Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail
Aleteia

Hinduski ksiądz na misjach w Polsce: Każdy kraj potrzebuje posługi misyjnej

KSIĄDZ SIBY GEORGE
Udostępnij
Komentuj

Ludzie są życzliwi, akceptują mnie. Często przynoszą nam na plebanię jedzenie: jajka, mięso, mleko. A Jasna Góra to moje ulubione miejsce, gdzie Matce Bożej zawierzam swoje życie.

Ks. Siby George z Indii jest pomocnikiem w parafii św. Joachima w Skawinkach k. Kalwarii Zebrzydowskiej, członkiem Zgromadzenia Sług Maryi Niepokalanej.

 

Małgorzata Bilska: Pamięta Ksiądz swój pierwszy dzień w Skawinkach?

Ks. Siby George: Tak. Przyjechałem tu w 2014 roku, w Wielki Tydzień. Ksiądz proboszcz Adam Szczygieł przedstawił mnie swoim parafianom w kościele. Odprawiliśmy razem mszę świętą, a następnie miałem możliwość osobiście porozmawiać z ludźmi. To był dobry dzień. W Skawinkach zostałem wtedy na dwa miesiące.

Wcześniej byłem w Polsce w latach 2005-2009. Mieszkałem najpierw w Radomiu, gdzie jest dom naszego zgromadzenia. Przez 3 miesiące uczyłem się języka polskiego w Warszawie, potem – przez 6 miesięcy w Krakowie. Tu chciałem zostać. Kiedy przyjechał generał zgromadzenia, udaliśmy się razem do ks. kard. Stanisława Dziwisza, który skierował mnie do pracy w szpitalu im. Rydygiera. Tam spotkałem ks. Adama, który był szpitalnym kapelanem.

Potem pracowałem w szpitalu dla osób chorych psychicznie w Kobierzynie. Po 1,5 roku skończyła się umowa i wróciłem do Indii. Zostałem rektorem seminarium na 2 kadencje (6 lat). Zrobiłem licencjat z psychologii. Przez cały ten czas utrzymywałem kontakt telefoniczny i mailowy z ks. Adamem.

 

W jaki sposób został ksiądz pomocnikiem w parafii w Skawinkach?

Do Polski (a dokładnie do Skawinek) ponownie przyjechałem w 2016 r. na Światowe Dni Młodzieży. Wówczas spędziłem tu 3 miesiące. Przez ten czas pomagałem w parafii – spowiadałem, odprawiałem msze, głosiłem kazania.

Proboszcz parafii w Skawinach przedstawił mi propozycję zostania pomocnikiem w parafii. Po wyrażeniu zgody przeze mnie i prowincjała Zakonu Synów Niepokalanego Poczęcia – 17 grudnia 2016 r. przyjechałem ponownie do Skawinek – tym razem na rok.

 

Wasze zgromadzenie ma charakter misyjny. Ksiądz przyjechał na misje…

Tu jest 98 proc. katolików, ja wiem…

 

Formalnie.

Wielu chrześcijan w Europie odchodzi od Kościoła. Uważam, że każdy kraj potrzebuje posługi misyjnej, zwłaszcza wśród młodzieży.

 

Aleteia też ma misję docierania do młodych.

Moim zdaniem ewangelizacja znaczy: Być dobrym człowiekiem dla ludzi. Staram się to czynić. W Skawinkach prowadzę spotkania z młodzieżą, głoszę kazania, przybliżam tradycje i zwyczaje z kraju, z którego pochodzę. Chyba dlatego ludzie są zadowoleni. Akceptują mnie.

Jest tu 300 domów. Chodząc po kolędzie, odwiedziłem około 180. Po modlitwie rozmawiałem z mieszkańcami na różne tematy. Opowiadali o swoich problemach, pytali o Indie. Są życzliwi. Często przynoszą nam na plebanię jedzenie: jajka, mięso, mleko… Lubią księdza proboszcza.

 

Dokarmiają Was (śmiech). Opowie Ksiądz o początkach swojego kapłańskiego powołania?  

Moja rodzina jest bardzo religijna. Mama chodzi do pobliskiego kościoła codziennie. Siostra jest franciszkanką, mam wielu kuzynów księży i zakonników. Od ósmej klasy myślałem, żeby pójść tą drogą. W Indiach do zakonu lub seminarium można wstąpić po ukończeniu 10 klasy (nauka zaczyna się od 6 roku życia).

Święcenia kapłańskie przyjąłem w 2004 roku, po czym zostałem skierowany do pracy na 2 miesiące do Włoch, a następnie prowincjał zaproponował wyjazd do Polski. Wiedziałem, że Polska jest krajem w Europie i stąd pochodzi Jan Paweł II. W seminarium czytałem jego biografię, podobała mi się. Przyjąłem propozycję, choć wiedziałem, że nauczenie się języka polskiego nie będzie dla mnie łatwe.

Po kilku miesiącach pobytu w Polsce nie radziłem sobie z językiem polskim i napisałem prośbę o zgodę na powrót do Indii. Myślałem, że nie dam rady. Prowincjał jednak nie wyraził zgody na powrót do mojego kraju, a ja nie miałem innego wyjścia i zostałem w Polsce (śmiech).

Dużo się modliłem na różańcu. Dzięki Bogu w Krakowie poznałem księdza Adama, dzięki któremu intensywnie zacząłem uczyć się języka polskiego i wykorzystywać go w praktyce. Pracując w szpitalu, musiałem spowiadać, odprawiać msze święte tylko w języku polskim.

 

Jak duże jest Wasze zgromadzenie? I czemu Ksiądz je wybrał?

Zgromadzenie Synów Niepokalanego Poczęcia liczy około 500 osób, 3 są w Polsce. Pracujemy na całym świecie, w 25 krajach. Główna siedziba mieści się we Włoszech, skąd pochodzi założyciel zakonu Alojzy Maria Monti.

W Indiach jest dużo zgromadzeń. Jest takie powiedzenie: „Duch Święty nawet nie wie, ile ich jest”. Najpierw myślałem, żeby zostać księdzem diecezjalnym. Ale pomyślałem, że chciałbym pracować nie tylko w Indiach, ale też w innych krajach, dlatego chciałem wstąpić do kapucynów.

Dla mnie ważna jest Matka Boża. Prosiłem Ją, żeby mi wskazała zgromadzenie „dla mnie”. Dużo się o to modliłem. Zdecydował przypadek. Kiedyś na drodze spotkałem siostrę zakonną, zacząłem z nią rozmawiać. Okazało się, że zna jeden zakon Maryjny – Zgromadzenie Synów Niepokalanego Poczęcia. Dała mi do nich kontakt. Ksiądz, który był dyrektorem powołań przyjechał do nas do domu. Po rozmowie z nim postanowiłem wstąpić do zakonu.

 

Był ksiądz na Jasnej Górze?

Wiele razy. Jasna Góra to moje ulubione miejsce, gdzie Matce Bożej zawierzam swoje życie. Jeśli o coś proszę Matkę Bożą, Ona wysłuchuje moich próśb. Zawsze pomaga mi w trudnych chwilach. Staram się być dobrym dzieckiem Maryi. To nasz charyzmat. Założyciel też miał różne przypadki, w których Matka Boża mu pomagała, był blisko Niej.

 

Czym wyróżnia się indyjski katolicyzm?

Indie to potężny kraj, liczy ponad miliard mieszkańców. Katolików jest tylko 2,5 proc., 19 mln ludzi. Historia naszego Kościoła zaczęła się od św. Tomasza Apostoła w 52 roku. Pochodzę z regionu Kerala. U nas mieszkają obok siebie wyznawcy hinduizmu, muzułmanie i chrześcijanie.

W Indiach są 3 ryty katolickie: rzymskokatolicki, syromalankarski i syromalabarski, do którego należę. Kościoły są podzielone na 174 diecezje. Rzymskokatolickich jest 132, syromalabarskich – 31, a syromalankarskich – 11. Katolicy prowadzą wiele szkół. W Kerali 100 proc. prywatnych szkół należy do nas. Rodzice chętnie posyłają do nich dzieci.

 

Trudno być mniejszością religijną w Indiach?

To zależy od tego, w którym regionie Indii się mieszka. Dla mnie osobiście nie było trudno, dlatego że mieszkałem w regionie, w którym jest dużo katolików i wiele kościołów.

 

Wiem, że nie znał Ksiądz wcześniej wigilii. Jakie macie zwyczaje świąteczne?

W Indiach niestety nie ma tradycji obchodzenia kolacji wigilijnej ani łamania się opłatkiem, ale tak jak w Polsce mamy w kościołach o północy Pasterkę. W indyjskich kościołach także powstają żłóbki, a w domach przyozdabia się sztuczną choinkę lub inne drzewka. Natomiast w dniu Bożego Narodzenia rodziny spotykają się wspólnie przy uroczystym śniadaniu i obiedzie oraz obdarowują się wzajemnie prezentami.

Jeżeli chodzi o Święta Wielkanocne, to mamy piękne tradycje związane z Wielkim Czwartkiem. Tata jako głowa domu piecze specjalny chleb paschalny. Około 8 wieczorem go kroi, błogosławi – tak, jak Jezus w czasie Ostatniej Wieczerzy. Dzieli się po kawałku z każdym członkiem rodziny. Wszyscy się modlimy przez całą noc. W piątek jest oczywiście post. Nie ma zwyczaju święcenia pokarmów w Wielką Sobotę.

 

Dokąd ksiądz teraz pojedzie?

Do Włoch. Będę pracował jako wikariusz w parafii w Bolsano. Podczas kolędy ludzie prosili, żebym wrócił do Polski. To było miłe.

 

Może Maryja „podrzuci przypadek” i uda się wrócić?

Moja wspólnota zakonna ma siedzibę w Radomiu, więc jest szansa.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail