Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Prosimy, pomóż nam ocalić w naszych braciach nadzieję. Złóż deklarację
Aleteia

Przeżyła kilka końców świata. Anna Jakubowska i jej (nie)zwykłe życie…

ANNA JAKUBOWSKA
REPORTER
Udostępnij

Była nastolatką, kiedy wybuchła wojna. Walczyła w Powstaniu. Później trafiła na sześć lat do stalinowskiego więzienia. W tym czasie nie mogła widzieć się z maleńkim synkiem. Poznaj opowieść Anny Jakubowskiej „Paulinki”.

Wywiad-rzeka z Anną Jakubowską „Szkło pod powieką” to książka niezwykła. Niezwykła, bo niecodzienne są przygody jej bohaterki „Paulinki” (powstańczy pseudonim). Patrycji Bukalskiej Jakubowska opowiada o kilku końcach świata, które przeżyła w swoim 91-letnim życiu: wybuchu II wojny światowej, Powstaniu Warszawskim, później stalinowskim więzieniu, a w końcu „Solidarności” i wolnej Polsce. Ale od początku.

 

Pierwszy koniec świata: II wojna światowa

Ania miała 12 lat, kiedy jej świat zawalił się po raz pierwszy. We wrześniu 1939 roku definitywnie skończyło się jej dzieciństwo. Bukalskiej opowiada o ostatnim, gorącym lecie „przed”, konnych wyścigach, wycieczce do Francji. I szybkim powrocie do Warszawy, bo słowo „wojna” odmieniano już przez wszystkie przypadki. Spodziewano się, że nadchodzi, ale jej wybuch – pewnie jak zawsze – był szokiem. Dlatego Jakubowska wciąż powtarza – cytując Młynarskiego – że wojna jest zawsze blisko.

Wojna to dla Anny lekcja… samodzielności. Bo musi (ona i jej najbliżsi) radzić sobie ze wszystkim sama. Jej ojciec umiera jeszcze przed wojną, pozostawiając 31-letnią żonę z dwiema małymi córeczkami. A przeżycie w okolicznościach wojennych bez pomocy mężczyzny jest trudne. „Bo w czasie wojny najważniejsze jest bezpieczeństwo, a bezpieczeństwo gwarantuje mężczyzna”.

Wojna zabiera naszej bohaterce nie tylko dzieciństwo, ale i matkę – która zaczyna działalność w konspiracji i szybko trafia do więzienia (z którego zresztą później brawurowo ucieka, ale musi się ukrywać, więc kontakt z córkami jest ograniczony). Anią (i jej siostrą Marysią) opiekuje się więc babcia, dlatego Jakubowska nie ma wątpliwości: „Wojna w Warszawie nie była wojną mężczyzn – to była wojna kobiet o przetrwanie ich rodzin”.

 

Prawdziwa Apokalipsa: Powstanie Warszawskie

Dla nastoletniej Anki przynależność do walczących z okupantem organizacji to oczywistość. Jest więc najpierw podziemna organizacja PET, później Szare Szeregi. W „Zośce” jest łączniczką, „Hanką z Woli” (ale że „Hanek” jest dużo i wszyscy je mylą, zostaje przemianowana na „Paulinkę”). Najpierw są mniejsze akcje: przenoszenie rozkazów, magazynków z nabojami, szkolenia (bojowe i sanitariuszek). Ale wszyscy czekają na jedno – na godzinę „W”.

Według „Paulinki” to była oczywistość. „Do nas, młodych, nie docierały argumenty przeciwko rozpoczęciu Powstania. Liczyło się tylko, czy zacznie się jutro, czy trzeba będzie czekać w tym wzrastającym napięciu jeszcze dwa dni! (…) Entuzjazm był więc autentyczny”. W Powstaniu Jakubowska była – jak wspomina – łączniczką stale, sanitariuszką – czasami. Najpierw walczyła na Woli, potem na Starówce. To tu mają miejsce wydarzenia, które utkwią w jej sercu i głowie na zawsze. Podczas ewakuacji ze Starego Miasta „Paulinka” zostawia w szpitalu polowym ranną siostrę. Taki dostaje rozkaz – ma się przedostać kanałami wraz z rannymi na Czerniaków. Ale szpital zostaje wkrótce zbombardowany, a jej siostra Marysia ginie pod jego gruzami.

Jakubowska do dziś nie może sobie tego wybaczyć:

Moja siostra zawsze była lepsza – ładniejsza, mądrzejsza. Od samego początku. I ta najukochańsza córka zginęła. Mam zatem poczucie, że zawiodłam mamę. Odbiło się to na moim dalszym życiu i na tym, w jaki sposób myślę o sobie samej do dziś. To, że dostałam wtedy taki rozkaz, nie ma najmniejszego znaczenia (…). Ale to ja przeżyłam, podczas gdy tylu wspaniałych ludzi tam zginęło. Dlaczego ja? Do dziś zadaję sobie to pytanie.

 

Trzeci koniec świata: stalinowskie więzienie w „wolnej” Polsce

Po upadku Powstania, końcu wojny, mimo drastycznych przeżyć i śmierci wokół trzeba na nowo układać życie. Może – paradoksalnie – im więcej śmierci wokół, tym większa chęć życia. Może właśnie dlatego ci młodzi ludzie z Powstania tak do siebie ciągną, organizują spotkania, wyjazdy i… biorą śluby. Tak też jest z „Paulinką” – wychodzi za mąż w 1946 roku za „Kmitę”, kolegę, który podkochiwał się w niej już w czasie wojny, a po powstaniu, ewakuacji z Warszawy bardzo jej pomógł. Nie jest to raczej ze strony Jakubowskiej wielka miłość od pierwszego wejrzenia, ale… „ta decyzja była oczywista dla wszystkich”.

Na świat przychodzi syn Tomasz. Wydawałoby się, że po wojennej hekatombie będzie się już teraz jakoś układać, ale… „Kmita” wkrótce zostaje aresztowany, a kilka dni potem do stalinowskiego więzienia trafia „Paulinka”. Oficjalny zarzut? Współpraca z Niemcami, chęć obalenia ustroju państwa. Bo rzekomo Jakubowska miała zataić fakt ukrytej gdzieś na działce pod Warszawą broni niezdanej po zakończeniu wojny. Nieoficjalnie – chęć wyciągnięcia obciążających zeznań – obciążających przede wszystkim męża.

Dla „Paulinki” niepojęte są dwie rzeczy. Jak mogła trafić do więzienia w „wolnej” Polsce, aresztowana, przesłuchiwana przez Polaków zarzucających jej – która straciła najbliższych z rąk hitlerowców, współpracę z Niemcami. A po drugie – co będzie z jej maleńkim synkiem. „Jak wyjdziesz z więzienia nie poznasz dziecka” – straszono ją. Myśl o wyjściu na wolność i byciu z dzieckiem było jedynym, co dawało jej siły i pozwoliło przetrwać. Jej więzienne listy do Tomeczka chwytają za serce:

Synku mój ukochany! Kilka dni temu dostałam od Ciebie kartkę. Prosiłeś Babcię, żeby napisała mi, że […] już chodzisz do przedszkola. Bardzo się z tego ucieszyłam i jestem ciekawa, co robisz w przedszkolu […]. Może już niedługo do Ciebie Tomeczku wrócę, to będziemy się razem uczyć czytać i pisać, żebyś mógł jak najprędzej napisać sam list do Tatusia.

 

Wojna jest zawsze blisko…

Trudno w jednym artykule streścić życiorys, którym śmiało można obdzielić kilka osób. Dlatego nawet nie będę próbowała robić tego, co z powodzeniem udało się Bukalskiej. Efektem jest pasjonująca opowieść nie tylko o życiu Jakubowskiej i jej bliskich, ale o tamtych dramatycznych czasach, z których płynie cenna życiowa lekcja na temat tego, ile jest w stanie znieść człowiek.

Bo, jak się okazuje, zawsze może znieść więcej. Kiedy nam się wydaje, że to już koniec świata, więcej nie uniesiemy, przychodzi kolejny koniec świata i kolejny… Dlatego opowieść Jakubowskiej to cenna lekcja, by być wdzięcznym za każdy dzień, który mamy i nasze życie, bo… wojna jest zawsze blisko.

„Szkło pod powieką” to też kapitalna opowieść o wojnie i Powstaniu z kobiecej perspektywy. Kobiecej, a nawet feministycznej, choć „Paulinka” nie zgadza się, że dziewczyny były niedocenione, miały więcej obowiązków niż mężczyźni – w ogóle nie chce wchodzić w dyskusję o tym. Podobnie, jak nie chce dyskutować o swoim bohaterstwie. W ogóle się na to nie godzi, bo – jej zdaniem – robiła po prostu to, co było trzeba. Jej niespotykana skromność ujmuje.

Choć przeczytałam o wojnie i Powstaniu dziesiątki książek i relacji, to Bukalskiej udaje się wyciągnąć z „Paulinki” takie szczegóły, jak medaliki z Kercelaka, które służyły sanitariuszkom do… A zresztą – przeczytajcie sami – nie pożałujecie!

*A. Jakubowska „Paulinka”, Patrycja Bukalska, Szkło pod powieką, Wielka Litera 2018

Jeśli nie widzisz wideo kliknij TUTAJ

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail

Miliony czytelników z całego świata – a wiele tysięcy z nich to chrześcijanie z Bliskiego Wschodu – szukają na Aletei inspiracji, informacji i nadziei. Prosimy, wesprzyj nawet niewielką kwotą arabską edycję naszego portalu.