Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail
Aleteia

Sądy biskupie – czym się zajmują i jak wygląda proces? Rozmowa z sędzią

PRAWO
Shutterstock
Udostępnij
Komentuj

Ile kosztuje stwierdzenie nieważności małżeństwa? Jak wygląda proces? Jak wybrać adwokata? I czy sędzia kościelny może się mylić? Z ks. dr hab. Piotrem Kroczkiem, sędzią Sądu Metropolitalnego Archidiecezji Krakowskiej, rozmawia Jola Szymańska.

Jola Szymańska: Księże Profesorze, po co nam sądy biskupie?

Ks. dr hab. Piotr Kroczek*: Ludzie łakną i pragną sprawiedliwości, której wzorem jest sprawiedliwość Boska. Sprawiedliwość musi być przez kogoś wymierzana. Ponieważ sprawa jest ważna, powinni to robić specjaliści, którzy są zorganizowani. A zorganizowani specjaliści, którzy są przygotowani do wymierzania sprawiedliwości w Kościele, to właśnie instytucja, którą jest sąd biskupi.

Kodeks Prawa Kanonicznego nakazuje, żeby taki sąd istniał w każdej diecezji. Z powodu grzechu, między ludźmi powstają różnego rodzaju konflikty, są też pytania małżonków o ważność albo nieważność ich małżeństwa. Dlatego taka instytucja jest niezbędna. Z takiego założenia zapewne wyszedł papież Jan Paweł II, który ustanowił obecny Kodeks.

Działy Kodeksu Prawa Kanonicznego odpowiadają gałęziom prawa świeckiego – jest prawo administracyjne, karne, w jakiś sposób gospodarcze, bo znajdziemy tam dział „Dobra doczesne Kościoła”.

Wydaje się, że nie ma prawa cywilnego, bo w Kościele wszystko jest publiczne, chociaż… pewnie i jego elementy można znaleźć w KPK, np. regulacje dotyczące testamentu…

Czym w takim razie zajmują się sądy biskupie, oprócz spraw o stwierdzenie nieważności małżeństwa?

W praktyce – niczym innym. Działanie sądów zdominowały orzeczenia nieważności, ale sądy są też przygotowane do rozstrzygania wszystkich spraw spornych, karnych, a także uczestniczą w działaniach, w których trzeba określić stan wolny osoby, domniemaną śmierć, separację małżonków i przy innych decyzjach biskupa sąd pomocniczo uczestniczy, ale w praktyce 99% jego działalności to orzeczenia nieważności.

A sprawy związane z proboszczami, parafiami czy wydawaniem Pisma Świętego i katolickich książek?

To sprawy administracyjne, którymi nie zajmuje się sąd, lecz ordynariusz miejsca, którym najczęściej jest biskup diecezjalny. Podejmuje on takie decyzje przy pomocy swojego urzędu, którym jest Kuria.

Kary kościelne, np. ekskomuniki, to też sprawy administracyjne?

Nie zawsze, sąd rzeczywiście może się nimi zajmować. Sprawiedliwość można wymierzać w Kościele na dwa sposoby. Administracyjnie – robi to biskup diecezjalny, albo sądowo. Właściwie do każdej sprawy karnej można podejść na te dwa sposoby.

Obecnie często wymierza się sprawiedliwość drogą administracyjną, bo jest prostsza i mniej czasochłonna. Ale nie da się ukryć, że droga sądowa jest dokładniejsza, pozwala na pewniejsze dojście do prawdy i daje większe szanse obrony oskarżonemu.

Prowadzę teraz sprawę karną o zniesławienie w sądzie kościelnym, ale to pierwsza taka sprawa od ponad 10 lat, od kiedy jestem sędzią.

 

Katechizm kontra Kodeks – który jest ważniejszy?

Wielu katolików lubi się powoływać na dwa dokumenty Kościoła – Kodeks Prawa Kanonicznego i Katechizm Kościoła Katolickiego. Czym one się różnią?

Do tych dwóch dokumentów, które Pani wymieniła, warto dołożyć jeszcze dokumenty Soboru Watykańskiego II, bo tworzą one wspaniały trójkąt, który daje katolikom obraz tego, w co Kościół wierzy i jak wierni powinni żyć.

Zresztą, kodeksy w Kościele mamy dwa, są to dwie podstawowe ustawy: Kodeks Kanonów Kościołów Wschodnich z 1990 r. i Kodeks Prawa Kanonicznego dla Kościoła łacińskiego z 1983 r. Te dwa kodeksy są równowartościowymi, podstawowymi źródłami prawa w Kościele katolickim, na który składa się Kościół Rzymski i 23 obrządki – Kościoły sui iuris.

A różnica?

W Kościele katolickim akty normatywne, czyli zawierające prawne normy, wyrastają z prawd doktrynalnych. Doktryna wpływa na normę, zgodnie z zasadą „w co wierzę – tak żyję”. Wiara determinuje zachowanie. Te rzeczy są ze sobą bardzo ściśle złączone. Nie może istnieć prawo w Kościele, które byłoby oderwane od prawd wiary lub też zupełnie z nimi niezwiązane. To znaczyłoby, że takie normy są w systemie prawa kanonicznego zbędne.

Każdy z tych trzech podstawowych dokumentów w inny sposób ujmuje treści wiary i czemu innemu służy. Sobór Watykański II dał podstawy samorozumienia Kościoła we współczesnym świecie, Katechizm wyjaśnia doktrynę katolicką, czyli odpowiada na pytanie „w co wierzyć?”, natomiast Kodeks Prawa Kanonicznego w formie przepisów i zakodowanych w nich norm stanowi „jak żyć”. Taka jest różnica.

Czyli powinniśmy trochę znać prawo kanoniczne? Może się ono przydać przeciętnemu wierzącemu?

Nie. Dla przeciętnego wiernego wystarczy 5 przykazań kościelnych. Zresztą, każde przykazanie kościelne ma swoje odzwierciedlenie w kanonach.

Kodeks Prawa Kanonicznego jest tak naprawdę dla urzędników kościelnych, czyli na przykład proboszczów, kurialistów, etc.

KPK wyróżnia dwie instancje w dwóch trybunałach w procesie kanonicznym i trzecią instancję – odwołanie do Stolicy Apostolskiej. Jak wyglądają te dwie pierwsze instancje?

Kiedyś pierwszy wyrok za nieważnością małżeństwa powodował automatyczną apelację do sądu II instancji. Po reformie papieża Franciszka nie jest ona automatyczna.

Teraz wyrok w I instancji kończy sprawę, a proces dzięki temu jest krótszy i tańszy.

Ale odwołać wciąż się można.

Oczywiście, do drugiej i trzeciej instancji odwołać może się strona, która jest niezadowolona z wyroku i czuje się nim pokrzywdzona.

 

Czy proces kościelny jest „tajny”?

Proces kościelny wydaje się niesamowicie tajny w porównaniu do procesów cywilnych czy karnych w sądach państwowych.

Dlaczego? Zainteresowani, czyli strony i ich adwokaci mają prawo do przejrzenia akt, uzyskania odpisów…

Jakie środki dowodowe mogą być wykorzystane w takiej sprawie?

Są dowody ze świadków, z dokumentów, z opinii biegłego, ale też zdjęcia, filmy, nagrania audio. Mówi Pani, że sprawy są tajne. Może dlatego tak się wydaje, że podczas procesu nie ma publiczności.

I rozpraw, w których uczestniczyłyby strony.

Bo to proces, w którym sędziowie nie muszą mieć bezpośredniego zetknięcia z osobowym źródłem dowodu, czyli ze stroną lub świadkiem.

Sędzia może nigdy nie zobaczyć tych, którzy starają się o orzeczenie nieważności, czy świadków. Ma ich zeznania i inne dowody w aktach sprawy.

Ma to służyć niezależności sędziów?

Nie… Wydaje mi się, że taką formę procesu przyjął ustawodawca i wydaje się, że słusznie, z racji emocji, które takiej sprawie mogą towarzyszyć.

 

Adwokat kościelny. Jak go wybrać?

Ale, tak jak w procesie cywilnym, tutaj też są adwokaci i pełnomocnicy stron.

Każda ze stron może ich mieć, adwokaci są ponadto zatwierdzani przy sądzie biskupim.

Kodeks stawia wymagania adwokatom takie jak: wykształcenie kanoniczne lub prawdziwa biegłość w prawie kanonicznym, nienaruszona sława i zatwierdzenie przez biskupa diecezjalnego.

Pomagają oni stronie, względnie stronom, w dojściu do prawdy. Powiedziałem „względnie stronom”, dlatego że strony mogą mieć jednego, wspólnego adwokata. W procesie o orzeczenie nieważności chodzi o prawdę, więc przynajmniej teoretycznie, skoro obydwu stronom na tym zależy, mogą poprosić o pomoc jedną, kompetentną osobę. W końcu sprawa toczy się w ich obopólnym interesie.

Czym kierować się przy wyborze adwokata? Na stronach diecezji często można przeczytać ostrzeżenia przed korzystaniem z usług „osób lub kancelarii adwokackich ogłaszających się w prasie lub za pośrednictwem internetu”.

Najlepiej wybrać tych, którzy są zatwierdzeni przez kompetentną władzę kościelną. Wtedy zyskuje się może nie „pewność”, ale większe prawdopodobieństwo, że trafi się na specjalistę, który zna się na sprawie i nie wykorzysta finansowo klienta. Bo i takie przypadki się spotyka.

 

Ile kosztuje proces w sądzie biskupim? Skąd różnice w orzecznictwie?

Czy wiadomo publicznie, ile kosztuje taki proces?

Pewnie, że tak. Na stronie internetowej każdego sądu powinien być dekret o kosztach.

W każdej diecezji jest inaczej?

Tak, każdy biskup może sam ustanawiać koszty sądowe.

Czasem proces jest bezpłatny, czasem kosztuje 1500 złotych – tak, jak teraz w Archidiecezji Krakowskiej. Plus wynagrodzenie biegłego.

W różnych diecezjach sprawy są też różnie orzekane. W niektórych łatwiej uzyskać „stwierdzenie nieważności”, w innych graniczy ono z cudem. To nie pomaga w budowaniu zaufania do sądów biskupich…

Jednolitość orzecznictwa jest oczywiście jakimś ideałem, do którego się dąży. Trzeba pamiętać, że za każdym razem, kiedy w grę wchodzi dyskrecjonalna władza sędziego, ten sam stan faktyczny może być różnie oceniony.

Wiele zależy od nastawienia, od tego w jaki sposób na sprawę popatrzą wszyscy trzej sędziowie, czy któryś z nich nie ma jakiejś dominującej pozycji i nie przekona pozostałych…

Błędu ludzkiego nie da się tu wyeliminować, ale pamiętajmy, że sędzia kościelny ma przed oczyma przepisy i to, że wydaje wyrok w Imię Boże, a co za tym idzie stara się, żeby był zawsze sprawiedliwy.

Czy istnieje możliwość zmiany sądu, który będzie orzekał w naszej sprawie? To zależy od miejsca, w którym zawarto małżeństwo?

Tak, sprawa o orzeczenie nieważności małżeństwa może się toczyć przez sądem diecezji, w której małżeństwo było zawarte, ma zamieszkanie strona pozwana czy powodowa, mieszka większość świadków.

Kompetentnych sądów w sprawie sądów może być kilka. Osoba zgłaszająca sprawę o orzeczenie nieważności sama może wybrać pomiędzy równorzędnymi w tej sprawie sądami.

Jeżeli ktoś ma zastrzeżenia wobec składu sędziowskiego, można też poprosić o jego zmianę. Informacja o tym, kto jest sędzią, kto obrońcą węzła, a kto notariuszem jest jawna dla stron. Jeżeli są ku temu przyczyny, sędziego można wyłączyć i on sam powinien się wyłączyć, jeżeli nie mógłby zachować w sprawie należytego obiektywizmu.

 

O co chodzi w procesie kościelnym?

Dlaczego nie rozmawiamy o sądach biskupich? Księża boją się tego tematu?

Może dlatego, że bardzo dużo już na ten temat napisano lub powiedziano, niejednokrotnie w sposób niewłaściwy. Walkę o prawdę w procesie kanonicznym i dochodzenie do tej prawdy przedstawiano jako zwykły spór sądowy pomiędzy ludźmi, którzy się kłócą. Bez zrozumienia specyfiki wymiaru sprawiedliwości w Kościele i tego, o co małżonkowie się starają.

Przykładanie kalki rozwodowej znanej z sądów powszechnych na sądy kościelne powoduje zniekształcenia, przez które koncentrujemy się na sensacji, a nie na rzeczywistym obrazie sądów w Kościele.

Co mieć na uwadze, zastanawiając się nad procesem w sądzie kościelnym, przygotowując się do niego?

Warto pomodlić się do Ducha Świętego, żeby pomógł nam powiedzieć prawdę i tylko prawdę. Tak, aby sędziowie, mając w sposób zgodny z prawem zebrane dowody, mogli wydać sprawiedliwy wyrok.

Pamiętajmy, że w procesie kościelnym chodzi o prawdę. Nie o to, żeby posługując się niegodziwymi metodami czy wykorzystując niezaradność drugiej strony sporu, doprowadzić do wyroku korzystnego dla siebie. Sąd kościelny można oszukać, ale Pan Bóg widzi i wie, co jest prawdziwe.

Ktoś, kto kłamstwem doprowadził do wyroku korzystnego dla siebie wie, że ten wyrok nie odzwierciedla rzeczywistości, a przecież idzie się do sądu kościelnego po to, żeby uspokoić swoje sumienie. Żeby wiedzieć, jak w oczach Boga i Kościoła sprawa wygląda. Nie po to, żeby nasze zdanie za wszelką cenę zostało zapisane w oficjalnym dokumencie, jakim jest wyrok.

 

Prawda czy papier – po co idziemy do sądu biskupiego?

Zdarza się, że nawet w sądzie biskupim ludziom nie zależy na prawdzie, a na papierze?

Rzadko. Jakiś czas temu przeprowadzono badania na temat motywacji osób starających się o orzeczenie nieważności małżeństwa. W przeważającej części okazała się ona religijna. Ludzie decydują się na proces, żeby uspokoić sumienie, zawrzeć małżeństwo kanoniczne i móc uczestniczyć w życiu sakramentalnym, szczególnie przyjmować Eucharystię.

Ale nawet jeśli motywacja jest inna, nie to ma znaczenie. Każdy ma prawo dowiedzieć się prawdy o swoim małżeństwie i tego, co na temat ważności jego małżeństwa myśli Kościół.

Czy sąd biskupi może się mylić?

Oczywiście, że tak, jak każdy sąd. W końcu orzekają w nim ludzie. Odpowiedzialność sędziego kościelnego jest tym większa, że wydaje wyrok w imię Trójcy Przenajświętszej. To duża odpowiedzialność.

Czyli powinniśmy bardziej uwierzyć sądom kościelnym?

Ja wierzę.

 

*Ks. dr hab. Piotr Kroczek – sędzia diecezjalny Sądu Metropolitalnego Archidiecezji Krakowskiej, doktor habilitowany nauk prawnych w zakresie prawa kanonicznego i doktor nauk teologicznych. Profesor nadzwyczajny Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie.

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail