Aleteia

Patrząc na jej synka pytali, czemu nie dokonała aborcji. Postanowiła odpowiedzieć

Udostępnij
Komentuj

Lacey dokładnie planowała swoje życie. Miała przystojnego męża, studiowała prawo, z radością oczekiwała na narodziny pierwszego dziecka. W 18. tygodniu ciąży, kilka dni po badaniu USG, zadzwonił do niej lekarz z informacją, że „coś jest nie tak”.

Co dokładnie – tego nie można było określić. Młodzi rodzice wiedzieli, że bez względu na wszystko, nie zdecydują się na aborcję. Nie wiedzieli jednak, czy ze szpitala wrócą do domu z dzieckiem, czy już bez niego.

 

Mój syn jest chory

Lacey wspomina, że pierwszym, co poczuła po porodzie, kiedy usłyszała krzyk Christiana, była ogromna ulga. Jej dziecko żyło.

Okazało się jednak, że stan zdrowia chłopca jest gorszy, niż się spodziewano. Miał rozszczep wargi i podniebienia. Nie wykształciły mu się oczy, przez co był kompletnie niewidomy. Nie mógł nawet zamknąć ust. „Nie wiedzieliśmy, co zrobić, jak wychowywać dziecko, które nic nie widzi” – wspomina Lacey. Pierwszą operację Christian przeszedł w czwartej dobie życia. W szpitalu spędził cztery tygodnie. Powrót do domu nie oznaczał jednak, że od tej pory będzie już łatwiej.

 

 

Dlaczego nie dokonałam aborcji?

„Za każdym razem, kiedy zabieraliśmy Christiana na zewnątrz, ludzie gapili się i szeptali za moimi plecami: patrz na to dziecko. Dzieci pytały swoich mam, co jest nie tak z tym dzieckiem. Wszędzie, gdzie wychodziłam, był ktoś, kto wytykał Christiana palcem” – mówi Lacey w zamieszczonym na YouTube filmiku, który został już wyświetlony ponad milion razy.

Pewnego razu spotkała dziewczynę, która podeszła do niej i powiedziała, że Lacey musi być okropną osobą, skoro nie dokonała aborcji na swoim synku. Młoda mama miała już dość – do trudności związanych z wychowywaniem chorego dziecka dochodziło cierpienie zadawane przez przypadkowych ludzi, którzy nie akceptowali Christiana. Zastanawiała się, co czeka go, kiedy dorośnie, skoro już jako niemowlak spotyka się z taką wrogością. Drogę do wyjścia ze smutku pokazał jej w końcu sam Christian.

 

Jak radzić sobie z chorobą dziecka?

Zaczął bawić się i uśmiechać – tak jak zdrowe dzieci. „Kiedy ludzie zaczynali się na niego gapić, on zaczynał chichotać” – mówi Lacey w nagraniu. „A wtedy i oni chichotali z nim” – dodaje.

Coraz więcej osób kojarzyło Christiana i wyszukiwało jego mamę przez Facebooka. W ten sposób rodzice poznali mnóstwo nowych przyjaciół – takich, którzy byli jednocześnie przyjaciółmi ich synka. Opowiadali o tym, jak chłopiec ich inspiruje i o tym, jak jest piękny. „Każdy, kto spotyka Christiana, dość szybko się w nim zakochuje – mówi Lacey. I przytulając dziecko dodaje: Te osądzające spojrzenia i szepty już mnie więcej nie dręczą. Bo wiem, że Christian jest piękny – wewnętrznie i zewnętrznie. Jest miłością mojego życia i jest cudem”.

Na koniec nagrania Lacey odwraca synka przodem do kamery. Pokazuje jego buzię, która odpychała tak wiele osób. Tak jak każda inna matka – jest dumna ze swojego synka.

 

 

Lacey i Christian Buchanan

Zamieszczony w Internecie filmik miał być formą odpowiedzi dla tych, którzy nie doceniali Christiana. Jego popularność sprawiła, że na Facebooku Lacey szybko zabrakło miejsca na nowych znajomych. Założyła wiec fanpejdż „Lacey and Christian Buchanan”. Śledzi go już ponad 350 tysięcy osób. W swoich wypowiedziach zarówno w sieci jak i poza nią, prosi mamy, które dowiedziały się o chorobie swojego nienarodzonego dziecka, aby nie dokonywały aborcji.

Mówi o tym, jak bardzo się cieszy, że jej synek żyje, bawi się z przyjaciółmi i młodszym bratem, chodzi do szkoły, trenuje karate. Lacey w tym czasie wydała książkę „Przez oczy nadziei”, skończyła studia i planuje w niedługim czasie rozpocząć własna praktykę prawniczą.

Jej życie okazało się inne, niż sobie wyobrażała. Ale teraz nie potrafi już sobie wyobrazić innego życia – życia bez swoich dwóch, tak samo cudownych, synków.

 

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail