Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Ferie w domu – pełen luz, brak planu, bliskość. Tego potrzebowaliśmy

MATKA Z CÓRKĄ
Shutterstock
Udostępnij

Ferie u nas nadeszły tydzień z hakiem temu. Wyczekiwane. Z utęsknieniem, ale i pewnym niepokojem zwłaszcza po stronie nas, rodziców. Dzieci bowiem stanowczo poprosiły nas: „Nie wyjeżdżajmy nigdzie. Chcemy zostać w domu”.

Wypoczynek stacjonarny – wcale nie gorszy

Pierwszą odrzuconą propozycją był wyjazd na narty do Czech. Nie mamy tradycji narciarskich, ale od kilku lat znajdowaliśmy wspólnie ze znajomymi miejsce, gdzie dzieci mogły się uczyć od podstaw. W tym roku pomysł spotkał się z całkowitym wetem ze strony dzieci. I tak nasza pięcioosobowa rodzina z dziećmi w wieku 3, 12 i 14 lat, mną pracującą dorywczo w wolnym zawodzie oraz mężem w korporacji – podjęliśmy decyzję o, powiedzmy, wypoczynku stacjonarnym.

I tu właściwie aż prosiłoby się o tekst pt. „10 pomysłów na udane ferie w domu”. Moja koleżanka ze szkolnych lat podzieliła się pierwszym na swoim Facebooku: każdego dnia losujemy jakieś państwo. Uczymy się słów w języku tego kraju, przygotowujemy danie z jego kuchni, wymyślamy stroje, oglądamy film, słuchamy rodzimej muzyki. Spróbowaliśmy w okrojonym zakresie (zostawiając dzieciom wolność wyboru krajów, które weszły do losowania) i było w tym wiele frajdy.

Jednak szukanie „10 pomysłów na…” wynika z wielkiej obawy rodziców, że z ferii w domu może wyjść coś w mowie potocznej noszącego nazwę jednego z miast w Wietnamie (znaczy – tzw. „Sajgon”). Dlatego dziś chciałabym skupić się na innym projekcie, który podrzuciła koleżanka córki z sąsiedztwa: „zobaczymy, co będzie”.

 

Intuicja dzieci – nic nie musieć

Mój mąż miał z tym wielki problem. W pierwszy dzień ferii przysłał mi przegląd ofert z hoteli w Kotlinie Jeleniogórskiej w kwotach last minute, które jednakże wymagały wyskoku z portfela w okolicach rekordów Kamila Stocha. Postawiliśmy opór. Kilka zaplanowanych na ten czas zaległych wizyt u okulisty, weterynarza i ortodonty było w sumie tylko wymówką. Chciałam zaufać domatorskiej intuicji dzieci.

By uciszyć wyrzuty sumienia („co za matka funduje dzieciom ferie w domu?”), zaczęłam dopytywać o motywy ich decyzji. I odpowiedzi były bardzo szczere. „Mamo, chcę odpocząć”. „Mamo, chcę, żebyśmy zrobili coś razem”. Dopytywałam więc dalej, co chcieliby zrobić razem z nami – od wycieczki po planszówki i gry karciane. „Mamo, zacznijmy od tego, że posiedzimy sobie razem w jednym pokoju i nic nie będziemy robić”.

Był to dla mnie ważny trop. Mówiący zresztą i o mojej tęsknocie. Uwielbiam być razem z rodziną w domu. Zwłaszcza, że ostatnio „na zewnątrz” domu każde z nas z osobna i my razem dużo przeszliśmy. W pewnym momencie dom stał się najbezpieczniejszym miejscem, gdzie nie tylko każdy ze swoim bagażem jest przyjęty, ale gdzie odbywają się długie narady, szukamy rozwiązań dla złożonych problemów i trosk każdego z nas – i szukamy rozrywki, która rozjaśni chmury.

 

Nie jest nudno

Prośba córki zresztą opowiadała jeszcze o czymś innym. O potrzebie, by się nigdzie nie spieszyć i nic nie musieć. Mieszkamy od kilku lat za miastem i dojazdy wymagają bardzo wczesnych pobudek. Krótkie popołudnie i wieczór zostaje na posiłek i odrabianie lekcji. Na pewno w każdym domu jednak rodzina z dziećmi zna tę konieczność wyrabiania się i godzinowej rozpiski. Nasze dzieci chciały odpocząć od grafiku i przymusów. Najlepiej z książką w łóżku.

Nie jest w żadnym względzie nudno. Mąż, w którym potrzeba aktywności po godzinach w biurze jest wielka, jedzie po pracy z chętnymi (i akurat zdrowymi) na łyżwy lub basen do pobliskiego niewielkiego miasteczka (celowo nie do zatłoczonego Wrocławia, który jest w tej samej odległości w odwrotnym kierunku). Dzieci widują się ze swoimi znajomymi z naszej wsi – grają, wymyślają zabawy, organizują seanse kina domowego.

Jeśli ubolewamy, że dzisiejszy człowiek zgubił siebie i ciągle w niepokoju gdzieś leci, coś osiąga i do czegoś dąży, ferie w domu są swego rodzaju wyspą marzeń. Bliscy są na odległość ręki. Obowiązkami można się solidarnie dzielić (dzieci też mogą ugotować ulubioną potrawę albo pójść do pobliskiego sklepu). Można się nudzić, wymyślać i robić bez pośpiechu rzeczy, na które normalnie nie ma czasu.

Czasami trzeba odpocząć od planu, spinania się, zdążania i działania. Wystarczy nie stresować się ogromnie… brakiem stresu, który wybieramy dla nas na ten moment życia.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail