A przy tym niezwykle zaradny. Pracujący w dobrej firmie, mający swoje mieszkanie. Słowem: mężczyzna, o jakim prawdopodobnie marzy większość kobiet.

Gdy spotkasz takiego na ulicy, od razu stajesz przed pokusą wejścia w kompleks. Rozdrapywania wątpliwości. Tych z kategorii bliskich poczucia niższości. To przecież takie ludzkie. Porównywanie się, zestawianie cech, dążenie do wzoru osiągniętego przez innych. Robert przecież na oko nie ma problemów. Nie, on nie ma prawa ich posiadać. Czyżby?

Ta rozmowa otworzyła mi oczy. Siedzieliśmy w pizzerii. Robert mówił jak zwykle. Wolno i wyraźnie. Widać, że przemyśliwuje każde słowo. Ale także to, że nie mówi mu się łatwo. Nadal to przeżywał. Historię, co by nie mówić, być może swojego życia. Odzyskania sensu.

 

Duchowe rozterki

Od kilku tygodni zmagał się z poważnym duchowym cierpieniem. Nie spał, miewał nudności. Wpadał w dziwne stany fizycznych napięć. Po ludzku nie wiedział, co robić. Był na skraju wyczerpania. Wycieńczony rozstał się z dziewczyną. Którą zresztą szczerze kochał. I kocha nadal.

To była mądra kobieta. Wiedziała, że nie może zostawić swojego mężczyzny w potrzebie. Nawet, jeśli ten nie jest pewny sensowności dalszego spotykania się z nią.

– Przyjadę do ciebie, Robert. Czekaj na mnie i nigdzie nie wychodź – usłyszał któregoś wieczoru w słuchawce.

To był właśnie ten dzień. Na pozór zwykły i niczym nie różniący się od innych. Dziś jednak Robert już wie, że jeden z najważniejszych w jego historii. Historii jego życia. Gdy wreszcie usłyszał Ten Głos. I wiedział, co robić.

– Zobaczyłem Maję. I wiesz… – przełknął ślinę Robert. – Gdy szła klatką w kierunku drzwi mojego mieszkania, zobaczyłem… Zobaczyłem, jak ona cierpi. To był cień Mai, którą poznałem. Wesołej, rezolutnej, pełnej życia dziewczyny. Wtedy zrozumiałem. Wreszcie pojąłem! Po co tu jestem. Jaką mam misję do wykonania. Nie za rok, nie za lat piętnaście. Ale tu i teraz. Ta kobieta, którą kocham, potrzebuje NATYCHMAIST mojej pomocy. Mojego wsparcia.

Robert prostuje się przez chwilę na krześle. Rozgląda się dyskretnie po restauracji. Sprawdza, czy czasem nie mówi za głośno. Nie chce przeszkadzać innym. Wreszcie nachyla się nad stolikiem i zniżając głos kontynuuje opowieść.

 

Ona Ciebie potrzebuje!

– Powiedziałem sobie jasno i stanowczo w myślach:

Raz, dwa, trzy! Ogarniasz się, chłopie! Rozumiesz?! Żadnego mazgajenia się, rozczulania. żadnego leżenia na łopatkach. nie ma tego! Widzisz tę kobietę? Ona ciebie potrzebuje! Jesteś tu dla niej! Zapomnij o sobie! Jesteś tu dla niej! Masz jej pomóc! 

Zrozumiałem. Tak szybko. Tak prosto. Językiem wojskowym. Nie znoszącym sprzeciwu. Jakiegokolwiek. Tego mi było potrzeba.

Nie muszę dopytywać o więcej. W oczach Roberta widzę kolejne etapy historii. Wpierw były przyćmione i smutne. Potem, gdy mówił o stanie, w jakim zastał swoją dziewczynę, agresywne i pełne srogiego gniewu. Wreszcie zaś pełne żaru i potężnej mocy. Jaśniejące nadzieją.

 

Wsparcie dla ukochanej

Zrozumiałem, po co my faceci zostaliśmy dani naszym kobietom! – konkluduje już głośniejszym tonem. Część z siedzących wokół nas na moment przerywa rozmowy. – Ile razy już to słyszałem. W kościele, na kazaniach, mądrych konferencjach… Że „mamy być wsparciem”, „mamy im pomagać, podnosić…”. I nawet to przyjmowałem, potakiwałem głową. Jakiż ja byłem daleki od prawdziwego zrozumienia tej prostej prawdy.

Milczę i słucham w podziwie. Myślę sobie, że gdyby nagrać w tej chwili Roberta, mielibyśmy hitową konferencję dla pogrążonych w letargu i depresji mężczyzn. Tu nie potrzeba już nic więcej mówić.

– Stefan, zrozumiałem. To wszystko jest takie proste. Żadnego biadolenia. Żadnego użalania się nad sobą. Żadnej dezintegrującej mnie „rozkminy”. Mamy być dla nich. A wiesz, co było w tym wszystkim najpiękniejsze?

– No? Co takiego?

– Gdy usłyszałem ten Głos. Miałem przeświadczenie, że nie pochodzi On ode mnie. Że to Bóg zwraca się bezpośrednio do mnie. Osobiście.

– I co powiedział?

– Że uszanował już dawno moją decyzję wyboru Mai. Że skoro ją kocham, to mam się nią teraz zająć. W tej chwili. Powstać z błota marazmu i apatii. I działać.

Dziś nie będę pisał odautorskiego zakończenia. Ono już chyba wybrzmiało powyżej. Taki kopniak z Nieba to prawdziwe błogosławieństwo.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail