Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Benedykt XVI jak Mojżesz?

BENEDICT XVI
Udostępnij

Franciszek uważa Benedykta XVI za kogoś w rodzaju patriarchy. A on sam, jeszcze przed swoją rezygnacją, wyznaczył sobie misję modlitwy za nowego papieża.

Christophe Dickès jest francuskim historykiem i dziennikarzem. Specjalizuje się w historii stosunków międzynarodowych i historii współczesnego katolicyzmu, zwłaszcza Watykanu. Właśnie opublikował książkę „L’héritage de Benoît XVI” – „Dziedzictwo Benedykta XVI” (wyd. Tallandier).

 

Benjamin Fayet: We wstępie do książki wspomina Pan w bardzo poruszający sposób swoje spotkanie z Benedyktem XVI. Co zrobiło na Panu największe wrażenie podczas tej rozmowy?

Christophe Dickès: Podczas rozmowy? Powiedziałbym, że jego prostota  i umiejętność słuchania. A fizycznie? Bez żadnego wahania powiem, że przenikliwe spojrzenie i ciepły uśmiech. Joseph Ratzinger potrafi dowartościować swoich rozmówców… Ale ja czułem się mały przy tym wielkim teologu, który został papieżem. Być może pan nie wie, ale termin „papież” oznacza bycie mostem pomiędzy Bogiem a ludźmi. Ta krucha postać była, jak z Bernanosa, transparentna. Nie w sensie pejoratywnym. Za jego pośrednictwem czułem się po prostu trochę bliższy dobrego Boga. I kiedy zagłębiam się w jego dzieło, to właśnie ta rzeczywistość uderza swoją oczywistością: w tym jest Bóg. Miałem podobne uczucie w 2011 roku podczas adoracji w ramach Światowych Dni Młodzieży w Madrycie. Benedykt XVI totalnie się wtedy wycofał przed monstrancją, w centrum była Eucharystia.

Wiele już powiedziano o rezygnacji Benedykta XVI. Jaki jest według Pana jej najgłębszy powód?

Wyjaśniam w mojej książce, że należy się trzymać tego, co on sam powiedział. O zmęczeniu i niemożności wypełniania obowiązków. Pojawiło się wiele teorii spiskowych. Są one, jak wszystkie teorie spiskowe, nieweryfikowalne. Uznaję więc to, o czym sam mówił, nawet jeśli jakieś przyczyny zewnętrzne zaważyły na jego decyzji. Według tradycji Grzegorza I Wielkiego, papież jest „sługą sług Bożych”. Benedykt nie czuł się na siłach dłużej pełnić tej służby. Nie czuł się zdolny stanąć na wysokości zadania. Ponadto nie chciał, by władze kościoła przeżywały ponownie niepewności związane z pewnym kryzysem władzy, jak za ostatnich lat pontyfikatu Jana Pawła II.

Oczywiście, Joseph Ratzinger rozumie świadectwo Jana Pawła II, którego cierpienie samo w sobie było – jak powiedział kardynał Sarah – Ewangelią… Ale on, Benedykt XVI, nie chciał tego przeżywać. Jest człowiekiem bardzo skromnym, nie chciał, by jego fizyczne niedomaganie było obiektem zainteresowania kamer na całym świecie. To jego wybór i przede wszystkim, trzeba przypomnieć, jego prawo w sensie ścisłym, gdyż rezygnacja  („renuntiatio”) papieża jest przewidziana przez prawo kanoniczne – zarówno to z 1917, jak z 1983 roku.

Wydaje się, że istnieje przepaść pomiędzy nieśmiałą i pełną skupienia osobowością Benedykta, a tym, jak przedstawiały go media – jako twardego i autorytarnego. Jak Pan tłumaczy to niezrozumienie?

Media nigdy nie chciały podjąć wysiłku, by postawić się na jego miejscu. Nie zrozumiały głębi jego osobowości ani zdolności, by odpowiedzieć na głód duchowości wśród młodych. Weźmy Światowe Dni Młodzieży w 2011 roku w Hiszpanii, o których wspominałem. Międzynarodowy sukces, dwa miliony osób zgromadziły się na lotnisku na przedmieściach Madrytu w środku sierpnia. Otóż, z kilkoma wyjątkami, francuskie media umniejszyły ten wielki sukces, tropiąc jednocześnie najmniejszy fałszywy krok. Deformowały jego myśl, wyjmując zdania z kontekstu: np. to, co powiedział podczas wykładu w Ratyzbonie albo głośna afera z prezerwatywami w samolocie do Afryki etc.

Benedykt XVI mógłby wykorzystać i dostosować się do mediów, ale wolał pozostać sobą, ryzykując konfrontację. W ten sposób plasuje się w tradycji wielkich wyznawców Kościoła, którzy idąc pod prąd, głosili wiarę. Napisałem w mojej książce, że Benedykt XVI pozostawił po sobie czas ciszy i medytacji, refleksji i słowa, niezbędnej debaty i uczciwego dialogu. Przedłożył to ponad emocjonalną dyktaturę medialną.

 

Relacje Benedykta XVI z papieżem Franciszkiem

Czy mógłby Pan powiedzieć, jaka jest teraz relacja między Franciszkiem a Benedyktem XVI? Jaki jest status Benedykta w stosunku do nowego papieża?

Trudno to dokładnie stwierdzić. Wiemy, że papież Franciszek przekazał wiele swoich tekstów Benedyktowi XVI. Franciszek uważa go za kogoś w rodzaju patriarchy. Ma zwyczaj podkreślać, że Benedykt jest kimś w rodzaju dziadka, który „oświeca”. Franciszek zaprosił go także na konsystorze kardynałów i na wszystkie wielkie ceremonie, jak np. otwarcie Drzwi Świętych.

Co do jego statusu, jak pan wie, Benedykt XVI jest nazywany papieżem emerytem. Przyjął na siebie rolę, która nie jest prawnie określona. Jest emerytowanym biskupem Rzymu, na całym świecie są emerytowani biskupi… Ale przed rezygnacją przyjął misję modlitwy za papieża. Mimo to uważa, że ma coś specyficznego do zaoferowania. Więc istnieje pewna dwuznaczność tej roli, którą widać w znakach zewnętrznych: np. biała sutanna i piuska są najbardziej znaczące…

Pewien kardynał wyjaśniał, że ta rola jest porównywalna do roli Mojżesza, który w górach modlił się za Jozue, by ten pokonał Amalekitów. W ten sposób to nie Jozue zwycięża, ale modlitwa Mojżesza: modlitwa ciągła, bolesna, wymagająca pokonania cierpienia i bólu. Czy to nie św. Teresa od Dzieciątka Jezus powiedziała, że modlitwa tworzy ciągłe „dzieła, dzieła…”?

Mam wrażenie, że według Pana Benedykt XVI – być może bardziej niż Jan Paweł II czy Franciszek – potrafił znaleźć odpowiedzi na kryzys duchowy i moralny, jaki dotyka współczesny świat. 

Jan Paweł II odpowiedział na nowoczesność naszych czasów, stawiając człowieka w centrum swojego pontyfikatu. Od pierwszej encykliki Redemptor Hominis (1979). Postawienie w centrum człowieka i jego wolności było sposobem odpowiedzi na totalitaryzm sowiecki.

Benedykt XVI został skonfrontowany z innym totalitaryzmem, w tym relatywizmu, indywidualizmu i hedonizmu. Ale jego dzieło odpowiada tak samo krajom biednym i rozwijającym się, skłaniającym się ku zachodnim modelom, jak i samym krajom zachodnim, gdzie pojawiają się duchowe pustynie. Więc wydaje się w pełni uniwersalne. Ale, jak wyjaśniam w książce, raczej trudno oddzielić kardynała Ratzingera od Jana Pawła II i Benedykta XVI od papieża Wojtyły. Jeden i drugi tworzą unikalny pontyfikat 35 lat.

Pontyfikat Franciszka też jest bardzo naznaczony tym źródłem. Jest jednocześnie społeczny i polityczny. Polityka nudziła Benedykta XVI… Chciał działać tam, gdzie czuł się najbardziej swobodnie, spełniając rolę edukacyjną, przedkładając zrozumienie wiary nad serce myśli chrześcijańskiej.

 

Reformy Benedykta XVI

Poza polemiką, jaką Benedykt XVI podjął ze światem muzułmańskim, jaki jest prawdziwy sens przemówienia ratyzbońskiego, które jest prawdopodobnie jednym z najgłębszych i błyskotliwych, prawie „profetycznych”?

Wykład w Ratyzbonie stawia podstawowe pytanie o relację pomiędzy wiarą a rozumem. To niejedyna wypowiedź na ten temat. Ten konieczny dialog dotyczy jednocześnie krajów muzułmańskich, jak i krajów zachodnich, które chciałyby zrobić z religii sprawę prywatną. Benedykt XVI uważa, że religia musi uczestniczyć w debacie publicznej, wnosząc do niej wizję moralną i etyczną zarówno człowieka, jak i społeczeństwa, opartą na wspólnym fundamencie – szacunku dla Bożych przykazań. W mojej książce poświęcam cały rozdział tematowi relacji między religią a laickością. Benedykt XVI głęboko odnowił  związek pomiędzy nimi, dostosowując papieski dyskurs do potrzeby czasów. Ale nie zrozumieliśmy tego nazajutrz po Ratyzbonie. Dziesięć lat później, po setkach ofiar w Europie, kwestia islamu powraca w sposób naglący. Dotykając sprawy islamizmu, wykład Benedykta XVI był w istocie prekursorski.

Wobec dechrystianizacji Europy Benedykt XVI podkreślił wagę „wysp wiary”. Co przez to rozumiał?

Wspomniałem o pustyniach duchowych w społeczeństwach zachodnich. Jednak Benedykt XVI uważał, że istnieją na tych pustyniach wysepki katolicyzmu stworzone przez rodziny, szkoły, chrześcijan, którzy angażują się tak społecznie, jak i politycznie w obronę kontrkultury w społeczeństwie bez punktów odniesienia, wzorców. W tym porównał obecną sytuację do epoki schyłku imperium rzymskiego. Z tego zresztą powodu uważał, że Ojcowie Kościoła, którzy przeżyli upadek imperium rzymskiego, są ważni dla naszych czasów. Myślimy, że wszystko jest nowe, podczas gdy pokonujemy ścieżki, którymi chodzili nasi przodkowie. Na przykład św. Augustyn nie byłby zdziwiony pytaniami współczesnych społeczeństw.

Ale wracając do wysp… Przekaz Benedykta XVI dążył do tego, by chrześcijanie poczuli się odpowiedzialni. Był przekonany, że kryzys wynikał z faktu, że katolicy – jak pan i ja – nie spełniamy naszego obowiązku, to znaczy nie odpowiadamy na apel o świętość. Powiedział to jasno niemieckim biskupom, obsesyjnie skupionym na reformach strukturalnych kościoła. Odpowiedział im, że to nie tyle struktury należy zmienić, co raczej serca i dusze: nawrócić się samemu i stać się świętym.

Zmiany, które wprowadził w liturgii, miały na celu jedynie zjednoczenie katolików?

Nie tylko. Kwestia zaprowadzenia pokoju w liturgii jest oczywiście bardzo ważna. Benedykt XVI chciał zaleczyć otwarte od lat 60. rany. Ale papież życzył sobie reformy reformy – tak napisał do biskupów po zliberalizowaniu mszy Piusa V, która jest w istocie mszą Jana XXIII. Reforma reformy dąży do tego, by stary obrzęd oświecił nowy. By dał mu ten wymiar sakralny, utracony po wprowadzeniu innowacji liturgicznych w latach 70. i 80. Benedykt XVI przypomina nam, że Bóg jest obecny w hostii, i chodzi oczywiście o wydarzenie najważniejsze w historii ludzkości… To wymaga respektu, ciszy, skupienia modlitwy. Kardynał Sarah jest godnym spadkobiercą tego przesłania i jest szczęśliwy, że może stać na czele Kongregacji Kultu Bożego.

Często określa się pontyfikat Benedykta XVI jako „przejście”. Dla Pana jednak było to nadanie nowego impulsu. Czy nie jest tak, że papież Franciszek uosabia tę odnowę?

Na końcu mojej książki wyjaśniam, że każdy pontyfikat ma swoją własną tożsamość. Pewien watykanista mówił, że Jan Paweł II był papieżem widocznej obecności Kościoła, Benedykt XVI jego tożsamości, a Franciszek miałby być tym od macierzyństwa. Benedykt XVI zaczął ruch reform jednocześnie strukturalnych, jak i głęboko duchowych, przywracając katolikom żyjącym w świeckich społeczeństwach (które z nich drwiły) poczucie dumy. Ten etap reformatorski jest najważniejszy. Odnajdujemy podobne we wszystkich ważnych momentach historii Kościoła, jak np. reformie gregoriańskiej w XI wieku. Nie ma ewangelizacji bez tej reformy wewnętrznej, która właśnie z wewnątrz kieruje się ku peryferiom. Zachowanie centrum jest absolutnie podstawowe dla ewangelizacji.

Przekonanie, że można ewangelizować, zapierając się tego, kim jesteśmy, jak to miało miejsce w latach 70., jest błędem, którego nie można powtarzać. Dzieło kardynała Ratzingera, który został papieżem Benedyktem XVI, tego właśnie nas uczy.

Tekst pochodzi z francuskiej edycji portalu Aleteia

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail