Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail
Aleteia

„To jest dobry moment na rozwód” – usłyszała po wypadku męża

WYPADEK ROWEROWY
Shutterstock
Udostępnij
Komentuj

Francuzka Sophie miała 25 lat, kiedy wyszła za mąż. Osiem miesięcy po ślubie jej mąż miał wypadek rowerowy, po którym został niepełnosprawny. Pracownica pomocy społecznej doradziła jej wtedy, żeby się rozwiodła.

Cedric po wypadku długo był w śpiączce. Wybudzał się powoli i mozolnie. Kiedy już można było się z nim porozumieć, okazało się, że nie pamięta nic z tego, co wydarzyło się w ostatnim roku. Nie pamiętał nawet swojego ślubu. Asystentka socjalna powiedziała wtedy Sophie: „Ma pani całe życie przed sobą. Mąż może zostać na zawsze w stanie wegetatywnym. Będzie naprawdę trudno z nim żyć. Powinna pani pomyśleć o tym, co będzie dalej. Jeśli chce pani go zostawić, teraz jest na to dobry moment”.

Kobieta po 16 latach relacjonuje: „Powiedziałam sobie wtedy: nie ma mowy, żebym go zostawiła! Cedric jest moim mężem. Mężczyzna, za którego wyszłam, ma uraz mózgu”. Jej świadectwa można wysłuchać w krótkim filmie umieszczonym na stronie Opus Dei (Sophie jest współpracowniczką Dzieła).

 

Mój mąż mnie nie pamięta

Nie było jej łatwo. Nie mogła zrozumieć, jak mogło się stać coś tak strasznego. Nie wiedziała, jak się zachować. Przecież takie sytuacje przytrafiały się innym ludziom, nigdy jej samej. „Mogłabym się zbuntować, ale wiedziałam, że konsekwencją będzie żal i złość, i że to mnie zniszczy. Albo mogłabym przyjąć to, co się dzieje – chociaż do końca tego nie rozumiem” – tłumaczy.

„Wiara pomogła mi dostrzec, że kiedyś to wszystko zrozumiem. I że niezależnie, co się stanie, Bóg jest miłością. Jeśli On do tego dopuścił, zrobił tak dla większego dobra, które mam odkryć” – wspomina. Ta decyzja była jak wotum zaufania.

 

Rób to, co powinieneś

W trudnych chwilach pomocą była dla niej książka założyciela Opus Dei św. Josemarii Escrivy „Droga”, a zwłaszcza zdanie: „Rób to, co powinieneś, skupiony na tym, co robisz”. „Po takim wypadku, jakiemu uległ mój mąż, próbujesz uciec, puszczasz wodze wyobraźni, zaczynasz myśleć, że nie dasz rady. Tkwisz w przeszłości i nie chcesz wracać do chwili obecnej” – opowiada. Prosta rada, żeby zająć tym, co „tu i teraz”, jest dla niej do dzisiaj najważniejszą wskazówką w codziennych zmaganiach.

 

Jak płaczę, to płaczę

Sophie ma teraz 41 lat. Jest architektem wnętrz, ale kilka lat temu zrezygnowała z pracy, żeby zająć się dziećmi i mężem. Mają z Cedrikiem czworo dzieci w wieku od dziesięciu do trzech lat. Stan mężczyzny stale się poprawia, nigdy nie nastąpiło pogorszenie. Dom został przystosowany do potrzeb osoby jeżdżącej na wózku inwalidzkim, więc Cedric może robić wiele rzeczy, np. sprzątać i opiekować się dziećmi. Jednak wiadomo, że zawsze będzie niepełnosprawny. Jak mówi Sophie, oboje „uczą się w szkole realizmu”. Na przykład wiedzą już, że nigdy nie będzie samodzielnie chodził i że zawsze będzie miał słabą pamięć.

„Nie powiedziałabym, że wszystko wygląda różowo. Czasem Cedric też się buntuje, ma dość. Zawsze mówię, że łzy nas nie zabiją, że czasem dobrze nam robią. Choć jest mężczyzną, ma prawo płakać. Ja też, chociaż mam wojowniczą naturę, jak płaczę, to po prostu płaczę” – mówi Sophie.

 

Najważniejsze to kochać

Ich dzieci są bardzo dojrzałe jak na swój wiek i potrafią cieszyć się życiem. Sophie mówi, że nie boi się o nie. Musi je jednak nauczyć, jak bronić się przed niemądrymi uwagami ludzi: „W społeczeństwie, które ubóstwia i chroni dzieci, danie dzieciom niepełnosprawnego ojca bywa odbierane z oburzeniem. Jednak my wiemy, że najważniejsze to kochać i być kochanym. A Cedric ma wszystko, czego potrzebuje, by być dobrym ojcem”.

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail