Aleteia

Tylko jeden list. Do kogo wyśle go Twoje dziecko

Elva Etienne/Getty Images
Udostępnij
Komentuj

Oto grupa przedszkolaków pisze list do świętego Mikołaja. Nie są oszczędni w swoich pomysłach. I jest niespodzianka, która daje do myślenia!

W moim domu od kilku dni słychać świąteczne hity Michaela Bublé. W powietrzu unosi się cytrusowy posmak mandarynek, bo tak właśnie pachnie zima! A w myślach tworzę listę prezentów i wszystkich rzeczy must have przed 25 grudnia. Czuję, że czas zaczyna przyspieszać. Na szczęście jak co roku powracają viralowo spoty, które uwielbiam. Jednym z nich jest TEN.

 

Czego najbardziej pragną dzieci?

Dzieciom nie można zarzucić braku szczerości. Bo są w niej uroczo bezwzględne. W tym eksperymencie, Ikea wykorzystała dziecięcą prawdomówność w najlepszym stylu i w dobrym celu. Oto grupa przedszkolaków pisze list do świętego Mikołaja. Nie są oszczędni w swoich pomysłach. Mają taką możliwość jeden raz do roku, więc wybierają dla siebie to, co najlepsze.

A potem zaskoczeni dostają do wykonania jeszcze jedno zadanie: napisz list do swoich rodziców i poproś o co tylko chcesz. O co proszą te szczerbate maluchy? O czas.

A potem pytanie: „możesz wysłać tylko jeden list, do kogo go wyślesz: do Mikołaja czy do rodziców?”, każde dziecko wybrało list do rodziców. Wybrało czas na wspólną zabawę, czas na grę w piłkę, czas na czytanie bajek, czas by być razem.

 

Czas spędzony razem

I wtedy sięgam pamięcią dwadzieścia lat wstecz. Grudzień co roku był mroźno-biały, wracałam przemoczona do suchej nitki ze śniegowych szaleństw, mama nalewała do miski ciepłej wody z solą, żebym mogła wymoczyć nogi, sadzała mnie obok siebie w kuchni, na stole leżał śpiewnik, albo nasze ulubione tomiki z wierszami i ona przygotowywała potrawy, a ja recytowałam wiersze, albo wspólnie śpiewałyśmy. Bardzo lubiłam tę naszą kuchnię.

Cieszę się, że dzieciństwo spędziłam w zalesionym miasteczku, w którym nie było ani stacji benzynowej, ani McDonalda, ani długo, długo supermarketu otwartego w niedzielę. Te kilka sklepików i sobotni targ wystarczyło. Może stąd moja mama miała czas, by wyjść ze mną wieczorami na sanki. Może dlatego ilekroć na termometrze pojawiał się pierwszy minus, tylekroć jakiś sąsiad pojawiał się z wiadrem wody i robił ślizgawkę ku radości wszystkich dzieci. A strażacy dbali o to, by w rodzinnym parku było sezonowe lodowisko. Może dlatego, bo o czas spędzony razem było łatwiej? Praca kończyła się o 15:00, sklepy otwarte były tak długo jak właścicielowi chciało się stać za ladą, a nasze zajęcia pozaszkolne, to była po prostu swobodna zabawa na świeżym powietrzu.

 

Przeżywanie chwili

Wracam sercem do spotu Ikei i myślę o moich dzieciach, jeszcze wolnych od pędzącego zawrotnym tempem systemu edukacji i pracy. Myślę o tym jak one, za te dwadzieścia lat, będą wspominać grudniowe dnie i wieczory.

Czy zapamiętają zapach naszego domu, jego muzykę? Czy uśmiechną się na wspomnienie o wspólnym gotowaniu, przyklejaniu liści na kartkę papieru, oglądaniu drogi mlecznej i słuchaniu Misia Uszatka? Myślę o tym czy jestem mamą, która nie marnuje tego i tak już mocno okrojonego czasu? Czy potrafię odłożyć telefon, kiedy siadam na podłodze, by układać z nimi puzzle? Czy potrafię skupić swoją uwagę i zaangażować się w to ich przeżywanie chwili? Bo wiem, że żadna zabawka świata nie zastąpi im uśmiechu, oklasków, przytuleń i wygłupów rodziców. Wiem, że jako rodzice jesteśmy bezkonkurencyjni, przynajmniej do czasu. No właśnie, czas jest tym czego nie odzyskam, ale w każdej chwili mogę dać. Czy daję go wystarczająco dużo?

Już za rok mój mały przedszkolak nabazgroli pierwszy list do świętego Mikołaja. O co w nim poprosi?

 

Udostępnij
Komentuj
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail