Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Bezdomny przenocował na klatce. Lokatorzy wywiesili kartkę, która wywołała burzę

BEZDOMNY MĘŻCZYZNA
Shutterstock
Udostępnij

Kilka dni temu (przy temperaturze -18 stopni) ktoś wpuścił zziębniętego bezdomnego człowieka na klatkę schodową na warszawskich Kabatach. Nad ranem zniknął. A niedługo potem w bloku pojawiło się ogłoszenie.

Grudzień, kilka dni przed Wigilią. Przy łódzkim dworcu zaczepia nas mężczyzna w obszarpanej kurtce.

– Przepraszam, mają panie może dwa złote? Na bułki.

Przyglądam mu się podejrzliwie, koleżanka zerka do torby.

– Ja mam kanapki. Mogę panu dać.

Jego oczy zaczynają błyszczeć. – Naprawdę?

– I jeszcze banana panu dam.

– Taka uczta! – kiwa głową z niedowierzaniem. – Dawno tyle nie zjadłem.

Po czym, uśmiechając się tak, jakby wygrał właśnie w kumulacji totolotka, życzy nam wesołych świąt. I odchodzi, szurając dziurawymi adidasami. Ciekawe, jakie miał święta…

Zrobiło mi się wstyd. Bo zdarzało mi się oceniać zbyt szybko. Ulegać stereotypom. Bo kiedyś zabrakło mi odwagi, żeby – widząc w autobusie poranione stopy – wyciągnąć rękę z parą nowych skarpet, które miałam akurat przy sobie. Bo… no właśnie.

Trudno stworzyć gotowy scenariusz spotkania z osobą bezdomną. Ilu takich ludzi – tyle historii, cierpienia, trudnych doświadczeń. I nie da się przewidzieć, czym takie spotkanie zaowocuje. Są jednak sytuacje, w których ceną naszych rozterek może być czyjeś życie.

 

Warszawa. Bezdomny na klatce schodowej

Kilka dni temu (przy temperaturze, jak donoszą internauci, -18 stopni) ktoś wpuścił bezdomnego na klatkę schodową na warszawskich Kabatach. Człowiek oparł się o dziecięce sanki, głowę wtulił w leżący na nich śpiworek. Nad ranem zniknął. A niedługo potem w bloku pojawiło się ogłoszenie:

Bezdomny przespał całą noc pod drzwiami do mieszkania na sankach naszego dziecka. Śpiworek, który posłużył bezdomnemu za poduszkę jest brudny i śmierdzący. Koszt wyprania śpiworka to 35 zł. Prosimy nie wpuszczać bezdomnych na klatkę. Stanowią oni zagrożenie dla nas, jak i dla naszego mienia.

Pod spodem była jeszcze wydrukowana nadzieja, że osoba, która wpuściła bezdomnego, przyjdzie do właścicieli sanek z przeprosinami.

 

Jeśli nie widzisz zdjęcia, kliknij TUTAJ

Użytkownicy Facebooka stworzyli kilka wirtualnych obozów. Jedni bezdomnemu współczują, inni oferują 35 złotych za pranie śpiworka, a jeszcze inni dzielą się własnymi historiami. Niekoniecznie z happy endem.

Ja po prostu nie chcę wierzyć, że ktoś mógł coś takiego napisać. Ba, że ktoś mógł coś takiego w ogóle pomyśleć.

Że bezdomność nie pachnie drogimi perfumami i domowym obiadem wszyscy chyba wiemy. Na te kilka mroźnych dni można o tym zapomnieć.

Pod moimi drzwiami kiedyś bezdomni załatwili w jedną noc parę potrzeb bieżących. Mąż posprzątał, bo jest aniołem. Ja pół dnia wymiotowałam. Potem stwierdziłam, że nie mam kwalifikacji na anioła. Na szczęście, naprawiono domofon. Problem się skończył.

Na półpiętrze spał człowiek. Zerwał się i przepraszał. Schodziłam do niego kilka razy – z herbatą, skarpetami, butami, kilkoma złotymi. Był trzeźwy, zamieniłam z nim parę zdań. W końcu poprosił, żebym już poszła, bo musi się wyspać przed kolejnym zimnym i głodnym dniem.

Często korzystam z automatów na pocztach (czynne 24h, w przedsionkach paru placówek) i bardzo często nocują tam, zwłaszcza zimą osoby bezdomne. I jest różnie – od bardzo kulturalnych panów, którzy chcą wychodzić jak wchodzę „żeby pani nie przestraszyć”, po sytuacje, że cały następny dzień pomieszczenie musi być wietrzone, bo taki zostawili po sobie syf, no i często popsuta maszyna, bo jak mówią panie – próbują z niej coś wydostać. Ale drodzy państwo – to wszystko i wasz śpiworek jest nieważny, w SYTUACJI ŻYCIA I ŚMIERCI, A -17 STOPNI TAKĄ SYTUACJĄ BYŁO. Jak możecie tego nie chcieć widzieć? Jak?

 

Byłem bezdomny

W dyskusję zaangażował się także Szymon Hołownia. W jednym z komentarzy pod jego postem odezwał się pan Marek:

Przez prawie 3 lata byłem prawie bezdomny. Mieszkałem z rodziną (4 osoby) w altance na działce (z 10 m kw?) bez bieżącej wody, bez dostępu do ubikacji, gazu… ogrzewany piecykiem opałowym. Gdy wyłączali dostęp do wody (od listopada do marca), braliśmy ją z pobliskiego rowu. Najgorsze były zimy, gdzie codziennie trzeba było iść do lasu i zbierać opał (nigdy nie ścinaliśmy żyjących drzew). Poświęcaliśmy na to dziennie ok. 5 godzin. Kiedy chcieliśmy się umyć, dzieliliśmy owe 10 mkw (omeblowane) parawanikiem i myliśmy się w misce. Mój Ojciec stracił bardzo dobrze płatną pracę (bez przechwałek zarabiał parę tysięcy zł na miesiąc)… tak się potoczyły losy, że nie potrafił znaleźć nowej pracy, jak na złość. W końcu skończyły się oszczędności. Zaczęły się providenty i inne lewe pożyczki. Zalegaliśmy z czynszem, jednym, drugim, w końcu właścicielka wyrzuciła nas na bruk. Jedyne miejsce, do którego mogliśmy się udać, był ogródek działkowy kupiony przez rodziców jakieś 20 lat wcześniej. Wujek pomógł przewieźć meble i cały ponad 20-kilkuletni dobytek rodziców. Meble rozkręciliśmy i schowaliśmy pod plandeką mając nadzieję na szybki obrót sprawy. Koniec końców cały dobytek moich rodziców, na który zapracowali uczciwie przez 20 kilka lat zgnił na tej działce. Meble, ubrania, sprzęty. Część mebli nawet zaczęliśmy palić na opał…

Rodzice się załamali, ale po alkohol nie sięgali. Ja wtedy studiowałem i pracowałem, prawie wszystko co zarobiłem szło na nasze utrzymanie, ale o wynajmie mieszkania nie było mowy. Siostra chodziła do podstawówki.

Mimo ciężkiej sytuacji, odkryliśmy siebie jako rodzinę na nowo. Mama robiła wszystko, żeby te 10 mkw było jak najbardziej domem, dawała obrus na stół, firanę w okno. Zawsze było czysto. Spędziliśmy tam najpiękniejsze święta Bożego Narodzenia w życiu. Siostra na świadectwie miała czerwony pasek.

Koniec końców, Tata dostał dobrą pracę, ja wyjechałem do Krakowa i zacząłem samodzielne życie. Już piąty rok jesteśmy na powrót „domni”. Jednak nigdy po tym nie patrzyłem na bezdomnych w ten sam sposób jak wcześniej (…).

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail