Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Miłość przez ścianę stalinowskiego więzienia. Zobaczyli się dopiero na ślubie

WIESŁAWA PAJDAK, JERZY STACHOWIAK
Udostępnij

Przez ścianę celi w stalinowskim więzieniu stukają do siebie morsem. I zakochują się w sobie, a wkrótce biorą ślub, na którym widzą się pierwszy raz w życiu. Historia Wiesławy Pajdak i Jerzego Śmiechowskiego.

Listopad 1947 roku. Wiesława Pajdak zostaje aresztowana. Przychodzą po nią do akademika (studiuje stomatologię w Warszawie). Powód? Podczas wojny działała w konspiracji, była łączniczką pomiędzy organizacją Wolność, Równość, Niepodległość (WRN) a Delegaturą Rządu Rzeczypospolitej na Kraj. Jest jeszcze jedna „wina” Wiesławy – jest córką Antoniego Pajdaka, działacza niepodległościowego, adwokata, zastępcy Delegata Rządu RP na Kraj, aresztowanego przez NKWD w 1945 roku.

 

Miłość w stalinowskim więzieniu

W podobnym czasie aresztowany zostaje Jerzy Śmiechowski, makler morski, student Wyższej Szkoły Handlu Morskiego w Sopocie. Jego „wina”? Był żołnierzem Polski Podziemnej, a po wojnie pomógł w ucieczce z kraju Stanisławowi Korbońskiemu, ostatniemu delegatowi rządu londyńskiego na kraj.

Oboje trafiają na Rakowiecką, na oddział jedenasty. Ona do celi czterdzieści dwa, on – do celi czterdzieści trzy. On oskarżony o szpiegostwo, ona – o „usiłowanie obalenia ustroju Państwa Polskiego”. Zaczynają się procesy…

Jest sobota, grudzień’47. Pierwsza w ścianę stuka ona. Alfabetem Morse’a. Zadaje krótkie, rzeczowe, pytania. Pewnie na początku nieśmiało, nawet z obawą – w końcu nie wiadomo, kto jest po drugiej stronie, a i w celi nie brak kapusiów. Jerzy „odstukuje”. Tak zaczyna się bodaj jedna z najbardziej niesamowitych historii miłosnych, o jakiej kiedykolwiek słyszałam.

 

„Miałam narzeczonego”

Bo czyż to nie jest czyste szaleństwo, że dwójka zupełnie nieznanych sobie, obcych ludzi, w okrutnych okolicznościach stalinowskiego więzienia, zaczyna pałać do siebie uczuciem? Ludzi, którzy nigdy ze sobą nie rozmawiali, mało tego – nie widzieli się na oczy?

Tak właśnie dzieje się między Wiesławą i Jerzym – od tej pory Małą i Ju, bo tak wzajemnie się nazywają. Ona alfabetu Morse’a nauczyła się w celi, on trochę pamiętał z harcerstwa. Z czasem nabrali wprawy. I zaczęli się w lot rozumieć – nie musieli kończyć zdania.

„Co mam ci powiedzieć?” – pytała Mała. „Życie” – odpowiadał Ju. Wiesia opowiedziała mu o swoim narzeczonym, który zginął podczas wojny. Jak to możliwe, że mimo różnic między nimi (pochodzili w końcu z zupełnie odmiennych środowisk politycznych) rodzi się uczucie, które nie ma racji bytu?

 

Dziura w ścianie i piosenki Mieczysława Fogga

W trudnych chwilach ona opowiadała mu historię Tristana i Izoldy, później – kiedy łyżką z wielkim trudem wywiercili dziurę w ścianie pomiędzy celami – śpiewała piosenki Mieczysława Fogga. 19 kwietnia 1948, po zaledwie kilku miesiącach tej przedziwnej znajomości przyrzekają sobie, że to, które pierwsze wyjdzie na wolność, będzie czekać na to drugie. Obietnica, chciałoby się rzec, dość karkołomna, zwłaszcza jeśli nie ma się najmniejszej pewności co do przyszłości swoich losów…

Grudzień’48 – Jerzy zostaje uznany za winnego, dostaje sześć lat. Tymczasem ona parę dni później wychodzi na wolność. Oczywiście, że na niego czeka. Nie tylko dlatego, że dała słowo, a słowo dla ludzi z tamtej epoki znaczyło wiele. Czeka, bo kocha, bo tęskni, bo czuje, że połączyło ich wyjątkowe uczucie. Jasne, że jest ciężko – nie móc się przytulić, ba!, nawet zobaczyć, wymieniając jedynie zdawkowe listy.

I kiedy wydaje się już, że limit nieszczęść w tej historii już się wyczerpał, że to za dużo, jak na dwie osoby, Wiesia ponownie zostaje aresztowana. Początkowo Ju o tym nie wie, bo jego ojciec, który opiekował się Wiesławą po wyjściu z więzienia, próbuje to przed nim zataić, by nie przysparzać synowi cierpienia. W końcu ojciec zostaje pośrednikiem między zakochanymi – z więzienia do więzienia nie można wysyłać listów, więc Śmiechowski senior pisze kilka linijek do syna (albo Wiesławy), a następnie przepisuje list jej (jego).

 

Ślub w więzieniu

Ich korespondencja, opublikowana w książce „Krótka historia o długiej miłości” zadziwia czułością, troskliwością. Jakże wiele uczucia można przekazać w krótkim liście! Kochankowie starają się wzajemnie podtrzymać na duchu, dodają otuchy. I nieustannie przypominają sobie, że niebawem będą razem, szczęśliwi.

W lutym’53 na wolność wychodzi Jerzy. Od razu zaczyna starania, by zorganizować więzienny ślub z Wiesią (pomysł pojawił się wcześniej, kiedy on siedział w więzieniu, a ona krótko była na wolności). Udaje się uzyskać wszystkie niezbędne pozwolenia, załatwić całą biurokrację.

9 kwietnia 1953 r. przed Urzędnikiem Stanu Cywilnego Wiesława i Jerzy ślubują sobie miłość. To niewyobrażalny z dzisiejszej perspektywy kosmos, ale oni widzą się na ślubie pierwszy raz w życiu! Pierwszy raz bez żadnych krat, murów i zasieków. Świadkami są ojciec Ju i więzienna strażniczka. Panna młoda ma na sobie drelichowy, więzienny kostium i przypiętą do kołnierzyka niebieską wstążkę, którą koleżanki z celi zrobiły z ramiączka biustonosza. Władze więzienne zdobywają się na szczyty dobrej woli i młodej parze pozwalają na krótkie spotkanie na osobności.

Niespełna miesiąc później Mała wychodzi na wolność. Jedzie prosto do męża, do Warszawy. Wreszcie mogą być razem. Na kolejne 55 lat.

*Artykuł napisałam na podstawie listów Małej i Ju oraz ich historii opisanej w książce Angeliki Kuźniak i Eweliny Karpacz-Oboładze „Krótka historia miłości” wydanej przez Znak (premiera 14.02.2018)

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail