Aleteia

Firmowa „wigilia”. 7 pytań, na które musisz sobie odpowiedzieć

Shutterstock
Udostępnij
Komentuj

Wraz ze świętami zbliżają się firmowe „wigilie”. Mimo odświętnych strojów, uśmiechów na twarzy i smacznego poczęstunku, z wielu z nich uczestnicy wyjdą zniesmaczeni. Mogłoby być inaczej, gdyby organizatorzy takich wydarzeń odpowiedzieli sobie na 7 poniższych pytań.

Wigilia czy spotkanie świąteczne?

Gwiazdka, Boże Narodzenie, Święta (przez duże „Ś”), a może Nowy Rok? Oczywiście rodowód świąt jest religijny, ale jeśli ta religijność ma zostać zbanalizowana (czy nawet wyśmiana), może zrezygnować ze zbyt mocnego akcentowania tego religijnego wymiaru? W sytuacjach skrajnych lepiej spotkać się z okazji Nowego Roku, niż wystawiać na szwank wartości religijne.

Równocześnie warto nazywać rzeczy po imieniu. Bo w większości polskich firm „wigilie” to spotkania z okazji świąt Bożego Narodzenia. Przy czym nie ma co ich nazwać wigilią – wigilia to przecież nocne oczekiwanie na nadchodzące święto. „Spotkanie przedświąteczne” lub „Spotkanie świąteczne” – to lepsze nazwy też dlatego, że uwalniają od „wigilijnych zobowiązań”…

Razem z pierwszą gwiazdką?  

Do wieczerzy wigilijnej przed Bożym Narodzeniem tradycyjnie siada się wraz z błyskiem na niebie pierwszej gwiazdy. Ale każde grudniowe popołudnie to coraz szybsza galopada myśli o sprzątaniu, gotowaniu i prezentach. Dlatego nie warto robić spotkania po godzinach pracy.

Jeśli organizujemy kwadrans na wymianę oficjalnych uprzejmości, to ostatni godzina w biurze będzie odpowiednia. Na spotkanie sprzyjające budowaniu relacji międzyludzkich należy poświęcić część lub cały dzień pracy.

 

Mikołaj czy Trzej Królowie?

Przyjęło się, że firmowe (ale też szkolne itp.) spotkania z okazji świąt organizuje się zanim one nastąpią. Trochę to dziwne świętować coś, czego jeszcze niema. Zresztą końcówka grudnia to bardzo napięty okres. Czemu nie umówić się bliżej 6 stycznia, kiedy zdaniem wielu „nic się nie dzieje”?

Jeśli to nie jest możliwe, to datę lepiej wybrać bliżej 6 niż 24 grudnia. Firmowe prezenty można wręczyć z okazji mikołajek, a przecież już jesteśmy w okresie adwentowych przygotowań. Duża odległość od Bożego Narodzenia to większy dystans od zbyt wigilijnego menu, które dla wielu jest świętością przypisaną do tylko jednego dnia w roku.

 

Jasełka, czyli szopka?

Szef przebrany za św. Mikołaja? Jasełka odgrywane przez pracowników? W większość przypadków takie inicjatywy stają się „szopką” – oficjalnie wszystkim się podoba, bo nikt nie ma odwagi powiedzieć jak jest naprawdę.

Firmowe spotkanie świąteczne, to jednak nie święta w rodzinnym gronie i należy mieć tego pełną świadomość. Też z tego powodu, nie zawsze udaje się zapraszanie na takie wydarzenie pracowników z całymi rodzinami.

 

Razem, czyli przed telewizorem?

W wielu domach święta, to wspólny czas przed telewizorem. Może to nie najlepiej, ale zawsze razem. A w firmach co zrobić, żeby ludzie chcieli chwilę pobyć ze sobą, gdy już nie będzie co jeść?

Rodzinna moda na planszówki udziela się też biznesowi, w postaci gier szkoleniowych. Zorganizowanie firmowej gry dla kilkunastu, czy kilkudziesięciu, a nawet stu osób, to dziś nie problem. Dzięki niej ludzie lepiej się poznają i jeszcze mogą się czegoś nauczyć.

 

Co komu dać w prezencie?

Często nie wiemy co komu dać pod choinkę. Ten sam dylemat pojawia się w miejscach pracy. Brak nawet symbolicznego prezentu przeważnie jest bardzo źle widziany. Przy czym trzeba pamiętać, że nie jest prezentem coś takiego jak np. premia okresowa.

Prezent firmowy powinien otrzymać każdy pracownik i na każdym szczeblu powinien on być takiej samej wartości. Lepiej unikać sytuacji, w której obdarowany wolałby prezent (np. gadżet firmowy) zamienić choćby na kilogram mąki. Dlatego tak popularna jest koperta, wspierająca świąteczne wydatki.

 

Właściwie po co to robimy?

No właśnie! Po co organizować firmowe spotkania z okazji świąt? Jedni to robią dla przyzwoitości, inni by się pokazać, jeszcze inni liczą na spotkanie w innych okolicznościach niż wyłącznie zawodowe… Warto np. za pomocą anonimowej ankiety zapytać współpracowników, co o tym myślą.

Jeśli już wiemy po co to robimy, a nawet po co chcielibyśmy (my i inni pracownicy firmy), żeby to się odbyło, można czytać tekst od początku – bo odpowiedzi na wcześniejsze pytania mogą okazać się inne niż za pierwszym razem.

Udostępnij
Komentuj
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail