Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

3 rodzaje krytyków w internecie – obyś nie znalazł się w tym gronie

KOMENTARZE NA FACEBOOKU
Shutterstock
Udostępnij

Bez trudu ogłaszamy płomienne manifesty, ostre osądy, emocjonalne wpisy i deklaracje bycia po (według nas) „jasnej stronie mocy”. Gdy ktoś z naszych znajomych ma odmienne poglądy, przestajemy go obserwować, bo po co mamy się denerwować.

Dziś zabawię się w Don Kichota na miarę naszych czasów. Moją Manchą zostanie Facebook, a wiatrakami… komentarze w internecie. Tak, przyznaję, lubię je czytać w dyskusjach na wallach znajomych czy pod artykułami na profilu Aletei. Wśród komentarzy widzę trzy typy, które znajdą się w prawie każdej kontrowersyjnej dyskusji. Mam nadzieję, że jak najmniej czytelników naszego portalu odnajdzie się w tym niechlubnym gronie.

 

Monopolista prawdy

Jego argumenty to użycie słów „bzdura” lub „fanaberie”. Pan Bóg wie wszystko, ale on wie wszystko lepiej. Doświadczenie własne lub jego bystry, zero-jedynkowy osąd sytuacji, jest jedynym słusznym i prawidłowym, o który będzie walczył bez litości.

Brakujący gadżet – lupa, ponieważ brak mu dosłownie i w przenośni zbliżenia do osoby, którą krytykuje. Skupiony na ogólnych, jednoznacznych wyrokach, nie stara się zrozumieć złożoności i odrębności jednostkowej sytuacji.

 

Mędrzec ludowy

Swoje rozumowanie i ocenę opiera na wyłącznie jednostkowym doświadczeniu. Czy swoim, czy cudzym, nie dopuszcza do siebie argumentów naukowych czy neutralnych faktów, bo jak to papierosy mogą szkodzić, skoro dziadek palił, a umarł ze starości. A sąsiadka, taka dbająca o zdrowie nie paliła, a zmarła na raka piersi.

Bardziej niż statystyczny, ceni dowód epizodyczny. Jak ciotkę bolała głowa, to brała lek na nadciśnienie, więc skoro mnie boli, to i mi pomoże. Brakujący gadżet – rakieta, by zyskać szerszy kadr, dystans potrzebny na całościowy ogląd sytuacji, dalszy niż czubek własnego nosa.

 

Weteran wojenny

To ten, który wiele przeszedł, z niejednego pieca chleb jadł i na niejednym forum dyskusyjnym wyszczerbił sobie miecz. Niezależnie od wieku brzmi jak zrezygnowany, zmęczony życiem senior. „Ty masz źle? Nie masz pojęcia, co to znaczy trudności. Gdy ja byłem w twoim wieku…” albo „Przeszliśmy przez to, a nawet jeszcze gorsze rzeczy, ale my nie narzekaliśmy”.

Skoro było ciężko kiedyś, to i teraz tak być powinno. Dobrze, że nie jest ich tak wielu, bo zgodnie z ich logiką, nie ma sensu walczyć z niesprawiedliwością, nie można pragnąć zmiany na lepsze. Zamiast go kształtować, trzeba zacisnąć zęby i znosić co przyniesie los. Brakujący gadżet – eliksir młodości. Świeży powiew mocy i siły, zdrowego buntu. Albo chociaż niech odda te nożyczki, którymi podcina skrzydła innym.

 

Czy da się dogadać w internecie?

Żadna ze skrajności nie jest dobra, a już na pewno negowanie odczuć lub przeżyć drugiego człowieka. Nie tędy droga do porozumienia, to raczej skrót do polaryzacji, która coraz wyraźniej jest w internecie widoczna. Tak wyjątkowo łatwo tu zająć bezkompromisowe stanowisko. To, czego w osobistej rozmowie byśmy nie powiedzieli, a przynajmniej dobieralibyśmy słowa z odpowiednią dozą delikatności, za szklanym ekranem wymyka się spod kontroli.

Bez trudu ogłaszamy płomienne manifesty, ostre osądy, emocjonalne wpisy i deklaracje bycia po (według nas) „jasnej stronie mocy”. Gdy ktoś z naszych znajomych ma odmienne poglądy, przestajemy go obserwować, bo po co mamy się denerwować. Potem kolejnego i jeszcze jednego, aż wydaje nam się, że „normalni” ludzie myślą tak jak my, a „nas” jest więcej, więc mamy rację.

W końcu dochodzimy do „czystej” poglądowo grupy, która poklepuje się po cyber-ramieniu, i zagrzewa do walki z oponentem. Tym, który w normalnych warunkach mógłby być naszym dobrym sąsiadem. Na różniące nas tematy po prostu byśmy nie gadali, ale cukier zawsze można byłoby pożyczyć. Do czasu, gdy jego zaangażowanie w internecie sprawiło, że nie chcemy już zatrzymywać się na pogawędki, skoro jest zagorzałym zwolennikiem przeciwnej do nas partii. Nie widać już, że i z tymi po drugiej stronie barykady, także mamy wspólne punkty styku.

Nie idźmy tą drogą.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail