Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Wiesz, co słychać u twoich sąsiadów?

SĄSIEDZI
Shutterstock
Udostępnij

Raczej nie wydaje nam się naturalne wpadanie do siebie na herbatkę i bycie na bieżąco z tym, co u sąsiada słychać. Owszem, wiemy kto jakim jeździ autem, czy ma psa albo kota, ale zwykle nie mamy już wiedzy o tym, co lubi robić czy jaką ostatnio czytał książkę.

Jakiś czas temu brałam udział w spotkaniu dyskusyjnym na temat zaangażowania w życie społeczne. Przyszli oczywiście sami zaangażowani. Albo przynajmniej chadzający na spotkania dyskusyjne – to już coś. Świadomi tego, jak ważne jest działanie. Gotowi toczyć długie debaty na tematy polityczne. Gotowi przekonywać obecnych na sali przekonanych do tego, że warto być aktywnym. Warto się zrzeszać, pamiętać o inicjatywach oddolnych, samorządach, wolontariacie. Trzeba się starać zmienić coś w tym kraju na lepsze.

Na szczęście, nie zdążyliśmy się rozkręcić na całego i ubić jakiejś puszystej narodowej piany (na przykład przy okazji rozważań o tym, które sfery życia społecznego wymagają naszego największego zaangażowania).

Obawiam się, że w ogóle ta rozmowa mogłaby doprowadzić do mało konkretnego wniosku, że cała Rzeczpospolita jest do naprawy, gdyby nie głos, który zbił wszystkich zgromadzonych z pantałyku. I skierował naszą dysputę, a przede wszystkim chyba nasze myśli na zupełnie inne tory. Osiemdziesięcioletni, niezwykle ciepły i pogodny mężczyzna poradził, by każdy zadał sobie proste pytania: „Czy wiesz, jak mają na imię twoi sąsiedzi? Rozmawiacie czasami?”.

Czytaj także: Jak być gościnną, czyli kto pije tylko earl greya?

 

Lepiej być anonimowym?

Oczywiście, zbytnim uproszczeniem byłoby stwierdzenie, że wszyscy żyjemy w społeczeństwie całkowicie anonimowi i nikt nigdy nie nawiązał żadnego kontaktu z sąsiadami. Myślę, że możemy się jednak zgodzić, że tendencja do anonimowości w obrębie bloku, kamienicy czy osiedla jest zauważalna.

Raczej nie wydaje nam się naturalne wpadanie do siebie na herbatkę i bycie na bieżąco z tym, co u sąsiada słychać. Owszem, wiemy kto jakim jeździ autem, czy ma psa albo kota, ale zwykle nie mamy już wiedzy o tym, co lubi robić czy jaką ostatnio czytał książkę. Niewiele o sobie wiemy, bo mijając się na klatkach schodowych czy spotykając w osiedlowym sklepie, nie angażujemy się w rozmowy.

Starszy pan zawstydził więc niejednego obecnego na sali, zaangażowanego w sprawy społeczne dyskutanta. Przede wszystkim przyczynił się jednak do refleksji. Jest coś paradoksalnego w tym, że ta sama osoba, która działa w organizacji pozarządowej albo wykonuje kawał dobrej roboty jako wolontariusz, dajmy na to w schronisku dla zwierząt, może przeoczyć, że ktoś, kto na co dzień jest tak blisko, potrzebuje pomocy.

Trudno się przecież otworzyć przed „tą babką spod siódemki”. O wiele łatwiej poprosić o coś na przykład „pana Leszka z drugiego piętra”, jeśli prowadzimy z nim czasem jakiś small talk, dzięki któremu wiemy, że starym oplem jeździ latem na działkę podlać ogóreczki.

Czytaj także: Kiedy ostatni raz pożyczałeś cukier od sąsiadów?

 

Jak ma na imię twój sąsiad?

Pytanie „czy znasz imiona swoich sąsiadów?” szumiało mi w głowie jeszcze wiele razy. Raz, gdy z radia dowiedziałam się o istnieniu w Polsce hoteli dla roślin. Dziennikarz, jak gdyby nigdy nic, informował o tym, gdzie można zostawić pod opieką swoje rośliny na czas urlopu (by wykwalifikowana dłoń eksperta podlewała je fachowo za pieniądze). I ani słowa o tym, że niektórzy w czasie wakacji dają swoje kwiaty sąsiadom albo zostawiają im po prostu klucze i ci (za darmo!) godzą się zajść do ich mieszkania co dwa dni, żeby podlać… No jasne – pomyślałam – nikt nie będzie się przecież ładował ze swoimi doniczkami do „jakichś ludzi spod piątki”. A już na pewno nie damy kluczy do swojego mieszkania komuś obcemu – to jakieś szaleństwo! Czy jest ktoś, kto mógłby na urlopie spać spokojnie, wiedząc, że sąsiad ma jego klucze?

 

Dobry sąsiad – chcesz nim być?

Ja myślę, że tak, znaleźliby się tacy. Wierzę, że między nami sąsiadami nie jest tak źle. Mam bardzo miłe wspomnienie z czasów studenckich, kiedy mnie i moją przyjaciółkę przywitała radośnie około siedemdziesięciopięcioletnia pani Jadwiga, zaraz po tym, jak wynajęłyśmy mieszkanie.

Była tak otwarta, serdeczna i ciekawa ludzi, że zdarzyło nam się zachodzić do niej na herbatę i uśmiać do rozpuku, słuchając opowieści o jej młodości. Kolejnym pozytywnym przykładem jest Kasia, mieszkająca w dziesięciopiętrowym bloku. Od kilku lat przykleja przy windzie kartkę z informacją, że danego dnia organizuje przyjęcie urodzinowe i z góry przeprasza, jeśli wieczorem będzie nieco głośniej niż zwykle. Obiecuje (i zawsze dotrzymuje słowa!), że będzie to kulturalna impreza i „w razie uwag zaprasza do bezpośredniego kontaktu”.

Czytaj także: Czy Twoi sąsiedzi wiedzą, że istniejesz?

Reakcja sąsiadów jest zawsze fenomenalna. Wielu z nich sięga po długopisy i składa życzenia, pozdrawia, dziękuje za informację, dorysowuje jakieś minki, kwiatki i balony. Taki drobiazg, a powoduje duży uśmiech.

O wielu innych zaletach nawiązywania kontaktu ze swoimi sąsiadami można poczytać na stronie „Q-Ruchu Sąsiedzkiego”, którą odkryłam, gdy poszukiwałam informacji o Dniu Sąsiada. Tak, jest takie święto. I można je zorganizować na swoim podwórku. Czego życzę nie tylko amatorom inicjatyw prospołecznych. Bo świętowania i pozytywnych akcentów w życiu codziennym nigdy za wiele!

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail