Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Dlaczego Bóg nie zlikwidował cierpienia, a Syna oddał na krzyż?

JEZUS NA KRZYŻU
Udostępnij

Sprytny Ojciec Niebieski nie zlikwidował cierpienia, ale wymyślił coś o wiele większego. Kto to przyjmie, zdobędzie kartę wstępu do Serca Boga i wejściówkę na bal wszystkich świętych.

Kiedy przychodzi, jest zawsze za wcześnie. Jego rozmiary nigdy nie są odpowiednie. Rani, kaleczy, zostawia blizny. Ale odpowiednio przeżyty może stać się pasem transmisyjnym wieczności.

Zdrowe zmysły mogą zareagować właściwie jednoznacznie w obliczu miażdzenia gwoździami: natychmiastową ucieczką i rykiem przerażenia. Ale z drugiej strony śpiewamy przecież: „Kto krzyż odgadnie, ten nie upadnie”. Kto rozwiąże zagadkę krzyża, stanie się mocarzem życia i osiągnie wszystko.

Jezu, nie strasz nas!

Mistrz Wszechczasów zapowiada jednoznacznie, że gnicie ziarna jest konieczne do wydania obfitego plonu (J 12, 24). Mówi także o niemożności bycia Jego naśladowcą, nie nosząc krzyża (Mt 10, 38). I wbrew namowom apostołów zapowiada lojalnie, że każdy, kto by chciał takiej sztuczki spróbować i zachować swoje życie – „straci je” (Mt 10, 39; J 12, 25). Dodaje także: „Kto straci życie z Mego powodu – znajdzie je” (Mt 10,39). Wstrząsające słowa.

Czyżby oznaczały, że Boski Poeta wynalazł Kościół po to, aby stał się „salą samobójców”? Od samego początku trzeba było zmagać się z tymi pytaniem. Aby wylegitymować się z krzyża przed pogańskim i żydowskim światem, potrzebny był jakiś rzutki i przebiegły „pijarowiec”. Angaż dostał gorliwy faryzeusz, rzymski kosmopolita i Żyd z pochodzenia: Szaweł z Tarsu.

Ukrzyżowany Chrystus – trademark Kościoła

Ten sprytny krasomówca rozwija tę samą taktykę. Mówi bez pardonu: „Głosimy światu Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów i głupstwem dla pogan” (1 Kor 1, 23). Po czym głosi quasi-obłąkańcze apologie, w których przekonuje, że „chlubi się jedynie z krzyża Chrystusowego, dzięki któremu świat stał się dla niego ukrzyżowany, a on dla świata” (Ga 6, 14)!

W podobnym tonie wypowiadają się jego wspólnicy, np. św. Jakub pisząc, abyśmy „poczytywali sobie za pełną radość, ilekroć spadają na nas różne doświadczenia” (Jk 1, 2).

W tym szaleństwie jest metoda: antyzachęta staje się niezwykle skuteczną reklamą. I choć odpycha rozkochanych w życiu starożytnych epikurejczyków czy Żydów uważających życie za największą wartość, równocześnie przyciąga tych o bardziej stoickich ciągotach. Św. Augustyn zafascynował się chrześcijańską obojętnością wobec śmierci, podobnie jak Tertulian.

A miał się czym fascynować! Św. Ignacy Antiocheński błagał przyjaciół z Rzymu, aby nawet nie śmieli go bronić przed śmiercią w paszczach dzikich zwierząt, bo jest to dla niego największe szczęście i zjednoczenie z ukochanym Chrystusem!

Dzisiaj zdecydowanie łatwiej usłyszeć podobne wyznania na oddziałach psychiatrycznych niż w seminariach duchownych czy wspólnotach religijnych. Wcale nie myślimy inaczej niż starożytny Rzymianin z dewizą „carpe diem” na ustach.

Cierpienie potrzebne Bogu?

A to oznacza, że wciąż zbyt słabo jesteśmy zanurzeni w Duchu Świętym. Tylko upojeni winem Jego miłości mogą biec w radosnym szale na Golgotę, widząc w niej przejście do Serca Boga. W Krzyżu Chrystusa nie tylko Odkupienie dokonało się przez cierpienie, ale samo cierpienie ludzkie zostało też odkupione – pisał Jan Paweł II w liście „Salvifici doloris”. To jest właśnie akrobatyka miłości Jezusa z Nazaretu. Genialne, prawda?

Szkoła, w której trenerem jest Duch Pocieszyciel, uczy, że każde zło tego świata, może zostać przemienione w pocałunek Oblubieńca. To jej Jego patent na pociski śmierci.

Sprytny Ojciec Niebieski nie zlikwidował cierpienia tylko dlatego, że potrafił uczynić krzyż metafizycznym portalem do życia wiecznego. Kto tak go przyjmie, zdobędzie kartę wstępu do Serca Boga i wejściówkę na bal wszystkich świętych.

Dźwiganie krzyża – jak to zrobić?

Jeżeli jeszcze tego nie potrafisz, daj się całkowicie zanurzyć! Śpiewanie w językach i upadanie na posadzkę to jeszcze charyzmatyczne przedszkole. Idź, szukaj u Ojca Pio i innych świętych naznaczonych stygmatem boleści.

Weź pod rękę Matkę Boleściwą. Ona z pewnością pomoże rozłupać – Tobie i mnie – zagadkę krzyża. Ostatecznie nie ma innej drogi do poznania „scientia crucis” (wiedzy krzyża) jak tylko samodzielne warsztaty praktyczne.

Geniusz z Nazaretu na Golgocie ustanowił pas transmisyjny do wieczności. Aby załadować się tam, musisz kochać „aż do bólu”. A każdy ból swojego życia „podlać miłością bez granic”. Weź ją z Serca Samego Boga – jest za darmo! W ten sposób rozłupiesz zagadkę krzyża.

Czy jesteś gotowy, aby rozbić bank i posiąść Boga?

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail