Aleteia

Jezus mieszka na poddaszu naszego Dużego Domu. Dosłownie

Kamil Szumotalski/ALETEIA
Udostępnij
Komentuj

Mieszkanie przy kaplicy pozwala nam być blisko Jezusa, a on jest najlepszym pedagogiem i wychowawcą. Dzieci chętnie tam chodzą, tańczą w kaplicy, śpiewają. Mogą poczuć, że Pan Jezus jest blisko, jest ich bratem.

Już kolejny raz jesienną porą zajeżdżamy pod jeden z wrocławskich bloków. Nie jest to zwykły dom. Gospodarzem tego miejsca – zamieszkującym kaplicę na poddaszu – jest Jezus. Drzwi do każdego mieszkania są otwarte. Przez cały weekend gościmy w Dużym Domu na sesji poświęconej duchowości bł. Karola de Foucauld. O historii miejsca i codziennym życiu rozmawialiśmy z jego mieszkańcami. Najpierw z Ludmiłą i Władysławem Puzanowskimi – założycielami wspólnoty Duży Dom.

 

Dorota i Kamil Szumotalscy: Jak to się stało, że rodzina z siódemką dzieci zdecydowała się na budowę wielorodzinnego domu, w którym będzie znajdowała się kaplica?

Władysław: Pomysł był wcześniejszy. Przed 41 laty, jako młode małżeństwo, jeszcze bezdzietne, poznaliśmy Małe Siostry Jezusa, które miały dom z kaplicą. Byliśmy bardzo ciepło przyjęci przez siostry i odnaleźliśmy się w duchowości, jaką żyją. Stała się nam bardzo bliska.

Była to duchowość, w której nawiązuje się relacje osobowe. W domu sióstr mogliśmy mówić, co nam w duszy gra, bo potrafiły słuchać. Postrzegaliśmy siostry jako osoby otwarte na innych. Były zanurzone w modlitwie, chodziły do kaplicy, modliły się. To nas ujęło.

Zadawaliśmy pytanie, czy w życiu świeckim, życiu rodzinnym może być podobnie. Przez wiele lat nie widzieliśmy możliwości realizacji takiego pragnienia, ale po 10 latach od poznania Małych Sióstr okazało się, że będziemy mogli wziąć kredyt na budowę domu. Mieliśmy nadzieję, że zaistnieje w nim kaplica z Najświętszym Sakramentem.

Wszystko, co robiliśmy, było w porozumieniu z Kościołem – nasz biskup wiedział o kolejnych etapach prac, mówiliśmy mu także o naszych pragnieniach. Towarzyszył nam. Kiedy zaczęliśmy budowę, w naszej rodzinie było już siedmioro dzieci.

Ludmiła: To było naturalne. My naprawdę potrzebowaliśmy większego mieszkania. Nie było tak, że zdecydowaliśmy się zrobić skok w wielką niewiadomą. W Bożej przestrzeni szukaliśmy rozwiązania potrzeb naszej rodziny.

 

Jak zareagował biskup na prośbę o umieszczenie Najświętszego Sakramentu w domu?

Kiedy dom był już zbudowany, napisaliśmy prośbę w imieniu całej wspólnoty. Równocześnie prosił o to proboszcz naszej parafii. Ksiądz kardynał Gulbinowicz przychylił się do naszej prośby – zaufał, że będziemy się Panem Jezusem opiekować.

Władysław: Jako wspólnota chcemy być głęboko zakotwiczeni w życiu parafii. Jesteśmy tam jednymi z wielu, niczym się nie wyróżniamy. Powinniśmy wyróżniać się tym, że nasze codzienne życie będzie w ogromnej łączności z Panem Jezusem. To, że mamy w domu kaplicę, bardzo temu służy.

Ludmiła: Jeden z naszych przyjaciół powiedział, że ma to być kawałek normalnego, Bożego świata.

 

Nie mamy wspólnoty majątkowej. Łączy nas Jezus

Budzi nas głos wezwania: „Boże, wejrzyj ku wspomożeniu memu…”. Zaspaliśmy, a za ścianą rozpoczęła się jutrznia. To efekt rozmów do późnych godzin nocnych z naszymi gospodarzami, Małymi Siostrami, Małymi Braćmi i wszystkimi przyjaciółmi, dla których drzwi tego mieszkania są zawsze otwarte. Schodzimy po krętych schodach na śniadanie. Przy stole siedzi już siedmioro dzieci. Najmłodsza, Faustyna na rękach u mamy. Gościmy u Wandy i Radosława Mokrzyckich, młodego małżeństwa mieszkającego w Dużym Domu. Zastanawiamy się jak połączyć życie we wspólnocie całą rodziną, które wiąże się także ze wspólnym mieszkaniem? Zadajemy to pytanie naszym gospodarzom.

Wanda: Mieszkamy w jednym budynku, wspólnie się o niego troszczymy, mamy dyżury sprzątania czy prac ogrodowych – na tym polega wspólnota sąsiedzka. Nie mamy wspólnoty majątkowej. Zawsze i na każdego z naszych sąsiadów możemy liczyć, są bardzo serdeczni i życzliwi.

Łączy nas Pan Jezus. Mamy tygodniowy plan modlitw – w poniedziałek i środę rano jest jutrznia, we wtorek wieczorem różaniec, w środy jest spotkanie formacyjne, na którym rozważamy Ewangelię, w czwartek msza święta i całonocna adoracja. W niedziele idziemy na mszę do parafii – tu są nasze korzenie.

Jest zatem wspólnota modlitwy, dzielenie Słowem i charyzmatem życia bł. Karola de Foucauld, jednak nie ma takiego rygoru, żeby ten plan wspólnej modlitwy skrzętnie realizować. Na tym etapie mojego życia, o godzinie szóstej przygotowuję dzieci do szkoły i nie mam możliwości pójść na jutrznię. Z tej nieobecności nikt mnie nie rozlicza.

 

W waszej rodzinie jest ośmioro dzieci. Jaki wpływ na ich wychowanie, na ich życie ma bliskość Najświętszego Sakramentu?

Radosław: Mieszkanie przy kaplicy pozwala nam być blisko Jezusa, a on jest najlepszym pedagogiem i wychowawcą. Moim zdaniem cała mądrość wychowania jest w Ewangelii. To podejście z miłością, jakiej uczył nas Jezus. Jeśli pozwalamy Jemu się prowadzić i wychowywać, to On nas uczy, jak wychowywać nasze dzieci.

Wanda: Dzieci nie są we wspólnocie. One nie są do niczego zobowiązane, raczej wychowują się na jej łonie. Staramy się korzystać z tego, że mamy blisko kaplicę i być na adoracji całą rodziną. Dzieci chętnie tam chodzą, tańczą w kaplicy, śpiewają. Jest to czas, kiedy dzieci mogą poczuć, że Pan Jezus jest blisko, jest ich bratem.

 

Charyzmat bł. Karola przyciąga nowych mieszkańców

Na tegoroczną sesję przygotowano pamiątkowe obrazki. Autorką kwiecistego wizerunku Maryi jest Antonina Gorodnya, która wynajmuje jedno z mieszkań. Pracuje jako terapeuta zajęciowy, prowadząc pracownię plastyczną i rękodzieła.

 

Jak to się stało, że znalazłaś się w Dużym Domu?

Tonia: Po przeczytaniu książki „Głos pustyni” poznałam osobę Małej Siostry Magdaleny. Miałam wtedy 17 lat i mieszkałam na Ukrainie. Zachwyciłam się charyzmatem Małych Sióstr Jezusa i później poznałam Karola de Foucauld, jego listy i wrażliwość na Pana Boga.

Po jakimś czasie rozeznawałam swoje powołanie we wspólnocie Małych Sióstr Jezusa. Wtedy już wiedziałam o istnieniu tego domu. I wiedziałam, że chciałabym żyć podobnie.

Kiedy przeprowadziłam się do Wrocławia, zamieszkałam we wspólnocie Arka, znajdującej się w sąsiedztwie Dużego Domu, przychodziłam na adorację do kaplicy. I po pewnym czasie przyłączyłam się do wspólnoty, po zamieszkaniu w Dużym Domu.

 

Wspólnota Duży Dom jest katolickim publicznym stowarzyszeniem wiernych. Należą do niej osoby mieszkające w budynku przy ul. Jutrosińskiej 13-15 we Wrocławiu, które co roku, uroczystym aktem Przymierza, potwierdzają gotowość życia we Wspólnocie zgodnie z jej Ideałem i Statutem.

Udostępnij
Komentuj
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail